Izo
Wsłuchiwałem się w to co mówił Rue... Gdy tylko powiedział o tym że ma nowotwór to coś mnie w środku ścisnęło
- A co z tobą?
- Lekarze mi powiedzieli że mam około 60% szans na wyzdrowienie... Z resztą przez ostatni czas nie rozwijał się... Być może to przez to że jestem demonem... Ale będę musiał w najbliższym czasie powtórzyć badania
- W każdym razie... Ten Mito... Kochałeś go? - Nawet nie wiem czemu o to spytałem
- Tak - odpowiedział po chwili przytaknąłem tylko po czym Rue mocniej mnie objął - Nie rób takiej miny... Nie powiedziałem że nie kocham ciebie - powiedział a ja przytaknąłem ponownie... Myśl o tym że może umrzeć praktycznie w każdej chwili mnie przerażała... Co z nim stanie się po śmierci? To co mogłem w tej chwili zrobić to tylko mocniej wtulić się w chłopaka. Resztę wieczoru spędziliśmy razem potem wrócił do swojego domu... Dziwnie się czułem jak opowiadał mi o Mito... Znaczy, to oczywiste że kogoś tam miał w przeszłości ale on powiedział że go kochał a praktycznie rozstali się przez śmierć... Czyli, jeżeli on by w tedy nie umarł, Rue nadal by był z nim? Prawdopodobnie wszystko by wyglądało inaczej... Jeszcze jak zaczął mówić o swojej chorobie... Nie mogę przestać o tym myśleć... Co się z nim stanie jeżeli umrze? Czy anioły czy demony po śmierci znikają czy w jakiś sposób się odradzają? Za dużo jak na den dzień się wydarzyło... Poszedłem do łóżka dosyć wcześnie bo odrobinę bolała mnie głowa... Rano idąc do szkoły poczekałem na chłopaka przed jego domem i razem poszliśmy dalej. Kevina dziś nie było, no i całe szczęście... Nie miałem zamiaru znosić jego namolności... Po lekcjach musiałem jeszcze zostać na zajęciach dodatkowych bo mam małe problemy z chemią, tak więc pożegnałem się z Rue który już poszedł do domu... Gdy tylko mogłem w końcu wyjść, mama napisała mi żebym odebrał Fumi z podstawówki... Przynajmniej szkoła ta była po drodze... Siostra czekała w tłumie przed wejściem, lecz jak tylko mnie zauważyła podbiegła z uśmiechem na twarzy... Wracając zaczęła mi opowiadać różne rzeczy które się zdarzyły u niej w szkole... W pewnym momencie ujrzałem Rue
- Rue-san! Cześć! - Krzyknęła Fumi na co chłopak szybko się obrócił i zatrzymał
- Dopiero wracasz do domu?
- Taaa... Byłem odebrać zdjęcia
- Zdjęcia?
- Ostatnio jakiś facet na ulicy mnie zatrzymał i zaproponował jednorazową sesję zdjęciową do jakiegoś magazynu... Kazał mi przyjść po zdjęcia... Nie chciałem ich ale się upierał więc poszedłem dla świętego spokoju... Chcesz? - spytał wręczając mi parę zdjęć
- Ja też chcę! - wtrąciła się Fumi. Rue się lekko uśmiechnął, wybrał parę zdjęć i dał je mojej siostrze... Na nich Rue był normalnie ubrany za to w mojej ręce zostały same zdjęcia na których jest "półnagi". Zarumieniłem się lekko i spojrzałem na Rue
- Na pewno nie chcesz ich z powrotem?
- Nie... Weź je - powiedział spokojnie... Czemu mi wręcza takie zdjęcia... Czy on to robi specjalnie? Żebym się czerwienił?
- Nii-san nie lubi jak mu się robi zdjęcia
- Po prostu uważam że nie wychodzę dobrze na zdjęciach - powiedziałem po czym Rue wyciągnął telefon i zrobił mi zdjęcie - Po co ci...
- Nowa tapeta
- Czemu chcesz tapete ze mną? - zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony
- Bo jesteś słodki - powiedział na co już całkowicie moja twarz była czerwona jak burak - Tak w ogóle dowiedziałem się że dziś ja i moi "rodzice" jesteśmy u was na kolacji
- Rzeczywiście chyba mama coś wspominała... - Zaczęliśmy razem wracać... Zdjęcia włożyłem do torby, te które trzymała Fumi również... Gdy tylko przekroczyłem próg domu matka zawołała mnie żebym pomógł jej w przygotowywaniu obiadu. Tylko się przebrałem i zszedłem na dół do kuchni... Nie było przy tym dużo roboty
- Za chwilę przyjdą, przebierz się. W szafie powiesiłam ci garnitur
- Bez przesady, to tylko kolacja z sąsiadami
- Nie kłóć się ze mną - na tym zdaniu skończyła się dyskusja i poszedłem grzecznie się przebrać. Kończyłem już wiązać krawat jak usłyszałem dzwonek do drzwi... Zszedłem jeszcze poprawiając lekko krawat. Z tego co widziałem to Rue też był ubrany w garnitur. Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęły się rozmowy głównie naszych rodziców. Po chwili mama poszła do kuchni i przyniosła obiad... Nadal rozmowy prowadzili tylko nasi rodzice
- A co sądzicie o homoseksualistach? - naglę zapytała kobieta... Nie powiem trochę mnie zatkało... Takie pytanie przy kolacji.
- Jestem bardzo tolerancyjna. Nic nie mam do tego że ktoś jest gejem czy lezbijką - odpowiedziała matka
- Ja też nie. Mam nawet znajomych o innej orientacji - dodał ojczym. Nie powiem to było trochę dziwne pytanie, lecz po chwili temat znowu się zmienił
- To teraz Rue-san będziesz modelem? - Fumi postanowiła się naglę włączyć
- Modelem? Rue o co chodzi? - spytała "matka" Rue, widocznie nic nie wiedziała o tej sesji
- To tylko jednorazowa sesja, nie mam zamiaru zostawać modelem
- Czemu? Te zdjęcia były bardzo ładne. Prawda Izo?
- Hę? A zdjęcia... Etto... Tak były spoko - dlaczego tak naglę spanikowałem. Po pewnym momencie plecy zaczęły mnie okropnie boleć... Przeprosiłem wszystkich i poszedłem do łazienki. Jak tylko wszedłem do pomieszczenia i zamknąłem drzwi pojawiły mi się te maleńkie skrzydełka. Zacząłem lekko panikować bo nie potrafiłem jeszcze chować swoich skrzydeł a nie wiem czy "rodzice" Rue wiedzą o takich rzeczach, w sumie Rue jest jakby demonem więc chyba powinni wiedzieć... Mimo wszystko wolałem nie ryzykować i zostałem w łazience nerwowo patrząc się w lustro. Naglę usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - To był głos Rue, który z jakiegoś powodu w pewnym stopniu mnie uspokoił
- T...Tak, możesz - odparłem po czym do pomieszczenia wszedł Rue. Widział sam co się stało więc nie musiałem nic tłumaczyć. Chłopak do mnie podszedł, chwycił mnie w tali po czym jedną ręką uciskał moje plecy w różnych miejscach po czym moje skrzydła zniknęły - Jak ty to zrobiłeś
- Tajemnica - powiedział lekko uśmiechając. Zapatrzyłem się chwilę za długo na niego po czym zorientowałem się że po prostu stoję i się na niego gapię więc odwróciłem wzrok lekko się rumieniąc
- Może już powinniśmy wracać do stołu - zaproponowałem na co Rue przytaknął. Po powrocie usiedliśmy na swoich miejscach, Przez resztę wieczoru nadal się nie odzywałem tylko czasami spoglądałem na Rue. Po kolacji moja matka poruszyła temat tego że jutro z samego rana wyjeżdżają jako opiekunowi Fumi na jej tygodniową wycieczkę klasową. W pewnym momencie spytała się "matki" Rue czy mogę przez ten czas u nich mieszkać... Trochę mnie zamurowało bo nie miałem pojęcia o tym że prawdopodobnie będę mieszkał przez tydzień u sąsiadów
- Oczywiście nie ma problemu
- Dziękuję. Wiesz, Izo umie sam gotować i nie jest rozrzutny ale jednak byłabym spokojniejsza
- Rozumiem - odparła z uśmiechem. Po jakiejś chwili poszedłem się przebrać i spakować rzeczy do walizki, w sumie jak czegoś zapomnę to mogę zawsze wrócić się do domu bo w końcu to tylko dom obok. Zszedłem na dół z bagażem gdzie w przed pokoju goście już zaczęli się zbierać, ja również zacząłem ubierać buty
- Aha i jeszcze jedno... Izo dopiero niedawno zaczęły wyrzynać się skrzydła więc mogą mu się niekontrolowanie pojawiać
- Nic nie szkodzi. Rue miał podobnie jak był młodszy - pożegnali się i wyszedłem razem z nimi. Po przekroczeniu progu i ściągnięciu butów czekałem z boku trzymając za uchwyt walizki. Naglę zabrzmiał dźwięk telefonu który kobieta szybko odebrała
- Słucham...? Teraz...? Za dwie godziny? Nikt nas nie uprzedził... Dobrze, rozumiem. Do widzenia- rozłączyła się
- Kto to był? - zapytał mężczyzna
- Nasz szef... Hiro i Shuzo się rozchorowali i oznajmił nam że musimy być za nich na delegacji... Mamy za dwie godziny być na dworcu.. Zbierz wszystko co potrzebne, ja spakuje parę rzeczy i musimy jechać... Rue zostawię ci trochę pieniędzy w razie czego na zakupy - Chłopak tylko przytaknął. Jego "rodzice" zaczęli się zbierać a Rue mnie zaprowadził do "mojego pokoju"
- Dziękuję
- Nie ma za co. Czuj się jak u siebie - powiedział po czym gdzieś poszedł a ja zacząłem się rozpakowywać. Opiekunowie Rue już dawno pojechali jak za oknem rozpętała się burza... Przy głośniejszym grzmocie aż lekko podskoczyłem - Boisz się burzy? - w pokoju pojawił się Rue nawet nie mam pojęcia kiedy wszedł do pokoju
- O...Odrobinę... Mam tak od dzieciństwa, nie do końca pamiętam dlaczego - oznajmiłem po czym ponownie zagrzmiało a ja ponownie się wzdrygnąłem. Rue lekko westchnął ale również się uśmiechając
- Więc będę dziś z tobą spał - oznajmił jak gdyby nigdy nic
- C...Co?
- Jak tak reagujesz to pewnie nie zaśniesz sam więc będę z tobą dziś spał - wyjaśnił. Nie do że mi jego bliskość przeszkadza ale jesteśmy razem tak krótko a on chce już ze mną spać w jednym łóżku?
- P...Pójdę wziąć prysznic - powiedziałem biorąc rzeczy na przebranie i ręcznik. Gdy chciałem wyjść zagapiłem się odrobinę na Rue i wlazłem w ścianę na co chłopak lekko się zaśmiał
- Jeżeli jeszcze raz na coś wpadniesz po drodze to pójdę razem z tobą żebyś aby się nie przewrócił pod prysznicem
- D...Dam radę -powiedziałem oblewając się cały rumieńcem. Doszedłem do łazienki już bez wpada na nic i zacząłem brać prysznic, tyle że przez tą cholerną burzę kolejny grzmot mnie przestraszył i przez śliską powierzchnię poślizgnąłem się i upadłem
- Wszystko w porządku usłyszałem hałas? - usłyszałem głos Rue zza drzwi
- T...Tak, wszystko w porządku. Nic mi nie jest - odparłem i się podniosłem. Postanowiłem szybciej skończyć prysznic zanim sobie coś połamię albo się zabiję. Po przebraniu się w "piżamę" , a raczej stary podkoszulek i luźne dresowe spodnie w których zwykle śpię, wróciłem do pokoju gdzie Rue już leżał na łóżku. Włożyłem tamte ubrania do szafki, zgasiłem światło i położyłem się tuż obok chłopaka. Rue w pewnym momencie mnie objął i lekko przytulił do siebie. Starałem się zasnąć ale przez pogodę za oknem nie dawałem rady... Spojrzałem na twarz Rue, miał zamknięte oczy więc prawdopodobnie już spał... W pewnym momencie ponownie zagrzmiało, tym razem najgłośniej ze wszystkich poprzednich. Przestraszony wtuliłem się w Rue
- Zachowujesz się trochę jak dziecko
- Przepraszam, obudziłem cię?
- Nie spałem... Wolałem poczekać aż ty zaśniesz
- Nie przejmuj się mną... tylko się przeze mnie nie wyśpisz
- No i co z tego... Jutro jest weekend więc mogę trochę dłużej spać - powiedział lekko ziewając... Ponownie rozległ się jeszcze głośniejszy grzmot
- Dlaczego to musi robić się coraz głośniejsze - Rue westchnął ale również się lekko uśmiechnął. Ponownie mnie do siebie wtulił ty razem odrobinę mocniej... Moja głowa była na poziomi jego klatki piersiowej. Po chwili się uspokoiłem... Nie słyszałem już nic, ani grzmotów, ani deszczu za oknem, tylko bicie jego serca. Przez to udało mi się również dosyć szybko zasnąć... Rano obudziłem się wcześniej niż Rue ale nie mogłem wstać bo cały czas leżałem w jego ramionach. Nie to że mi to przeszkadzało, tylko nie mogłem się ruszyć nawet na milimetr. Mimo wszystko nawet miło było leżeć tuż obok niego i patrzeć na jego spokojną śpiącą twarz... Po chwili Rue się również obudził i spojrzał na mnie po czym mnie pocałował w czoło
- Jak spałeś? - spytał po chwili
- D...Dobrze... Nie przeszkadzałem ci w nocy? To znaczy podobno się wiercę a leżałem prawie że na tobie
- Nie wierciłeś się... Ale za to mówiłeś moje imię przez sen - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem a ja się lekko zaczerwieniłem
- M...Może zrobię śniadanie... Co chciałbyś zjeść - nie wiem czemu zmieniłem temat... Strasznie się zawstydziłem nawet nie wiem dokładnie z jakiego powodu
- Obojętne...
- Może naleśniki?
- Mogą być tylko bez żadnych słodkich dodatków... Nie przepadam za słodyczami... Ale ciebie mógłbym "zjeść" z przyjemnością - po tym tekście już cały zrobiłem się czerwony... On to robi specjalnie, czy co? Szedłem na dół i zacząłem robić śniadanie... Rue jeszcze poszedł po prysznic i do jadalni wszedł praktycznie w tej samej chwili jak skończyłem... Rue zjadł dosyć szybko w porównaniu do mnie mimo że miałem mniejszą porcję - Dzisiaj też mam sesję zdjęciową... Strasznie nalegał żebym się zgodził ... Chcesz iść ze mną?
- M...Mogę ?
- Chyba nie powinien mieć nic przeciwko jeżeli byś tylko siedział i się patrzył - zgodziłem się bez dłuższego zastanawiania się... Po południu wyszedłem razem z Rue... Studio nie było dość nie daleko więc po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu. W pomieszczeniu znajdował się już chłopak z długimi, ciemnymi blond włosami i szarymi oczami
- Jesteś już Rue... Cieszę się że przyjąłeś ofertę. Mój szef był zachwycony twoimi zdjęciami - Dopiero po chwili zauważył mnie - To twój młodszy brat?
- A wyglądamy podobnie?
- Właśnie nie ale wolałem się spytać
- Nie będzie przeszkadzał?
- Jasne że nie... Jestem Iso Toma
- Shige Izo...
- W każdym razie Rue, w "garderobie" masz ubrania w których będziesz pozował - oznajmił po czym białowłosy skierował się do pomieszczenia - Pomożesz mi porozstawiać światła?
- Jasne... - nie były jakoś szczególnie ciężkie ale do lekkich też nie należały... Gdy skończyłem mu pomagać usiadłem gdzieś z tyłu. Po pewnym czasie Rue wyszedł z przebieralni w jakiś markowych ciuchach... Toma porobił mu parę zdjęć, wszystko było okej do puki Rue nie miał się przebrać w strój nr 2. Z przebieralni wyszedł praktycznie w samych spodniach i jakiś butach, z jakiegoś powodu nie mogłem przestać się na niego patrzeć
- Możesz zdjąć okulary? - powiedział Toma po zrobieniu paru zdjęć
- Słabo bez nich widzę...
- Nie szkodzi... Wystarczy że będziesz "pozował i ładnie wyglądał" - Rue wyglądał jakby niechętnie je zdejmował ale bez okularów wygląda jeszcze bardziej przystojniej... Nie mogłem oderwać od niego wzroku... W pewnym momencie poczułem jakby coś ciekło mi z nosa, gdy przetarłem lekko dłonią okazało się że to krew... Zaczerwieniony szybko zasłoniłem nos dłonią... Jakby tego było mało to jeszcze dostałem wzwodu... Czy coś jest ze mną nie tak? Dostać erekcji i nose bleedu od zwykłego patrzenia się na jego klatę? Spojrzałem dyskretnie w stronę Rue... Uśmiechał się ale próbował to ukryć... Czy on mnie widzi? Przecież przed chwilą powiedział że ma kiepski wzrok bez okularów - Cholera, zabrakło miejsca na karcie... Musze przegrać kilka rzeczy na komputer masz przerwę - Toma opuścił pomieszczenie po czym Rue skierował się w moją stronę i usiadł obok mnie. Udało mi się uprzednio wytrzeć nos chusteczką ale erekcja została co starałem się ukryć naciągając bluzkę
- Wiesz że to i tak widać - powiedział z lekkim uśmiechem - Chodź do łazienki
- R... Razem?
- No tak... No chyba że chcesz się tego "pozbyć" sam - zacząłem nerwowo zaprzeczać głową. Rue chwycił mnie za rękę i zaciągnął do łazienki, zamknął drzwi i odwrócił się do mnie... Zaczął dotykać moje krocze przez ubranie po czym rozpiął moje spodnie i lekko zsunął razem z bielizną. Gdy zaczął dotykać mój członek zacząłem lekko drżeć. Po chwili chwycił moją dłoń i skierował ją na mój... Co raczej miało oznaczać "Ja ci tylko pomogę ale sam musisz też coś robić". Gdy już doszedłem Rue umył ręce a ja wytarłem resztki mojego nasienia...
Rue
Chłopak nawet nie zerkał w moją stronę. Musiał być zbyt zawstydzony. Po tym, gdy przestał się "myć" stanął obok mnie i umył ręce. Delikatnie go objąłem.
-Jesteś na mnie zły?
-No... nie... ale ja, ja mam... mam mało doświadczenia w takich sprawach...
Jąkał się, nadal czerwony. Głośno westchnąłem i cmoknąłem go w policzek.
-Jeżeli mam być szczery, to także nie posiadam wiele doświadczenia z mężczyznami...
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Lekko się zaśmiałem i rozczochrałem mu włosy. Dosięgnięcie czubka jego głowy nie było trudne, w końcu dzieli nas około 20 cm, więc z łatwością mogłem się z nim droczyć.
-Izo, ile masz wzrostu?
-Huh?... 1,65...
-Woah... to od dzisiaj jesteś moim maleństwem.
-Ej! Nie nabijaj się ze mnie! Dużo japończyków ma taki wzrost! To ty jesteś poza skalą!
-To znajdź sobie kogoś, kto mieści się w skali!
Naburmuszony wyszedłem z pomieszczenia i skupiłem się na zdjęciach. Chłopak usiadł na swoim poprzednim miejscu i często zerkał na mnie. Widziałem, jak świeciły mu się oczy, prawdopodobnie przez łzy. Po sesji mogłem już normalnie się ubrać i wyjść z Izo. Przez połowę drogi milczał.
-Naprawdę chcesz ze mną zerwać?...
Jego łamiący się głos rozdzierał mi serce.
-Oczywiście, że nie, moje kochane maleństwo... nie mógłbym.
Chciałem go przytulić, ale w sekundę otoczyła mnie mała grupka dziewczyn. Odepchnęły Izo ode mnie. Od razu powiedziałem, że to nie ja jestem tym ich "idealnym, wymarzonym facetem" z okładek, musiałem skłamać. Nie dały by mi spokoju. Znów szedłem obok złotookiego. Wydawał się smutny. Po powrocie zaciągnąłem go na kanapę i zacząłem całować. Wyglądał na dość przerażonego.
-Izuś... kochanie, nie skrzywdzę cię. Jeżeli ci się to nie podoba, powiedz mi.
On jednak tylko mnie przytulił. Chuchnąłem mu na szyję, przez co przeszedł go dreszcz, a ja lekko się zaśmiałem.
-Jesteś głodny?-zapytałem i nie musiałem czekać długo na odpowiedź.
Przytaknął patrząc mi w oczy. Naszła mnie wielka ochota podotykania go, jednak wiedziałem, że nie mogłem tego zrobić. Nie teraz. Chłopak jakoś się uwolnił i poszedł do kuchni, ja zająłem się przeglądaniem katalogu z bielizną. Miałem mieć niedługo sesję z modelkami i to ja miałem wybierać im stroje. Można powiedzieć, że średnio się cieszyłem. W pewnym momencie poszedłem z czasopismem do kuchni, jedną ręką objąłem Izo, a drugą nadal przewracałem kartki.
-Musisz to oglądać przy mnie?
-A co, jesteś zazdrosny?
-Nie, ale nie mogę się skupić. Wygodniej ci będzie na kanapie.
Wiedziałem, że był w cholerę zły. Zżerała go zazdrość. Tylko wzruszyłem ramionami.
-Może i masz rację...
Położyłem się na kanapie i kontynuowałem przeglądanie bielizny. Długopisem zaznaczałem wybrane modele. W pewnym momencie zostałem pozbawiony katalogu.
-Po co to oglądasz?
-Mam sesję z modelkami i poproszono mnie, żebym zajął się wyborem strojów, oddasz mi to?
-Nie, nie chcę, żeby ktoś cię dotykał! Do tego pół nagie kobiety!
-Jesteś egoistą, Izo. To tylko głupie zdjęcia.
-"Głupie zdjęcia"? Jeżeli one będą się zachowywać jak te dziewczyny na ulicy to nie ma mowy żebyś z nimi pozował.
-Nie będą, do cholery, to profesjonalistki.
-Ta... nie wydaje mi się.
-Przyznaj w końcu, jesteś zazdrosny.
-Okej. Jestem zazdrosny, ale to chyba normalne, że nie chcę, by ktoś cię obmacywał, nie ważne, jaka to by była sytuacja.
-Będziesz wypominał mi idiotyczne zdjęcia? Co z tego, że będą mnie macać, skoro nic się nie stanie?
-Oczywiście, gdybym ja był w takiej sytuacji to byś mnie nawet z domu nie wypuścił na takie zdjęcia.
-Jestem silniejszy, to oczywiste, ale i tak nie mam się co martwić, jesteś zbyt uroczy.
-Wybór strojów chyba nie należy do przywilejów modela.
-No i? Nie jestem takim mega modelem, więc mogę je wybrać. Z resztą, oni dali by bardziej wyzywające. Oddaj mi ten magazyn.
Złapałem Izo i wyrwałem mu z rąk rzecz.
-Rue, nie chcę, żebyś brał w tym udziału... nie możesz pozować sam?
-Tak się składa, że za te zdjęcia dostanę dużo pieniędzy.
-Jeszcze wczoraj mówiłeś, że nie chcesz pracować jako model!
W końcu się zdenerwowałem, gdy podniósł głos i wstałem.
-Robię to dla ciebie idioto! Chciałbym wynająć mieszkanie, żeby potem nie martwić się o opłacanie go!
-Mieszkanie?...
Chłopak widocznie się uspokoił, ja? Nie.
-Żebyś wiedział! Chciałem z tobą zamieszkać, dlatego się na to godziłem! Myślisz, że do śmiechu mi, jak muszę się rozbierać?!
Chłopak wyglądał na zmieszanego. Zdenerwowany ubrałem się i wyszedłem z głośnym trzaskiem. Dopiero po około trzech godzinach postanowiłem wrócić. Chłopak siedział w salonie z walizką. Gdy mnie zobaczył, wstał.
-Przepraszam, że jestem taki beznadziejny... nie będę ci już zawracał głowy...
Nie drgnąłem. Usłyszałem tylko dźwięk zamykanych drzwi, a potem próbowałem bezskutecznie zasnąć. Znów minęło kilka godzin, a ja postanowiłem "pójść" do Izo. Martwiłem się o niego. Naprawdę bardzo się martwiłem. Szybko przeteleportowałem się do jego pokoju i delikatnie go objąłem. Siedział na łóżku i płakał.
-R...Rue?...
Jego głos mnie załamywał. Bardzo, bardzo go kochałem i pozwoliłem odejść?...
-Kochanie, wróć... proszę... Przepraszam cię, powinienem powiedzieć ci wcześniej...
środa, 9 listopada 2016
piątek, 4 listopada 2016
Rozdział 4
Izo
Rozumiem że Rue może być wściekły o to co zrobili jego rodzice, mimo wszystko to rodzina i przyszła go przeprosić za wszystko... W sumie nie powinienem się wypowiadać na ten temat, nie mam pojęcia co się przytrafiło Rue i nie wiem co przeszedł... Rue zaczął robić jajecznice gdy naglę do kuchni wpadł Kai i się wtulił w chłopaka... Skojarzyło mi się to trochę z zachowaniem Fumi tyle że Kai wygląda na starszego od mojej siostry... Właśnie skoro ja jestem aniołem to znaczy że Fumi też? W pewnym momencie do Kuchni wszedł również ojciec Rue, ten prawdziwy. Chciał porozmawiać z Rue ale ten go całkowicie zignorował i udawał że go nie słyszy. Wzrok mężczyzny naglę zatrzymał się na mnie i zaczął mi się dziwnie przyglądać... Poczułem się dosyć nieswojo. Po chwili bez żadnego słowa wyszedł. Po jakimś czasie chłopak podał mi talerz, Usiedliśmy przy stole
- Braciszku, nie zrobisz też dla mnie? - Kai spytał patrząc na niego proszącymi oczkami
- Nie ma mowy, nie będę ci usługiwał, jak chcesz to sam sobie zrób
- Ale ja nie umiem obsługiwać ludzkich sprzętów
- Nie obchodzi mnie to - burknął...
- Mogę ci dać połowę mojej Kai, chcesz?
- Oh, dziękuję - odparł na co Rue na mnie popatrzył z wyrzutem jakbym coś zrobił złego. Po zjedzonym śniadaniu Rue oznajmił że pójdzie sprawdzić czy moje ubrania już wyschły, w taki sposób zostałem sam z Kai w salonie - Kim ty jesteś dla braciszka?
- E... Etto... Jakby to powiedzieć - nie sądziłem że od razu zada takie pytanie
- Jesteście razem?
- No... Tak... Ale dopiero od... - nie zdążyłem dokończyć gdyż Kai mi przerwał
- Masz go zostawić...
- Słucham?
- Masz problem ze słuchem? Masz go zostawić, narobisz mu tylko kłopotów...
- Jeszcze chwilę temu byłeś milszy
- No bo braciszek był obok, muszę zrobić wszystko żeby zmienił o mnie zdanie a ty mi tylko będziesz przeszkadzał - oznajmił, nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Nie wiedziałem że anioły są takie wredne. Po chwili wrócił Rue z moimi ubraniami i mi je podał
- Dziękuję
- Twoi rodzice się pewnie zaniepokoili jak zobaczyli że nie ma cię w pokoju
- Taaa... Przebiorę się i wrócę do siebie - powiedziałem po czym skierowałem się w stronę łazienki gdzie się przebrałem... Gdy już ubierałem buty w przedsionku i miałem już wyjść Rue mnie zatrzymał, zbliżył się do mnie i pocałował
- Hę? - mruknąłem cały czerwony
- Pocałunek "na do widzenia". Podobno pary tak robią...
- N...No tak...
- Widzimy się jutro w szkole - przytaknąłem. Pożegnałem się z nim i wróciłem do swojego domu
- Oh, Izo już jesteś... Czemu nic nie mówiłeś że idziesz nocować u sąsiadów - moja matka złapała mnie od razu przy wejściu ale nie wydawała się być zła
- Skąd o tym wiesz
- Nomi do mnie dzwoniła - oznajmiła... No tak mogłem się domyślić - Jadłeś już śniadanie?
- Tak, przed chwilą
- Dobrze... Za kare że nic nie mówiłeś pozmywasz naczynia - niechętnie przytaknąłem i poszedłem od razu do kuchni... Zacząłem myć naczynia gdy naglę do kuchni wpadła Fumi
- Onii-chan ma skrzydełka! Ja też chcę! - krzyknęła ze zdumieniem w głosie... Co?! Znowu się pojawiły? Do kuchni naglę też weszła matka, wygląda na to że była zaskoczona... Powiedziała że jak skończę to chce ze mną porozmawiać. Gdy zmyłem ostatni talerz poszedłem do salonu gdzie siedziała mama, Fumi poszła bawić się w swoim pokoju a ojca nie było w domu bo mama go wysłała po coś do sklepu
- Kiedy ci się pojawiły?
- Wczoraj wieczorem... O co z tym chodzi? Czemu je mam... Czy ty i tata...?
- Chciałam o tym z tobą porozmawiać dopiero jak będzie to konieczne... Nie sądziłam że pojawią ci się skrzydła ale skoro tak się stało nie mogę zatajać prawdy... Bo wiesz że ożeniłam się z ojcem po tym jak się urodziłeś... Ale ten mężczyzna który cię wychowywał nie jest twoim biologicznym ojcem. Twoim ojcem jest anioł z którym się spotkałam zanim spotkałam Kijo. Mieliśmy romans i zaszłam w ciążę... Aniołowie jednak mają zakaz łączenia się w pary z ludźmi przez co nie mógł zostać przy nas, jak się dowiedziała o tym rada, zdetronizowali go do najniższej rangi i zabronili kontaktu ze mną. Powiedział mi o tym gdy ostatni raz go widziałam. Powiedział że jeżeli okażesz się pół aniołem będziesz miał szansę się z nim zobaczyć ale do tego czasu... Zauważyłeś że w naszej rodzinie nie ma nikogo o złotych oczach... Właśnie to jedno oko odziedziczyłeś po swoim ojcu, jest identyczne... Przez co nie mogłam o nim zapomnieć mimo że mnie o to prosił
- A... Jak ma na imię mój ojciec...? - spytałem niepewnie
- Wiem że może to zabrzmieć niewiarygodnie ale... Sam Uriel... Dlatego że był Archaniołem jego czyn był karany o wiele gorzej niż zazwyczaj przy innych aniołach. Mówił że za karę Michał pozbawił go jednego skrzydła i tytułu Archanioła
- Nie sądziłem że aniołowie mogą być tak okrutni
- Cóż. Pomijając te różne informacje o aniołach w Pismach Świętych, aniołowie są bardzo podobni do ludzi
- A co się stanie jeżeli... Anioł pragnie czyjejś śmieci?
- Nie jestem do końca pewna ale... Gdy anioł pragnie "złych" rzeczy właśnie tego typu powoli staje się upadłym aniołem... Innymi słowy demonem
- A... Czy jeżeli ktoś się stanie demonem... Może z powrotem stać się aniołem?
- Tego to już nie wiem... Czemu pytasz
- Bez powodu... A Jak mógłbym się spotkać z moim prawdziwym ojcem?
- Też tego niestety nie wiem - musiałem się zadowolić na razie takimi informacjami. Przebrałem się w inne ubrania i po południu wyszedłem do ogrodu... Nie długo po mnie również na zewnątrz wyszedł Rue
- Co się stało? - spytałem podchodząc do żywopłotu
- Nie wytrzymam już z nim
- Minęły jakieś 4 godziny
- Mimo wszystko, on jest nieznośny i cały czas za mną łazi - powiedział wkurzony próbując się uspokoić - Znowu ci się skrzydła pojawiły... Pytałeś o to rodziców? - spytał na co przytaknąłem
- Okazało się że "mój ojciec" nie jest moim ojcem... Tylko były Archanioł Uriel, brzmi to dosyć niedorzecznie ale...
- Musiało mu się za to oberwać... Chciałbyś się z nim zobaczyć
- No... Tak ale nie wiem jak to zrobić
- Mogę cię tam zabrać
- Naprawdę?
- Pewnie, nie ma żadnego problemu... Tylko musimy się teleportować szybko zanim Kai się zorientuje gdzie jestem - powiedział po czym chwycił moje ręce - zamknij oczy i spróbuj się skoncentrować - oznajmił na co przytaknąłem. Zrobiłem jak powiedział chłopak, gdy otworzyłem oczy byliśmy już na jakiejś ulicy tyle że wszystko wokół było bardzo jasne. Rue zaczął mnie gdzieś ciągnąć... Zorientowałem się że Rue w te chwili również ma skrzydła tyle że tym razem jakby 3 pary. W pewnym momencie weszliśmy do jakiegoś budynku w którym korytarz wyglądało jak w jakimś urzędzie tylko że praktycznie wszystko było niebiesko białe i było strasznie pusto... Rue po chwili zapukał do jednych z drzwi na którym było coś napisane coś w jakimś dziwnym alfabetem
- Proszę - usłyszeliśmy męski głos... Trochę się stresowałem przed wejście ale w końcu Rue otworzył drzwi... Przy wielkim biurku z masą papierów siedział młodo wyglądający mężczyzna o brązowych włosach i złotych oczach... Po jednej stronie miał dwa skrzydła a po drugiej trzy... Wygląda na to że to on. Mężczyzna podniósł głowę i uśmiechnął się
- Przyprowadziłem Pańskiego syna. Chciał się z Panem zobaczyć - oznajmił. Uriel wstał, podszedł do mnie i mnie objął
- Wybacz mi... Że nie mogłem być przy tobie i Mai
- To nie była twoja wina... Mama mi mówiła że takie macie zasady
- Są bardzo rygorystyczne... Gdy zostałem zdetronizowany starałem się zostać stróżem waszej rodziny ale Michał trzymał mnie na tak "krótkiej smyczy" że nie mogłem opuścić nieba ani razu od tych 17 lat... Cieszę się że mogę cię zobaczyć Izo... Tak masz na imię, prawda? Twoja matka bardzo lubiła to imię - spytał na co przytaknąłem, po chwili jego wzrok przeniósł się na Rue, wyglądało na to że nie przeszkadzały mu jego czarne skrzydła - Jesteś przyjacielem Izo? - spytał na co Rue przytaknął... Może lepiej przy byłym Archaniele na dodatek moim ojcu nie wspominać na razie o tym że jesteśmy razem... Uriel podszedł do jakieś szafki i wyciągnął z niej coś na kształt peleryny i podał ją Rue - Mimo że dużo aniołów w okolicy się nie kręci lepiej żebyś zakrył swoje skrzydła dla własnego bezpieczeństwa
- Dziękuję - odparł i wziął od niego "szatę". Naglę do pomieszczenia bez ostrzeżenia wszedł anioł z trzema parami skrzydeł, długich blond włosach i błękitnych oczach
- Wyczuwałem że jest tu coś nie tak... Proszę, proszę, kogo my tu mamy - powiedział patrząc na mnie - Dwie pary skrzydeł, mieszaniec... Złote oko... Bękart z grzechu Archanioła poczęty, na dodatek z duchem nieczystym się brata... Zachciało ci się ziemskiej kobiety Urielu... Demony wstępu nie mają do Królestwa Niebieskiego - powiedział i w ręce pojawił mu się ognisty miecz skierowany w stronę Reue
- Dosyć Michale! Dusza tego młodzieńca nie jest całkowicie zniszczona, a twoim zadaniem jest tylko dobywanie miecza na dusze potępione... Aniołowie mają potępiać grzech ale również dawanie szansy na nawrócenie
- Zamilcz! Może byłeś kiedyś Archaniołem skruchy i pokuty ale teraz twoje słowa nie mają najmniejszego znaczenia... Chcesz stracić kolejne skrzydło? Jeżeli nie to mi nie przeszkadzaj
- Zostaw go nic przecież złego nie zrobił - musiałem się wtrącić jak idiota
- Twoje słowa są tym bardziej nie znaczące mieszańcu - powiedział już się zamachnął ale gdy tylko uderzył ostrzem miecza w ramię Rue tylko lekko go drasnęło a peleryna mu spadła. Michała odrzuciło na około 2 metry do tyłu a na twarzy Rue pojawiły się te znaki które widziałem wczoraj - Bariera? To znak Airii, jesteś jej potomkiem? - Rue w ogóle się nie odzywał tylko stał bez słowa - Idziesz ze mną demonie - powiedział podchodząc do niego
- Michale co masz zamiar zrobić...
- Jak tak strasznie się obawiasz możesz iść z nami... Chcę go zaprowadzić do Metatrona
- Po co?
- Niech cię to nie interesuje Urielu - Rue nawet się nie opierał tylko grzecznie podążał za Michałem aż dotarliśmy do jakiejś pustej sali - Metatronie, mam do ciebie sprawę - krzyknął i tuż przed nim pojawił się mężczyzna z krótkimi czarnymi włosami i białymi oczami
- Proszę, proszę. Nie często tu przychodzisz Michale. Jaka ważna sprawa cie tu sprowadza
- Jako ostatni Serafin potrafisz zdejmować blokady... - Powiedział spoglądając na Rue
- Rozumiem chcesz zdjąć blokadę ochrony z tego młodzieńca?
- Dokładnie... Zrób to byle szybko, nie mam całego dnia...
- Cóż... Nie... - powiedział jak gdyby nigdy nic na dodatek z uśmiechem
- Śmiesz mi się sprzeciwiać jestem od ciebie wyżej. Poza tym komu zawdzięczasz swoje stanowisko
- Jeżeli zdejmę z chłopaka barierę źgniesz go tym swoim ognistym mieczykiem... A tak się składa że nie mam zamiaru tracić kolejnego serafina po tym jak wykopałeś Airi, jego matkę. Widzę że dobrze ubezpieczyła synka przed tobą. Nawet nie myśl że zmienię swoje zdanie
- Nikogo już nie interesują nasze święte zasady?! Uriel zrobił bękarta, ty chcesz przyjąć do serafinów demona...
- I co chcesz z tym zrobić? Reszta Archaniołów prawdopodobnie będą mieli zdanie takie jak nasze - odpowiedział Metatron po czym Michał z dość nie zadowoloną miną wyszedł...
Rue
Nieprzyjemny facet. Do tego wyglądał dość przerażająco, mimo odrobinę okrągłej twarzy. Roztaczał jakby aurę wrogości. Szczególnie do mnie. Nigdy nikogo nie zamordowałem. Co mu to, do cholery przeszkadzało? A jeśli chodzi o Metatrona to... wyglądał dziecinnie... bardzo dziecinnie. Mimo iż był wyżej w rankingu. Zazwyczaj musiałem sam siebie bronić, więc to, gdy nie chciał pomóc... Michałowi mnie nieco zaskoczyło. Większość "ludzi" poluje na moje życie. Nigdy nic nie zrobiłem, więc nie rozumiem, dlaczego tak jest. Udawało mi się jednak ich unikać, więc nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Radziłem sobie i radzić sobie będę, ale nie wiedzieć czemu miałem poczucie, że muszę chronić Izo. Tak po prostu. Bałem się odrobinę. Nigdy nie musiałem się o kogoś troszczyć. Po około pięciu minutach pozwolono nam zejść na ziemię. Metatron był w miarę okej, czego nie mogłem powiedzieć o Michale. Przypominał mi biologicznego ojca. w jego wzroku było coś z obojętności. Pozwolono nam po chwili wrócić na ziemię. Jeśli mam być szczery, wolałbym żyć jako zwykły człowiek i umrzeć. Niebo, piekło, czyściec. Co za różnica? Moim zdaniem śmierć to śmierć. Mimo, iż wiem, że istnieje coś takiego jak życie wieczne, to i tak nie chciałbym trafić do żadnego z wymienionych wcześniej miejsc. Wolałbym być sam. Na wieczność, ale teraz... pojawił się Izo. Najchętniej, zakończyłbym swoje życie. Teraz. W tym momencie.
-Moich rodziców nie ma... mógłbym poczekać na nich u ciebie?
Ach, no tak. Zapomniałem. Chociaż czy da się zapomnieć o kimś kogo wydaje się, że jest ważny? Nie wiedziałem o tym. Nie chcę się przekonywać. Nie chcę wiedzieć, jak to jest cierpieć po odejściu takiej osoby. Już nie. Miałem kiedyś chłopaka. W gimnazjum. Przez problemy rodzinne popełnił samobójstwo. Był człowiekiem, i wiem, że teraz jest w niebie i mogę się z nim spotkać, ale po co? Jego już nie ma. Choroba nie dawała mu żyć, tak jak mnie z resztą. Dwa różne nowotwory. On miał raka mózgu, a ja płuc, z przerzutami na serce. Mitotoshii uśmiechał się jednak dużo częściej ode mnie. Był radośniejszy. Mimo to on musiał odejść. On, nie ja. Myślę, że go kochałem, ponieważ płakałem po tym, jak usłyszałem głośny pisk maszyny, nadzorującej pracę jego serca. Biło wolno, ale dla mnie. Tylko ja mu zostałem. Zachowywałem się egoistycznie. Tylko ja chciałem przy nim być, rozmawiać z nim, a on nic do tego nie miał. Doskonale pamiętam, jak płakał. Nałykał się jakiegoś dziadostwa, nie mówiąc nikomu, ja także nie mogłem. Obiecałem mu. Pod koniec, gdy już znacząco słabł, zapytał, czy spotkam się z nim w niebie. Był dobrym człowiekiem. Pomagał komu mógł. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, a po szeptałem "tak, czekaj na mnie, proszę". Dzisiaj była rocznica jego śmierci, trzecia dokładniej. Wolałem spędzić ją sam. Oglądając nasze zdjęcia.
-Jasne, nie ma problemu.
W duchu przepraszałem Mito. Po około 20 minutach już siedziałem w salonie z Izo. Widocznie przybity.
-R...Rue?... Coś się stało? Wyglądasz na smutnego...
Uśmiechnąłem się.
-3 lata temu zmarł ktoś dla mnie ważny. Nawet bardzo ważny.
Chłopak lekko mnie przytulił. Był taki ciepły i delikatny. Objąłem go ramieniem i cmoknąłem w czoło. Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma. Mito także takie miał, pełne miłości, lekkiej niepewności, nadziei... do tego błyszczały. Jakby było w nich milion gwiazd, a nawet i więcej. Uh, nie ma to jak wspominać zmarłego...
-Wiem, że... że nie powinienem... nie powinienem pytać... ale, jaki... jaki był...?
-Pogodny, opiekuńczy, przyjacielski, zawsze uśmiechnięty, śmiał się w cholerę głośno, nie pokazywał łez, strachu. Ciągle się martwił. Nie mówiłem ci, ale mam nowotwór. W rodzinie mam parę ludzi, więc mogę zachorować na ludzkie choroby a także przez nie umrzeć, jak ty. Mito ciągle do mnie biegł, gdy dowiadywał się o moich omdleniach, operacjach a także po tym, jak tracił pamięć "zakochiwał się we mnie od nowa". Naprawdę mi go brakuje, bo był moim przyjacielem i można powiedzieć kochankiem, chociaż ten drugi aspekt kończył się na jednym. Całowaniu się po tym, jak lekarze oszacowali nasze szanse. Jego były bliskie zeru...
Rozumiem że Rue może być wściekły o to co zrobili jego rodzice, mimo wszystko to rodzina i przyszła go przeprosić za wszystko... W sumie nie powinienem się wypowiadać na ten temat, nie mam pojęcia co się przytrafiło Rue i nie wiem co przeszedł... Rue zaczął robić jajecznice gdy naglę do kuchni wpadł Kai i się wtulił w chłopaka... Skojarzyło mi się to trochę z zachowaniem Fumi tyle że Kai wygląda na starszego od mojej siostry... Właśnie skoro ja jestem aniołem to znaczy że Fumi też? W pewnym momencie do Kuchni wszedł również ojciec Rue, ten prawdziwy. Chciał porozmawiać z Rue ale ten go całkowicie zignorował i udawał że go nie słyszy. Wzrok mężczyzny naglę zatrzymał się na mnie i zaczął mi się dziwnie przyglądać... Poczułem się dosyć nieswojo. Po chwili bez żadnego słowa wyszedł. Po jakimś czasie chłopak podał mi talerz, Usiedliśmy przy stole
- Braciszku, nie zrobisz też dla mnie? - Kai spytał patrząc na niego proszącymi oczkami
- Nie ma mowy, nie będę ci usługiwał, jak chcesz to sam sobie zrób
- Ale ja nie umiem obsługiwać ludzkich sprzętów
- Nie obchodzi mnie to - burknął...
- Mogę ci dać połowę mojej Kai, chcesz?
- Oh, dziękuję - odparł na co Rue na mnie popatrzył z wyrzutem jakbym coś zrobił złego. Po zjedzonym śniadaniu Rue oznajmił że pójdzie sprawdzić czy moje ubrania już wyschły, w taki sposób zostałem sam z Kai w salonie - Kim ty jesteś dla braciszka?
- E... Etto... Jakby to powiedzieć - nie sądziłem że od razu zada takie pytanie
- Jesteście razem?
- No... Tak... Ale dopiero od... - nie zdążyłem dokończyć gdyż Kai mi przerwał
- Masz go zostawić...
- Słucham?
- Masz problem ze słuchem? Masz go zostawić, narobisz mu tylko kłopotów...
- Jeszcze chwilę temu byłeś milszy
- No bo braciszek był obok, muszę zrobić wszystko żeby zmienił o mnie zdanie a ty mi tylko będziesz przeszkadzał - oznajmił, nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Nie wiedziałem że anioły są takie wredne. Po chwili wrócił Rue z moimi ubraniami i mi je podał
- Dziękuję
- Twoi rodzice się pewnie zaniepokoili jak zobaczyli że nie ma cię w pokoju
- Taaa... Przebiorę się i wrócę do siebie - powiedziałem po czym skierowałem się w stronę łazienki gdzie się przebrałem... Gdy już ubierałem buty w przedsionku i miałem już wyjść Rue mnie zatrzymał, zbliżył się do mnie i pocałował
- Hę? - mruknąłem cały czerwony
- Pocałunek "na do widzenia". Podobno pary tak robią...
- N...No tak...
- Widzimy się jutro w szkole - przytaknąłem. Pożegnałem się z nim i wróciłem do swojego domu
- Oh, Izo już jesteś... Czemu nic nie mówiłeś że idziesz nocować u sąsiadów - moja matka złapała mnie od razu przy wejściu ale nie wydawała się być zła
- Skąd o tym wiesz
- Nomi do mnie dzwoniła - oznajmiła... No tak mogłem się domyślić - Jadłeś już śniadanie?
- Tak, przed chwilą
- Dobrze... Za kare że nic nie mówiłeś pozmywasz naczynia - niechętnie przytaknąłem i poszedłem od razu do kuchni... Zacząłem myć naczynia gdy naglę do kuchni wpadła Fumi
- Onii-chan ma skrzydełka! Ja też chcę! - krzyknęła ze zdumieniem w głosie... Co?! Znowu się pojawiły? Do kuchni naglę też weszła matka, wygląda na to że była zaskoczona... Powiedziała że jak skończę to chce ze mną porozmawiać. Gdy zmyłem ostatni talerz poszedłem do salonu gdzie siedziała mama, Fumi poszła bawić się w swoim pokoju a ojca nie było w domu bo mama go wysłała po coś do sklepu
- Kiedy ci się pojawiły?
- Wczoraj wieczorem... O co z tym chodzi? Czemu je mam... Czy ty i tata...?
- Chciałam o tym z tobą porozmawiać dopiero jak będzie to konieczne... Nie sądziłam że pojawią ci się skrzydła ale skoro tak się stało nie mogę zatajać prawdy... Bo wiesz że ożeniłam się z ojcem po tym jak się urodziłeś... Ale ten mężczyzna który cię wychowywał nie jest twoim biologicznym ojcem. Twoim ojcem jest anioł z którym się spotkałam zanim spotkałam Kijo. Mieliśmy romans i zaszłam w ciążę... Aniołowie jednak mają zakaz łączenia się w pary z ludźmi przez co nie mógł zostać przy nas, jak się dowiedziała o tym rada, zdetronizowali go do najniższej rangi i zabronili kontaktu ze mną. Powiedział mi o tym gdy ostatni raz go widziałam. Powiedział że jeżeli okażesz się pół aniołem będziesz miał szansę się z nim zobaczyć ale do tego czasu... Zauważyłeś że w naszej rodzinie nie ma nikogo o złotych oczach... Właśnie to jedno oko odziedziczyłeś po swoim ojcu, jest identyczne... Przez co nie mogłam o nim zapomnieć mimo że mnie o to prosił
- A... Jak ma na imię mój ojciec...? - spytałem niepewnie
- Wiem że może to zabrzmieć niewiarygodnie ale... Sam Uriel... Dlatego że był Archaniołem jego czyn był karany o wiele gorzej niż zazwyczaj przy innych aniołach. Mówił że za karę Michał pozbawił go jednego skrzydła i tytułu Archanioła
- Nie sądziłem że aniołowie mogą być tak okrutni
- Cóż. Pomijając te różne informacje o aniołach w Pismach Świętych, aniołowie są bardzo podobni do ludzi
- A co się stanie jeżeli... Anioł pragnie czyjejś śmieci?
- Nie jestem do końca pewna ale... Gdy anioł pragnie "złych" rzeczy właśnie tego typu powoli staje się upadłym aniołem... Innymi słowy demonem
- A... Czy jeżeli ktoś się stanie demonem... Może z powrotem stać się aniołem?
- Tego to już nie wiem... Czemu pytasz
- Bez powodu... A Jak mógłbym się spotkać z moim prawdziwym ojcem?
- Też tego niestety nie wiem - musiałem się zadowolić na razie takimi informacjami. Przebrałem się w inne ubrania i po południu wyszedłem do ogrodu... Nie długo po mnie również na zewnątrz wyszedł Rue
- Co się stało? - spytałem podchodząc do żywopłotu
- Nie wytrzymam już z nim
- Minęły jakieś 4 godziny
- Mimo wszystko, on jest nieznośny i cały czas za mną łazi - powiedział wkurzony próbując się uspokoić - Znowu ci się skrzydła pojawiły... Pytałeś o to rodziców? - spytał na co przytaknąłem
- Okazało się że "mój ojciec" nie jest moim ojcem... Tylko były Archanioł Uriel, brzmi to dosyć niedorzecznie ale...
- Musiało mu się za to oberwać... Chciałbyś się z nim zobaczyć
- No... Tak ale nie wiem jak to zrobić
- Mogę cię tam zabrać
- Naprawdę?
- Pewnie, nie ma żadnego problemu... Tylko musimy się teleportować szybko zanim Kai się zorientuje gdzie jestem - powiedział po czym chwycił moje ręce - zamknij oczy i spróbuj się skoncentrować - oznajmił na co przytaknąłem. Zrobiłem jak powiedział chłopak, gdy otworzyłem oczy byliśmy już na jakiejś ulicy tyle że wszystko wokół było bardzo jasne. Rue zaczął mnie gdzieś ciągnąć... Zorientowałem się że Rue w te chwili również ma skrzydła tyle że tym razem jakby 3 pary. W pewnym momencie weszliśmy do jakiegoś budynku w którym korytarz wyglądało jak w jakimś urzędzie tylko że praktycznie wszystko było niebiesko białe i było strasznie pusto... Rue po chwili zapukał do jednych z drzwi na którym było coś napisane coś w jakimś dziwnym alfabetem
- Proszę - usłyszeliśmy męski głos... Trochę się stresowałem przed wejście ale w końcu Rue otworzył drzwi... Przy wielkim biurku z masą papierów siedział młodo wyglądający mężczyzna o brązowych włosach i złotych oczach... Po jednej stronie miał dwa skrzydła a po drugiej trzy... Wygląda na to że to on. Mężczyzna podniósł głowę i uśmiechnął się
- Przyprowadziłem Pańskiego syna. Chciał się z Panem zobaczyć - oznajmił. Uriel wstał, podszedł do mnie i mnie objął
- Wybacz mi... Że nie mogłem być przy tobie i Mai
- To nie była twoja wina... Mama mi mówiła że takie macie zasady
- Są bardzo rygorystyczne... Gdy zostałem zdetronizowany starałem się zostać stróżem waszej rodziny ale Michał trzymał mnie na tak "krótkiej smyczy" że nie mogłem opuścić nieba ani razu od tych 17 lat... Cieszę się że mogę cię zobaczyć Izo... Tak masz na imię, prawda? Twoja matka bardzo lubiła to imię - spytał na co przytaknąłem, po chwili jego wzrok przeniósł się na Rue, wyglądało na to że nie przeszkadzały mu jego czarne skrzydła - Jesteś przyjacielem Izo? - spytał na co Rue przytaknął... Może lepiej przy byłym Archaniele na dodatek moim ojcu nie wspominać na razie o tym że jesteśmy razem... Uriel podszedł do jakieś szafki i wyciągnął z niej coś na kształt peleryny i podał ją Rue - Mimo że dużo aniołów w okolicy się nie kręci lepiej żebyś zakrył swoje skrzydła dla własnego bezpieczeństwa
- Dziękuję - odparł i wziął od niego "szatę". Naglę do pomieszczenia bez ostrzeżenia wszedł anioł z trzema parami skrzydeł, długich blond włosach i błękitnych oczach
- Wyczuwałem że jest tu coś nie tak... Proszę, proszę, kogo my tu mamy - powiedział patrząc na mnie - Dwie pary skrzydeł, mieszaniec... Złote oko... Bękart z grzechu Archanioła poczęty, na dodatek z duchem nieczystym się brata... Zachciało ci się ziemskiej kobiety Urielu... Demony wstępu nie mają do Królestwa Niebieskiego - powiedział i w ręce pojawił mu się ognisty miecz skierowany w stronę Reue
- Dosyć Michale! Dusza tego młodzieńca nie jest całkowicie zniszczona, a twoim zadaniem jest tylko dobywanie miecza na dusze potępione... Aniołowie mają potępiać grzech ale również dawanie szansy na nawrócenie
- Zamilcz! Może byłeś kiedyś Archaniołem skruchy i pokuty ale teraz twoje słowa nie mają najmniejszego znaczenia... Chcesz stracić kolejne skrzydło? Jeżeli nie to mi nie przeszkadzaj
- Zostaw go nic przecież złego nie zrobił - musiałem się wtrącić jak idiota
- Twoje słowa są tym bardziej nie znaczące mieszańcu - powiedział już się zamachnął ale gdy tylko uderzył ostrzem miecza w ramię Rue tylko lekko go drasnęło a peleryna mu spadła. Michała odrzuciło na około 2 metry do tyłu a na twarzy Rue pojawiły się te znaki które widziałem wczoraj - Bariera? To znak Airii, jesteś jej potomkiem? - Rue w ogóle się nie odzywał tylko stał bez słowa - Idziesz ze mną demonie - powiedział podchodząc do niego
- Michale co masz zamiar zrobić...
- Jak tak strasznie się obawiasz możesz iść z nami... Chcę go zaprowadzić do Metatrona
- Po co?
- Niech cię to nie interesuje Urielu - Rue nawet się nie opierał tylko grzecznie podążał za Michałem aż dotarliśmy do jakiejś pustej sali - Metatronie, mam do ciebie sprawę - krzyknął i tuż przed nim pojawił się mężczyzna z krótkimi czarnymi włosami i białymi oczami
- Proszę, proszę. Nie często tu przychodzisz Michale. Jaka ważna sprawa cie tu sprowadza
- Jako ostatni Serafin potrafisz zdejmować blokady... - Powiedział spoglądając na Rue
- Rozumiem chcesz zdjąć blokadę ochrony z tego młodzieńca?
- Dokładnie... Zrób to byle szybko, nie mam całego dnia...
- Cóż... Nie... - powiedział jak gdyby nigdy nic na dodatek z uśmiechem
- Śmiesz mi się sprzeciwiać jestem od ciebie wyżej. Poza tym komu zawdzięczasz swoje stanowisko
- Jeżeli zdejmę z chłopaka barierę źgniesz go tym swoim ognistym mieczykiem... A tak się składa że nie mam zamiaru tracić kolejnego serafina po tym jak wykopałeś Airi, jego matkę. Widzę że dobrze ubezpieczyła synka przed tobą. Nawet nie myśl że zmienię swoje zdanie
- Nikogo już nie interesują nasze święte zasady?! Uriel zrobił bękarta, ty chcesz przyjąć do serafinów demona...
- I co chcesz z tym zrobić? Reszta Archaniołów prawdopodobnie będą mieli zdanie takie jak nasze - odpowiedział Metatron po czym Michał z dość nie zadowoloną miną wyszedł...
Rue
Nieprzyjemny facet. Do tego wyglądał dość przerażająco, mimo odrobinę okrągłej twarzy. Roztaczał jakby aurę wrogości. Szczególnie do mnie. Nigdy nikogo nie zamordowałem. Co mu to, do cholery przeszkadzało? A jeśli chodzi o Metatrona to... wyglądał dziecinnie... bardzo dziecinnie. Mimo iż był wyżej w rankingu. Zazwyczaj musiałem sam siebie bronić, więc to, gdy nie chciał pomóc... Michałowi mnie nieco zaskoczyło. Większość "ludzi" poluje na moje życie. Nigdy nic nie zrobiłem, więc nie rozumiem, dlaczego tak jest. Udawało mi się jednak ich unikać, więc nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Radziłem sobie i radzić sobie będę, ale nie wiedzieć czemu miałem poczucie, że muszę chronić Izo. Tak po prostu. Bałem się odrobinę. Nigdy nie musiałem się o kogoś troszczyć. Po około pięciu minutach pozwolono nam zejść na ziemię. Metatron był w miarę okej, czego nie mogłem powiedzieć o Michale. Przypominał mi biologicznego ojca. w jego wzroku było coś z obojętności. Pozwolono nam po chwili wrócić na ziemię. Jeśli mam być szczery, wolałbym żyć jako zwykły człowiek i umrzeć. Niebo, piekło, czyściec. Co za różnica? Moim zdaniem śmierć to śmierć. Mimo, iż wiem, że istnieje coś takiego jak życie wieczne, to i tak nie chciałbym trafić do żadnego z wymienionych wcześniej miejsc. Wolałbym być sam. Na wieczność, ale teraz... pojawił się Izo. Najchętniej, zakończyłbym swoje życie. Teraz. W tym momencie.
-Moich rodziców nie ma... mógłbym poczekać na nich u ciebie?
Ach, no tak. Zapomniałem. Chociaż czy da się zapomnieć o kimś kogo wydaje się, że jest ważny? Nie wiedziałem o tym. Nie chcę się przekonywać. Nie chcę wiedzieć, jak to jest cierpieć po odejściu takiej osoby. Już nie. Miałem kiedyś chłopaka. W gimnazjum. Przez problemy rodzinne popełnił samobójstwo. Był człowiekiem, i wiem, że teraz jest w niebie i mogę się z nim spotkać, ale po co? Jego już nie ma. Choroba nie dawała mu żyć, tak jak mnie z resztą. Dwa różne nowotwory. On miał raka mózgu, a ja płuc, z przerzutami na serce. Mitotoshii uśmiechał się jednak dużo częściej ode mnie. Był radośniejszy. Mimo to on musiał odejść. On, nie ja. Myślę, że go kochałem, ponieważ płakałem po tym, jak usłyszałem głośny pisk maszyny, nadzorującej pracę jego serca. Biło wolno, ale dla mnie. Tylko ja mu zostałem. Zachowywałem się egoistycznie. Tylko ja chciałem przy nim być, rozmawiać z nim, a on nic do tego nie miał. Doskonale pamiętam, jak płakał. Nałykał się jakiegoś dziadostwa, nie mówiąc nikomu, ja także nie mogłem. Obiecałem mu. Pod koniec, gdy już znacząco słabł, zapytał, czy spotkam się z nim w niebie. Był dobrym człowiekiem. Pomagał komu mógł. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, a po szeptałem "tak, czekaj na mnie, proszę". Dzisiaj była rocznica jego śmierci, trzecia dokładniej. Wolałem spędzić ją sam. Oglądając nasze zdjęcia.
-Jasne, nie ma problemu.
W duchu przepraszałem Mito. Po około 20 minutach już siedziałem w salonie z Izo. Widocznie przybity.
-R...Rue?... Coś się stało? Wyglądasz na smutnego...
Uśmiechnąłem się.
-3 lata temu zmarł ktoś dla mnie ważny. Nawet bardzo ważny.
Chłopak lekko mnie przytulił. Był taki ciepły i delikatny. Objąłem go ramieniem i cmoknąłem w czoło. Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma. Mito także takie miał, pełne miłości, lekkiej niepewności, nadziei... do tego błyszczały. Jakby było w nich milion gwiazd, a nawet i więcej. Uh, nie ma to jak wspominać zmarłego...
-Wiem, że... że nie powinienem... nie powinienem pytać... ale, jaki... jaki był...?
-Pogodny, opiekuńczy, przyjacielski, zawsze uśmiechnięty, śmiał się w cholerę głośno, nie pokazywał łez, strachu. Ciągle się martwił. Nie mówiłem ci, ale mam nowotwór. W rodzinie mam parę ludzi, więc mogę zachorować na ludzkie choroby a także przez nie umrzeć, jak ty. Mito ciągle do mnie biegł, gdy dowiadywał się o moich omdleniach, operacjach a także po tym, jak tracił pamięć "zakochiwał się we mnie od nowa". Naprawdę mi go brakuje, bo był moim przyjacielem i można powiedzieć kochankiem, chociaż ten drugi aspekt kończył się na jednym. Całowaniu się po tym, jak lekarze oszacowali nasze szanse. Jego były bliskie zeru...
wtorek, 13 września 2016
Rozdział 3
Izo
Rue tak naglę wyszedł z domu, widać było że jest wściekły. Przybrana matka Rue wyjaśniła że wolała żeby do spotkania doszło w naszym domu, żeby "było na neutralnej ziemi". Nie mogłem przestać się martwić o Rue, podobno nie wrócił do domu... Tej nocy również nie mogłem spać, łopatki strasznie mnie bolały więc też nie mogłem się położyć a na brzuchu jest mi nie wygodnie. Postanowiłem wziąć jakąś książkę i usiadłem przy biurku. Chociaż tyle że jutro jest niedziela i nie trzeba iść do szkoły... Eh będę musiał się przyzwyczaić że teraz mam tylko jeden dzień wolnego. W pewnym momencie usłyszałem krople deszczu obijające się o moją szybę aż zaczęło coraz mocniej padać. Okno było uchylone więc podszedłem żeby je zamknąć, w tym właśnie momencie ujrzałem Rue klęczącego w swoim ogrodzie, w tym deszczu. Nie myśląc długo chwyciłem pierwszą lepszą bluzę i wybiegłem na zewnątrz. Żywopłot nie był wysoki więc przez niego przeskoczyłem
- Rue! - Krzyknąłem przechodząc przez żywopłot, gdy się odwróciłem ujrzałem u niego wielkie kruczoczarne skrzydła, a z pór kapała jakaś ciemna maź trudno było mi określić jej kolor gdyż było ciemno. Poślizgnąłem się na śliskiej trawie i upadłem na ziemie. Chłopak się odwrócił, wnioskując po minie nie spodziewał się mojej obecności. Podniósł się, powoli do mnie podszedł i pomógł mi wstać. Nie wiedziałem co powiedzieć, na połowie jego twarzy widniał jakiś dziwny wzór na dodatek te skrzydła, z bliska ta maź wydawała się mieć kolor czerwony. Rue się natychmiastowo odwrócił i odszedł kilka metrów ode mnie
- Nie chcę żebyś mnie takiego widział, proszę...
- Rue, ty...?
- Wróć do domu, cały przemokłeś... Przeziębisz się jeszcze
- Rue...
- Izo, proszę, zostaw mnie na razie samego
- Ale ja nie chcę! - powiedziałem po czym poczułem mocny ból w plecach, jakby coś mnie uciskało. Upadłem na kolana
- Izo... Co się dzieje?
- M... Moje plecy... Tak strasznie mnie bolą... - wydukałem, Rue szybkim lekko chwiejnym krokiem podszedł do mnie i przykucnął. Chwycił suwak od bluzy, rozpiął ją i zdjął... Gdy to zrobił miał dosyć dziwną minę - C..Coś nie tak? - spytałem zdezorientowany, ból jakby odrobinę ulżył
- Jesteś... Aniołem
- S... Słucham?
- Masz, skrzydła... Dosyć małe jak na twój wiek, ale mimo wszystko - powiedział po czym mnie delikatnie objął
- C...Co? Jakie znowu skrzydła... Jak?
- To już wyjaśnią ci twoi rodzice... Nie ja... Zbierajmy się stąd. Przeziębisz się - powiedział i ponownie pomógł mi wstać
- Rue... Co to jest za maź? - musiałem zapytać, wyglądało to zbyt przerażająco, wolałem się upewnić
- Symbolizuje krew
- K...Krew?
- Porozmawiamy w moim pokoju - oznajmił po czym wziął mnie na ręce "na księżniczkę" i zaniósł do środka. Postawił mnie na łóżku a sam zaczął grzebać za czymś w szafie. W jego pokoju było spore lustro, wstałem i do niego podszedłem. Rzeczywiście, z moich pleców wyrastała para białych skrzydeł. Nie mogłem się napatrzeć na to, nie miałem pojęcia, skąd one się pojawiły... Czy to to było przyczyną moich bólów pleców. W pewnym momencie Rue zaczął się przebierać, próbowałem się na niego nie patrzeć. Po chwili chłopak zarzucił na moją głowę ręcznik i zaczął delikatnie wycierać. Zacząłem robić się czerwony co widziałem w lustrze - Powinieneś wziąć ciepły prysznic, zmarzłeś - oznajmił na co przytaknąłem - Najlepiej ze mną. Możesz zemdleć, wolę cię pilnować - dodał po chwili
- H...Hę? N... Nic mi nie będzie - wydukałem czerwony jak burak... Wspólny prysznic? Przecież jesteśmy razem dopiero niecały jeden dzień
- Cały się trzęsiesz i jesteś blady... Prawdo podobnie przez tak nagłe "wyrżnięcie się skrzydeł... Jednak wolę być pewny że nic ci się nie stanie - Nie ważne co powiedziałem cały czas zostawał przy swoim. Nie miałem wyjścia więc w końcu się zgodziłem. Mimo wszystko gdy się rozbierałem nie zdjąłem bokserek... Ale nie przewidziałem tego że on raczej będzie nagi... Jesteśmy razem dopiero jeden dzień, stanowczo za wcześnie na takie rzeczy jak wspólny prysznic - Po co ci bielizna?
- N... Nie chcę żebyś to źle odebrał ale... Wstydzę się
- Czego? Obaj jesteśmy facetami. Gdybyś był kobietą to by jeszcze było zrozumiałe - powiedział po czym sam zdjął moją bieliznę, znowu zrobiłem się cały czerwony - Wszystko w porządku?
- T... Tak - Mruknąłem zawstydzony, po czym weszliśmy do kabiny
- Pomóc ci się umyć czy dasz sobie radę?
- N... Nic mi nie będzie... Dam sobie radę - Jeżeli jeszcze zacząłby dotykać mojego nagiego ciała to chyba zszedł bym tu ze wstydu... Jeszcze zacząłbym się dziwnie zachowywać albo coś... Mimo tego co powiedziałem chłopak zaczął mi myć plecy
- Pomogę ci tylko przy skrzydłach, widocznie nie potrafisz ich jeszcze chować - oznajmił łagodnie myjąc część przy łopatkach. Z jakiegoś powodu przez cały ten czas miałem dziwne myśli jakby za chwilę miałoby się "coś stać" ale jednak prysznic przebiegł w miarę "normalnie" o ile "normalnie" można nazwać to jak para która jest ze sobą jeden dzień bierze razem prysznic... Chłopak owinął mnie ręcznikiem i powiedział żebym podszedł do jego pokoju gdzie da mi suche ubrania - Mogą być trochę za duże, mniejszych nie mam - oznajmił podając mi jakieś dresy i koszulkę z długim rękawem
- Nic nie szkodzi, dziękuję - Rue jeszcze oznajmił że idzie wywiesić mokre ciuchy i za chwilę wróci, w tym czasie ubrałem się. Spodnie miały sznurek więc jeszcze jakoś się trzymały na mnie ale bluza dosłownie na mnie wisiała na dodatek miała za długie rękawy. Usiadłem na łóżku i czekałem aż Rue wróci...
Rue
Nie miałem ochoty rozmawiać o tym, że jestem demonem, więc miałem cichą nadzieję, że Izo zaśnie. Cicho przemknąłem przez korytarz i salę główną, by wejść do pralni. Bardzo powolnie powiesiłem jego ubrania i jeszcze wolniej szedłem do pokoju. Niestety, chłopak siedział na łóżku. Te jego skrzydła były naprawdę rozkoszne... Prawdopodobnie mu jeszcze urosną, więc miałem nadzieję, że nie dostanie na ich punkcie kompleksu. Chociaż nie miał powodu, ponieważ były śnieżnobiałe, a takich się nie czepiano. Usiadłem obok niego i delikatnie gładziłem po plecach.
-Rue... dlaczego... dlaczego masz czarne skrzydła?...
Nie chciałem mu o tym mówić, chociaż tak czy inaczej dowiedział by się. Wolałem osobiście mu to wyjaśnić.
-W wieku pięciu lat, dowiedziałem się, że moi rodzice żyją, a do tego mają trzy letniego syna... Znienawidziłem ich wtedy, pragnąłem, aby on zmarł, oni wszyscy zmarli. Od zawsze wiedziałem, że byłem aniołem, ale w tamtym momencie... Moje skrzydła stały się czarne. Nawet teraz pragnę, by zniknęli...
Izo nic nie odpowiedział, tylko mocno mnie przytulił. Nie rozumiałem jego zachowania. Przecież zostałem demonem... a nawet przy pierwszej lepszej okazji mógłbym zaatakować biologiczną rodzinę. Położyłem się rozkładając skrzydła i przy okazji pociągnąłem Izo w swoją stronę, więc leżał teraz na mojej klatce piersiowej.
-Nie... nie przygniatam ci... skrzydeł?...
-Nie martw się o to, nie mam w nich czucia. Mało kto ma.
-Uhm...
-Ah, właśnie. Nie chcesz innej koszulki? Ta odsłania ci prawie całą klatkę piersiową.
-Nie ma takiej potrzeby...
Po chwili leżał przytulony do mojego torsu i spał. Martwiłem się o to, co powiedzą jego rodzice o mnie. W końcu chociaż jedno musi być aniołem, chociaż prawa zabraniały zawierać związków z ludźmi. Zasnąłem po godzinie, a rano Izo już nie posiadał skrzydeł. W sumie to dobrze. Mógłby nimi coś strącić. Swoje schowałem i usiadłem na łóżku przecierając oczy. Wyspałem się. Naprawdę się wyspałem. Uśmiechnąłem się nawet z zadowolenia. Zerknąłem na śpiącego chłopaka. Wyglądał spokojnie, więc pochyliłem się nad nim i cmoknąłem w policzek. Obudził się patrząc na mnie z przymrużonymi oczami.
-Przepraszam, obudziłem cię?
-Niee...
Brzmiał naprawdę sennie. Westchnąłem przeciągle znów się kładąc. Chłopak położył głowę na moim ramieniu.
-Ej... nie ma mowy, że znów pójdziesz spać. Wstawaj... śpiochuu...
Opuszkami palców musnąłem jego usta. Były naprawdę delikatne i mięciutkie. Przypomniałem sobie byłego chłopaka Izo.
-Ten "Kevin" nawet nie wie, co stracił...-burknąłem odwracając się w stronę złotookiego.
Uśmiechnąłem się do niego, na co odpowiedział rumieńcem. Był naprawdę uroczy.
-Nie leń się tak... Wstawaj bo cię dokładnie obmacam...
Chłopak w momencie usiadł, ale po chwili przecierał leniwie oczy.
-Częściej się uśmiechasz...-szepnął.
Przysunąłem się do niego.
-Doprawdy?...
Koniec końców wstaliśmy a ja dałem Izo inną bluzkę. Może nie było lepiej, ponieważ także była długawa, ale nie z aż takim dekoltem. Zszedłem z nim do salonu. No proszę. Znów moi prawdziwi rodzice... tym razem obok nich siedział jakiś chłopak. Prawdopodobnie mój młodszy brat. Ze spokojem usiadłem na kanapie, a złotooki obok mnie. Kobieta była nieco poddenerwowana.
-Ja... ja naprawdę... naprawdę chciałam cię zatrzymać, Rue. Wiesz jednak, jakie są przepisy, jesteś w końcu aniołem, prawda?...-zapytała cicho.
-I tak, i nie. Byłem nim, do momentu poczucia do was szczerej nienawiści. Moje skrzydła stały cię mocno czarne, a to dzięki wam, drodzy rodzice...
Mężczyzna widocznie postanowił włączyć się do dyskusji.
-Wierz nam, naprawdę pragnęliśmy cię wychować...
-Oh... doprawdy? A ten chłopak obok was?
-To prawdziwy anioł, stracił rodziców, którzy także nimi byli, postanowiliśmy się nim zająć...
Potem wrócili moi "rodzice". Stwierdzili, że ten chłopak, jak się okazało Kai będzie u nas przez miesiąc... Cudownie... nie miałem ochoty go oglądać. Szybko pociągnąłem Izo za sobą i wszedłem z nim do kuchni robiąc śniadanie. Złotooki grzecznie siedział na blacie.
-Nie chcesz z nim porozmawiać?
-Z kim niby?
-No ze sw...
Chłopak nie skończył, gdy do pomieszczenia wszedł Kai. Od razu się do mnie przykleił. Prawie się poparzyłem, gdy znienacka mnie przytulił...
Rue tak naglę wyszedł z domu, widać było że jest wściekły. Przybrana matka Rue wyjaśniła że wolała żeby do spotkania doszło w naszym domu, żeby "było na neutralnej ziemi". Nie mogłem przestać się martwić o Rue, podobno nie wrócił do domu... Tej nocy również nie mogłem spać, łopatki strasznie mnie bolały więc też nie mogłem się położyć a na brzuchu jest mi nie wygodnie. Postanowiłem wziąć jakąś książkę i usiadłem przy biurku. Chociaż tyle że jutro jest niedziela i nie trzeba iść do szkoły... Eh będę musiał się przyzwyczaić że teraz mam tylko jeden dzień wolnego. W pewnym momencie usłyszałem krople deszczu obijające się o moją szybę aż zaczęło coraz mocniej padać. Okno było uchylone więc podszedłem żeby je zamknąć, w tym właśnie momencie ujrzałem Rue klęczącego w swoim ogrodzie, w tym deszczu. Nie myśląc długo chwyciłem pierwszą lepszą bluzę i wybiegłem na zewnątrz. Żywopłot nie był wysoki więc przez niego przeskoczyłem
- Rue! - Krzyknąłem przechodząc przez żywopłot, gdy się odwróciłem ujrzałem u niego wielkie kruczoczarne skrzydła, a z pór kapała jakaś ciemna maź trudno było mi określić jej kolor gdyż było ciemno. Poślizgnąłem się na śliskiej trawie i upadłem na ziemie. Chłopak się odwrócił, wnioskując po minie nie spodziewał się mojej obecności. Podniósł się, powoli do mnie podszedł i pomógł mi wstać. Nie wiedziałem co powiedzieć, na połowie jego twarzy widniał jakiś dziwny wzór na dodatek te skrzydła, z bliska ta maź wydawała się mieć kolor czerwony. Rue się natychmiastowo odwrócił i odszedł kilka metrów ode mnie
- Nie chcę żebyś mnie takiego widział, proszę...
- Rue, ty...?
- Wróć do domu, cały przemokłeś... Przeziębisz się jeszcze
- Rue...
- Izo, proszę, zostaw mnie na razie samego
- Ale ja nie chcę! - powiedziałem po czym poczułem mocny ból w plecach, jakby coś mnie uciskało. Upadłem na kolana
- Izo... Co się dzieje?
- M... Moje plecy... Tak strasznie mnie bolą... - wydukałem, Rue szybkim lekko chwiejnym krokiem podszedł do mnie i przykucnął. Chwycił suwak od bluzy, rozpiął ją i zdjął... Gdy to zrobił miał dosyć dziwną minę - C..Coś nie tak? - spytałem zdezorientowany, ból jakby odrobinę ulżył
- Jesteś... Aniołem
- S... Słucham?
- Masz, skrzydła... Dosyć małe jak na twój wiek, ale mimo wszystko - powiedział po czym mnie delikatnie objął
- C...Co? Jakie znowu skrzydła... Jak?
- To już wyjaśnią ci twoi rodzice... Nie ja... Zbierajmy się stąd. Przeziębisz się - powiedział i ponownie pomógł mi wstać
- Rue... Co to jest za maź? - musiałem zapytać, wyglądało to zbyt przerażająco, wolałem się upewnić
- Symbolizuje krew
- K...Krew?
- Porozmawiamy w moim pokoju - oznajmił po czym wziął mnie na ręce "na księżniczkę" i zaniósł do środka. Postawił mnie na łóżku a sam zaczął grzebać za czymś w szafie. W jego pokoju było spore lustro, wstałem i do niego podszedłem. Rzeczywiście, z moich pleców wyrastała para białych skrzydeł. Nie mogłem się napatrzeć na to, nie miałem pojęcia, skąd one się pojawiły... Czy to to było przyczyną moich bólów pleców. W pewnym momencie Rue zaczął się przebierać, próbowałem się na niego nie patrzeć. Po chwili chłopak zarzucił na moją głowę ręcznik i zaczął delikatnie wycierać. Zacząłem robić się czerwony co widziałem w lustrze - Powinieneś wziąć ciepły prysznic, zmarzłeś - oznajmił na co przytaknąłem - Najlepiej ze mną. Możesz zemdleć, wolę cię pilnować - dodał po chwili
- H...Hę? N... Nic mi nie będzie - wydukałem czerwony jak burak... Wspólny prysznic? Przecież jesteśmy razem dopiero niecały jeden dzień
- Cały się trzęsiesz i jesteś blady... Prawdo podobnie przez tak nagłe "wyrżnięcie się skrzydeł... Jednak wolę być pewny że nic ci się nie stanie - Nie ważne co powiedziałem cały czas zostawał przy swoim. Nie miałem wyjścia więc w końcu się zgodziłem. Mimo wszystko gdy się rozbierałem nie zdjąłem bokserek... Ale nie przewidziałem tego że on raczej będzie nagi... Jesteśmy razem dopiero jeden dzień, stanowczo za wcześnie na takie rzeczy jak wspólny prysznic - Po co ci bielizna?
- N... Nie chcę żebyś to źle odebrał ale... Wstydzę się
- Czego? Obaj jesteśmy facetami. Gdybyś był kobietą to by jeszcze było zrozumiałe - powiedział po czym sam zdjął moją bieliznę, znowu zrobiłem się cały czerwony - Wszystko w porządku?
- T... Tak - Mruknąłem zawstydzony, po czym weszliśmy do kabiny
- Pomóc ci się umyć czy dasz sobie radę?
- N... Nic mi nie będzie... Dam sobie radę - Jeżeli jeszcze zacząłby dotykać mojego nagiego ciała to chyba zszedł bym tu ze wstydu... Jeszcze zacząłbym się dziwnie zachowywać albo coś... Mimo tego co powiedziałem chłopak zaczął mi myć plecy
- Pomogę ci tylko przy skrzydłach, widocznie nie potrafisz ich jeszcze chować - oznajmił łagodnie myjąc część przy łopatkach. Z jakiegoś powodu przez cały ten czas miałem dziwne myśli jakby za chwilę miałoby się "coś stać" ale jednak prysznic przebiegł w miarę "normalnie" o ile "normalnie" można nazwać to jak para która jest ze sobą jeden dzień bierze razem prysznic... Chłopak owinął mnie ręcznikiem i powiedział żebym podszedł do jego pokoju gdzie da mi suche ubrania - Mogą być trochę za duże, mniejszych nie mam - oznajmił podając mi jakieś dresy i koszulkę z długim rękawem
- Nic nie szkodzi, dziękuję - Rue jeszcze oznajmił że idzie wywiesić mokre ciuchy i za chwilę wróci, w tym czasie ubrałem się. Spodnie miały sznurek więc jeszcze jakoś się trzymały na mnie ale bluza dosłownie na mnie wisiała na dodatek miała za długie rękawy. Usiadłem na łóżku i czekałem aż Rue wróci...
Rue
Nie miałem ochoty rozmawiać o tym, że jestem demonem, więc miałem cichą nadzieję, że Izo zaśnie. Cicho przemknąłem przez korytarz i salę główną, by wejść do pralni. Bardzo powolnie powiesiłem jego ubrania i jeszcze wolniej szedłem do pokoju. Niestety, chłopak siedział na łóżku. Te jego skrzydła były naprawdę rozkoszne... Prawdopodobnie mu jeszcze urosną, więc miałem nadzieję, że nie dostanie na ich punkcie kompleksu. Chociaż nie miał powodu, ponieważ były śnieżnobiałe, a takich się nie czepiano. Usiadłem obok niego i delikatnie gładziłem po plecach.
-Rue... dlaczego... dlaczego masz czarne skrzydła?...
Nie chciałem mu o tym mówić, chociaż tak czy inaczej dowiedział by się. Wolałem osobiście mu to wyjaśnić.
-W wieku pięciu lat, dowiedziałem się, że moi rodzice żyją, a do tego mają trzy letniego syna... Znienawidziłem ich wtedy, pragnąłem, aby on zmarł, oni wszyscy zmarli. Od zawsze wiedziałem, że byłem aniołem, ale w tamtym momencie... Moje skrzydła stały się czarne. Nawet teraz pragnę, by zniknęli...
Izo nic nie odpowiedział, tylko mocno mnie przytulił. Nie rozumiałem jego zachowania. Przecież zostałem demonem... a nawet przy pierwszej lepszej okazji mógłbym zaatakować biologiczną rodzinę. Położyłem się rozkładając skrzydła i przy okazji pociągnąłem Izo w swoją stronę, więc leżał teraz na mojej klatce piersiowej.
-Nie... nie przygniatam ci... skrzydeł?...
-Nie martw się o to, nie mam w nich czucia. Mało kto ma.
-Uhm...
-Ah, właśnie. Nie chcesz innej koszulki? Ta odsłania ci prawie całą klatkę piersiową.
-Nie ma takiej potrzeby...
Po chwili leżał przytulony do mojego torsu i spał. Martwiłem się o to, co powiedzą jego rodzice o mnie. W końcu chociaż jedno musi być aniołem, chociaż prawa zabraniały zawierać związków z ludźmi. Zasnąłem po godzinie, a rano Izo już nie posiadał skrzydeł. W sumie to dobrze. Mógłby nimi coś strącić. Swoje schowałem i usiadłem na łóżku przecierając oczy. Wyspałem się. Naprawdę się wyspałem. Uśmiechnąłem się nawet z zadowolenia. Zerknąłem na śpiącego chłopaka. Wyglądał spokojnie, więc pochyliłem się nad nim i cmoknąłem w policzek. Obudził się patrząc na mnie z przymrużonymi oczami.
-Przepraszam, obudziłem cię?
-Niee...
Brzmiał naprawdę sennie. Westchnąłem przeciągle znów się kładąc. Chłopak położył głowę na moim ramieniu.
-Ej... nie ma mowy, że znów pójdziesz spać. Wstawaj... śpiochuu...
Opuszkami palców musnąłem jego usta. Były naprawdę delikatne i mięciutkie. Przypomniałem sobie byłego chłopaka Izo.
-Ten "Kevin" nawet nie wie, co stracił...-burknąłem odwracając się w stronę złotookiego.
Uśmiechnąłem się do niego, na co odpowiedział rumieńcem. Był naprawdę uroczy.
-Nie leń się tak... Wstawaj bo cię dokładnie obmacam...
Chłopak w momencie usiadł, ale po chwili przecierał leniwie oczy.
-Częściej się uśmiechasz...-szepnął.
Przysunąłem się do niego.
-Doprawdy?...
Koniec końców wstaliśmy a ja dałem Izo inną bluzkę. Może nie było lepiej, ponieważ także była długawa, ale nie z aż takim dekoltem. Zszedłem z nim do salonu. No proszę. Znów moi prawdziwi rodzice... tym razem obok nich siedział jakiś chłopak. Prawdopodobnie mój młodszy brat. Ze spokojem usiadłem na kanapie, a złotooki obok mnie. Kobieta była nieco poddenerwowana.
-Ja... ja naprawdę... naprawdę chciałam cię zatrzymać, Rue. Wiesz jednak, jakie są przepisy, jesteś w końcu aniołem, prawda?...-zapytała cicho.
-I tak, i nie. Byłem nim, do momentu poczucia do was szczerej nienawiści. Moje skrzydła stały cię mocno czarne, a to dzięki wam, drodzy rodzice...
Mężczyzna widocznie postanowił włączyć się do dyskusji.
-Wierz nam, naprawdę pragnęliśmy cię wychować...
-Oh... doprawdy? A ten chłopak obok was?
-To prawdziwy anioł, stracił rodziców, którzy także nimi byli, postanowiliśmy się nim zająć...
Potem wrócili moi "rodzice". Stwierdzili, że ten chłopak, jak się okazało Kai będzie u nas przez miesiąc... Cudownie... nie miałem ochoty go oglądać. Szybko pociągnąłem Izo za sobą i wszedłem z nim do kuchni robiąc śniadanie. Złotooki grzecznie siedział na blacie.
-Nie chcesz z nim porozmawiać?
-Z kim niby?
-No ze sw...
Chłopak nie skończył, gdy do pomieszczenia wszedł Kai. Od razu się do mnie przykleił. Prawie się poparzyłem, gdy znienacka mnie przytulił...
poniedziałek, 12 września 2016
Rozdział 2
Izo
Gdy Rue zdjął moją opaskę na oko jedyne co mogłem zrobić to spuścić głowę i się zaczerwienić... Tylko dlaczego się tak wstydzę, przecież chyba on i tak widział to oko wczoraj. Gdy przyłożył dłoń do mojego podbródka moje serce zaczęło walić jak oszalałe
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy - po tych słowach zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony - Izo...? Coś się stało?
- N...Nic...
- Na pewno? Jesteś cały czerwony. Może masz gorączkę, lepiej żebyś poszedł do pielęgniarki - powiedział przykładając dłoń do mojego czoła
- G... Gorączkę...? Etto... Naprawdę nic mi nie jest. Przepraszam że musiałem tracić czas na oprowadzanie mnie
Gdy Rue zdjął moją opaskę na oko jedyne co mogłem zrobić to spuścić głowę i się zaczerwienić... Tylko dlaczego się tak wstydzę, przecież chyba on i tak widział to oko wczoraj. Gdy przyłożył dłoń do mojego podbródka moje serce zaczęło walić jak oszalałe
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy - po tych słowach zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony - Izo...? Coś się stało?
- N...Nic...
- Na pewno? Jesteś cały czerwony. Może masz gorączkę, lepiej żebyś poszedł do pielęgniarki - powiedział przykładając dłoń do mojego czoła
- G... Gorączkę...? Etto... Naprawdę nic mi nie jest. Przepraszam że musiałem tracić czas na oprowadzanie mnie
- Nie musisz przepraszać. Miałem przynajmniej spokój od tych dziewczyn
- T... To ja już pójdę - powiedziałem na co chłopak tylko przytaknął... Poszedłem do męskiej łazienki i zamykając się w jednej z kabin próbowałem się uspokoić i przeczekać aż moja twarz przestanie być czerwona. Dziwnie się czułem przy Rue, czy ja się w nim zakochałem? Ale wątpię żeby był mną zainteresowany. Gdy już wszystko było dobrze poszedłem do klasy na kolejną lekcję. Zapomniałem chwilowo że Rue jest moim sąsiadem i po skończonych lekcjach wracaliśmy razem co sprawiało że się jeszcze bardziej denerwowałem, bałem się odezwać żeby nie palnąć nic co by dziwnie brzmiało. Rue również się nie odzywał ale z tego co mówiła jego "matka" jest to u niego normalne... Po chwili wyciągnął telefon, widocznie dostał SMS-a
- Dostałem wiadomość od matki... Napisała że jest u was i żebym też tam poszedł - powiedział na co przytaknąłem - Izo, coś się stało? Znowu robisz się czerwony
- Rue... Ja... Etto... Chyba muszę ci coś powiedzieć...
- Co takiego?
- Ja... - chyba mnie całkowicie pogrzało, czemu ja to mówię - Ja... Chyba cię kocham - co zostało powiedziane już nie zostanie cofnięte. Podniosłem głowę żeby spojrzeć na chłopaka... Wyglądał na dosyć zaskoczonego
- Słucham?
- Rue... Ja... Etto... Chyba muszę ci coś powiedzieć...
- Co takiego?
- Ja... - chyba mnie całkowicie pogrzało, czemu ja to mówię - Ja... Chyba cię kocham - co zostało powiedziane już nie zostanie cofnięte. Podniosłem głowę żeby spojrzeć na chłopaka... Wyglądał na dosyć zaskoczonego
- Słucham?
- N...Nie ważne... - powiedziałem cały czerwony i zacząłem iść szybszym krokiem w stronę domu... Czemu ja to powiedziałem... Za chwilę spalę się ze wstydu... Rue za mną szedł w milczeniu. Jak tylko wszedłem do domu, ku mojemu zaskoczeniu w salonie siedział mój były chłopak - Kevin?
- Cześć Izo - wstał z kanapy i podszedł do mnie - Jak mogłeś wyjechać nawet się ze mną nie żegnając
- Cześć Izo - wstał z kanapy i podszedł do mnie - Jak mogłeś wyjechać nawet się ze mną nie żegnając
- Chciałem ale powiedziałeś że ci nie zależy
- Mówisz tak jakbyś mnie nie znał
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Mamy teraz przerwę wiosenną więc wykorzystując fakt że mam wujostwo w okolicy chciałem się z tobą zobaczyć - oznajmił po czym po chwili spojrzał na Rue - Ty musisz być Rue, trochę o tobie usłyszałem czekając tu - powiedział, widocznie chciał być miły, czerwonooki tylko przytaknął - Izo, chciałbym z tobą porozmawiać... Ale wiesz... W cztery oczy - powiedział po czym udaliśmy się do ogrodu
- O czym chciałeś rozmawiać?
- Nie udawaj że się nie domyślasz... Przepraszam za to wszystko co powiedziałem... Tak naprawdę tak nie myślałem... Kocham cię i chcę żebyśmy znowu byli razem
- Kevin to nie ma sensu...
- Jeżeli chodzi o seks to obiecuję że nigdy więcej nie będę nalegał jeżeli ty nie będziesz tego chciał
- Kevin... Pomyśl choć przez chwilę... Sam powiedziałeś że przyjechałeś tylko na przerwę wiosenną... Związki na odległość nie mają sensu... A po drugie... Przykro mi to mówić ale, dla mnie zawsze byłeś tylko przyjacielem... Zgodziłem się z tobą chodzić z egoizmu... Czułem się samotny więc bez wahania się wtedy zgodziłem... Ale nigdy nie mogłem powiedzieć że byłem w tobie zakochany
- Nie wierzę ci... Nie odpuszczę - powiedział chwytając moją rękę
- Nie słyszałeś co powiedziałem? Nie chcę do ciebie wracać - Wyrwałem swoją rękę z jego uścisku i poszedłem a raczej pobiegłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i starałem uspokoić nerwy, po chwili usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - usłyszałem głos Rue
- Tak... - odparłem. Czerwonooki wszedł do środka i usiadł obok mnie - Wszystko ok?
- T... Tak...
- Może to nie jest najlepszy moment na to ale chciałbym wrócić do tego co mi powiedziałeś na ulicy
- Ah... To... Możesz udać że nic takiego nie miało miejsca?
- Dlaczego? Pierwszy raz ktoś tej samej płci wyznaje mi miłość... Tylko że ja... Do końca nie wiem jak to jest kochać kogoś... Ale w takim razie... Możemy spróbować
- Czy ty właśnie chciałeś przez to powiedzieć... Że chcesz ... żebyśmy byli razem?
- Nie będę cię do niczego zmuszać - powiedział i czekał na moją odpowiedź... Nie chcę żeby znowu skończyło się tak jak z Kevinem, ale przy Rue czuje się inaczej, serce mi bije jak młotem i czuję jakbym miał motyle w brzuchu
- Chcę... - powiedziałem po czym Rue mnie lekko objął i pocałował w czoło. W tym właśnie momencie do pokoju bez pukania wszedł Kevin. Widząc taką sytuację mocno się wkurzył. Chwycił mnie za rękę i wyrwał z objęć Rue
- To dlatego nie chcesz do mnie wrócić... Minął zaledwie miesiąc od naszego rozstania a ty już drugiego dnia w Japonii sobie kogoś znajdujesz w zamian za mnie?!
- Zerwałeś ze mną nie powinno cię obchodzić z kim się umawiam! Zostaw mnie w reszcie w spokoju nie chcę cię tu teraz widzieć - po tych słowach Kevin widocznie się jeszcze bardziej zezłościł gdyż zamachnął się jakby chciał mnie uderzyć ale przeszkodził mu w tym Rue
- Skrzywdź go a złamię ci rękę - powiedział groźnym tonem. Kevin po chwili mnie puścił i wyrwał rękę z dłoni Rue. Bez żadnego słowa wyszedł z pokoju i chyba z domu również.
Rue
Odruchowo obroniłem Izo, naprawdę. Nie wiedziałem nawet, że to zrobię. Takie przebłyski "waleczności" miałem, gdy ktoś chciał zranić osobę mi bliską. Myśl, iż mogłem zakochać się w fioletowo włosym przerażała mnie. Bałem się kochać, od zawsze. Żyłem w przekonaniu, że miłość jest równa cierpieniu. A nie chciałem cierpieć. Już nie. Przytuliłem chłopaka. Bardzo delikatnie, jakby był czymś kruchym.
-Nie dam cię skrzywdzić...-szepnąłem.
Złotooki objął moją szyję. W pewnym momencie usłyszałem jak woła mnie moja "matka". Zszedłem razem z Izo do salonu i wgapiałem się w parę, której nie widziałem. Wyglądali na nieco zestresowanych, no... może tylko kobieta. Mężczyzna do uderzenia przypominał mnie, prócz koloru oczu. Były granatowe, za to osoba obok niego posiadała białe, a włosy były koloru czarnego. Moja "matka" w końcu się odezwała.
-Rue, to... to twoi prawdziwi rodzice...
Zamarłem. To nie może być prawda. Nigdy nie chciałem ich poznawać. Zostawili mnie, oddali, zapomnieli, a teraz tak bezczelnie się pojawiają. Jeżeli myślą, że im wybaczę, to grubo się mylą. Nie mam takiego zamiaru.
-Nie prawda. Oni nimi nie są. Nie wychowali mnie, nie mają prawa się tak nazywać.
Kobieta wstała.
-Wiem, co ci zrobiliśmy. Co przeżywałeś... postaraj się nam wybaczyć...
Milczałem. Ze stoickim spokojem wyszedłem z pomieszczenia, ubrałem buty i opuściłem budynek. Udałem się do domu przyjaciela z sierocińca. Mieszkał sam, ponieważ osiągnął pełnoletność. Bez problemu wpuścił mnie do środka.
-Teraz opowiedz, co się stało...-odparł wchodząc do salonu.
-Szkoda gadać... Moi biologiczni rodzice postanowili się odezwać. Dopiero teraz, rozumiesz?
-Nie powinieneś się cieszyć? W końcu niewielu decyduje się na odnalezienie dzieciaków.
-Ale dopiero teraz, po 17 latach? To nie przesada trochę?
-Jakby teraz tak na to spojrzeć... Zostawmy tę sprawę. Powiedz lepiej, czy kogoś masz.
-Co cię to obchodzi, Taku, co?
-Ano tyle, że jesteśmy byłymi kochankami, więc chcę o tobie trochę wiedzieć. Zabronisz mi?
-Eghh... No można powiedzieć, że jestem w związku...
-Ohoohooo... kto to?
-Nie interesuj się, powiedziałem ci.
-Nie powiesz mi aniołku?
Mężczyzna zrobił słodkie oczy. W jego wydaniu wyglądało to dość.. śmiesznie. Naprawdę śmiesznie. Trochę się schlaliśmy, ale nie tak, aby utracić przytomność i chwiać się na wszystkie strony... Pożegnałem się z nim około dwudziestej trzeciej. Rozpromieniony nie zwracałem uwagi na deszcz, który zaczął bardzo mocno padać. Cichaczem zakradłem się do ogrodu i stanąłem na środku placu. "Matka" zawsze mówiła, że gdy zaczyna padać deszcz jakiś anioł płacze. Do pewnego momentu sądziłem, że tym aniołem jest moja prawdziwa matka. Myliłem się jednak. To prawdziwy potwór, jak ja. Spojrzałem w czarne niebo. Zastanawiałem się, co zrobiłem źle, że mnie oddali. Co było ze mną nie tak. Nawet nie zauważyłem, gdy pojawiły się skrzydła, które były czarne. Czasem z piór ściekała jakaś czerwona ciecz symbolizująca krew, gdy ktoś mocno mnie zranił. W końcu zacząłem płakać i straciłem poczucie czasu. Usłyszałem w końcu, jak ktoś mnie woła...
- Mówisz tak jakbyś mnie nie znał
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Mamy teraz przerwę wiosenną więc wykorzystując fakt że mam wujostwo w okolicy chciałem się z tobą zobaczyć - oznajmił po czym po chwili spojrzał na Rue - Ty musisz być Rue, trochę o tobie usłyszałem czekając tu - powiedział, widocznie chciał być miły, czerwonooki tylko przytaknął - Izo, chciałbym z tobą porozmawiać... Ale wiesz... W cztery oczy - powiedział po czym udaliśmy się do ogrodu
- O czym chciałeś rozmawiać?
- Nie udawaj że się nie domyślasz... Przepraszam za to wszystko co powiedziałem... Tak naprawdę tak nie myślałem... Kocham cię i chcę żebyśmy znowu byli razem
- Kevin to nie ma sensu...
- Jeżeli chodzi o seks to obiecuję że nigdy więcej nie będę nalegał jeżeli ty nie będziesz tego chciał
- Kevin... Pomyśl choć przez chwilę... Sam powiedziałeś że przyjechałeś tylko na przerwę wiosenną... Związki na odległość nie mają sensu... A po drugie... Przykro mi to mówić ale, dla mnie zawsze byłeś tylko przyjacielem... Zgodziłem się z tobą chodzić z egoizmu... Czułem się samotny więc bez wahania się wtedy zgodziłem... Ale nigdy nie mogłem powiedzieć że byłem w tobie zakochany
- Nie wierzę ci... Nie odpuszczę - powiedział chwytając moją rękę
- Nie słyszałeś co powiedziałem? Nie chcę do ciebie wracać - Wyrwałem swoją rękę z jego uścisku i poszedłem a raczej pobiegłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i starałem uspokoić nerwy, po chwili usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - usłyszałem głos Rue
- Tak... - odparłem. Czerwonooki wszedł do środka i usiadł obok mnie - Wszystko ok?
- T... Tak...
- Może to nie jest najlepszy moment na to ale chciałbym wrócić do tego co mi powiedziałeś na ulicy
- Ah... To... Możesz udać że nic takiego nie miało miejsca?
- Dlaczego? Pierwszy raz ktoś tej samej płci wyznaje mi miłość... Tylko że ja... Do końca nie wiem jak to jest kochać kogoś... Ale w takim razie... Możemy spróbować
- Czy ty właśnie chciałeś przez to powiedzieć... Że chcesz ... żebyśmy byli razem?
- Nie będę cię do niczego zmuszać - powiedział i czekał na moją odpowiedź... Nie chcę żeby znowu skończyło się tak jak z Kevinem, ale przy Rue czuje się inaczej, serce mi bije jak młotem i czuję jakbym miał motyle w brzuchu
- Chcę... - powiedziałem po czym Rue mnie lekko objął i pocałował w czoło. W tym właśnie momencie do pokoju bez pukania wszedł Kevin. Widząc taką sytuację mocno się wkurzył. Chwycił mnie za rękę i wyrwał z objęć Rue
- To dlatego nie chcesz do mnie wrócić... Minął zaledwie miesiąc od naszego rozstania a ty już drugiego dnia w Japonii sobie kogoś znajdujesz w zamian za mnie?!
- Zerwałeś ze mną nie powinno cię obchodzić z kim się umawiam! Zostaw mnie w reszcie w spokoju nie chcę cię tu teraz widzieć - po tych słowach Kevin widocznie się jeszcze bardziej zezłościł gdyż zamachnął się jakby chciał mnie uderzyć ale przeszkodził mu w tym Rue
- Skrzywdź go a złamię ci rękę - powiedział groźnym tonem. Kevin po chwili mnie puścił i wyrwał rękę z dłoni Rue. Bez żadnego słowa wyszedł z pokoju i chyba z domu również.
Rue
Odruchowo obroniłem Izo, naprawdę. Nie wiedziałem nawet, że to zrobię. Takie przebłyski "waleczności" miałem, gdy ktoś chciał zranić osobę mi bliską. Myśl, iż mogłem zakochać się w fioletowo włosym przerażała mnie. Bałem się kochać, od zawsze. Żyłem w przekonaniu, że miłość jest równa cierpieniu. A nie chciałem cierpieć. Już nie. Przytuliłem chłopaka. Bardzo delikatnie, jakby był czymś kruchym.
-Nie dam cię skrzywdzić...-szepnąłem.
Złotooki objął moją szyję. W pewnym momencie usłyszałem jak woła mnie moja "matka". Zszedłem razem z Izo do salonu i wgapiałem się w parę, której nie widziałem. Wyglądali na nieco zestresowanych, no... może tylko kobieta. Mężczyzna do uderzenia przypominał mnie, prócz koloru oczu. Były granatowe, za to osoba obok niego posiadała białe, a włosy były koloru czarnego. Moja "matka" w końcu się odezwała.
-Rue, to... to twoi prawdziwi rodzice...
Zamarłem. To nie może być prawda. Nigdy nie chciałem ich poznawać. Zostawili mnie, oddali, zapomnieli, a teraz tak bezczelnie się pojawiają. Jeżeli myślą, że im wybaczę, to grubo się mylą. Nie mam takiego zamiaru.
-Nie prawda. Oni nimi nie są. Nie wychowali mnie, nie mają prawa się tak nazywać.
Kobieta wstała.
-Wiem, co ci zrobiliśmy. Co przeżywałeś... postaraj się nam wybaczyć...
Milczałem. Ze stoickim spokojem wyszedłem z pomieszczenia, ubrałem buty i opuściłem budynek. Udałem się do domu przyjaciela z sierocińca. Mieszkał sam, ponieważ osiągnął pełnoletność. Bez problemu wpuścił mnie do środka.
-Teraz opowiedz, co się stało...-odparł wchodząc do salonu.
-Szkoda gadać... Moi biologiczni rodzice postanowili się odezwać. Dopiero teraz, rozumiesz?
-Nie powinieneś się cieszyć? W końcu niewielu decyduje się na odnalezienie dzieciaków.
-Ale dopiero teraz, po 17 latach? To nie przesada trochę?
-Jakby teraz tak na to spojrzeć... Zostawmy tę sprawę. Powiedz lepiej, czy kogoś masz.
-Co cię to obchodzi, Taku, co?
-Ano tyle, że jesteśmy byłymi kochankami, więc chcę o tobie trochę wiedzieć. Zabronisz mi?
-Eghh... No można powiedzieć, że jestem w związku...
-Ohoohooo... kto to?
-Nie interesuj się, powiedziałem ci.
-Nie powiesz mi aniołku?
Mężczyzna zrobił słodkie oczy. W jego wydaniu wyglądało to dość.. śmiesznie. Naprawdę śmiesznie. Trochę się schlaliśmy, ale nie tak, aby utracić przytomność i chwiać się na wszystkie strony... Pożegnałem się z nim około dwudziestej trzeciej. Rozpromieniony nie zwracałem uwagi na deszcz, który zaczął bardzo mocno padać. Cichaczem zakradłem się do ogrodu i stanąłem na środku placu. "Matka" zawsze mówiła, że gdy zaczyna padać deszcz jakiś anioł płacze. Do pewnego momentu sądziłem, że tym aniołem jest moja prawdziwa matka. Myliłem się jednak. To prawdziwy potwór, jak ja. Spojrzałem w czarne niebo. Zastanawiałem się, co zrobiłem źle, że mnie oddali. Co było ze mną nie tak. Nawet nie zauważyłem, gdy pojawiły się skrzydła, które były czarne. Czasem z piór ściekała jakaś czerwona ciecz symbolizująca krew, gdy ktoś mocno mnie zranił. W końcu zacząłem płakać i straciłem poczucie czasu. Usłyszałem w końcu, jak ktoś mnie woła...
poniedziałek, 5 września 2016
Rozdział 1
Izo
Jestem Shige Izo mam 17 lat i przez ostatnie 5 lat mieszkałem z rodziną w Anglii ale ostatnimi czasy moi rodzice postanowili że przeprowadzamy się z powrotem do Japonii. Znowu będę musiał się przestawić na trzy semestry... Po wylądowaniu na lotnisku w Tokio taksówką podjechaliśmy pod nasz nowy dom. Ciężarówka z zamówionymi rzeczami już stała na ulicy i pracownicy wnosili je do środka. Wyciągnęliśmy nasze walizki z bagażnika po czym moja młodsza siostrzyczka uczepiła się mojej bluzy i zaczęła narzekać że jest zmęczona. W sumie nie uwzględniliśmy zmiany czasu, w Anglii byłby teraz środek nocy a ona ma w końcu tylko 9 lat
- Spokojnie, za chwilę będziesz mogła się położyć - powiedziałem z lekkim uśmiechem
- Onii-chan...
- Tak?
- Dlaczego zawsze zakładasz tą opaskę na oko jak wychodzimy na zewnątrz? Coś ci się dzieję z okiem?
- Etto... To nic... Po prostu lubię ją nosić - odparłem na co dziewczynka przytaknęła... Tak naprawdę noszę opaskę na jednym oku bo mam heterochromię, jedno moje oko jest złote a drugie mocno pomarańczowe... Moim zdaniem nie wygląda to dobrze a nawet trochę dziwnie więc wolę zasłonić jedno z nich, jakoś tak padło na pomarańczowe oko. Mimo wszystko jestem trochę zmęczony tymi pytaniami ze strony innych, pytań typu "wszystko w porządku z twoim okiem", zawsze odpowiadam że mam nadwrażliwą gałkę oczną i na zewnątrz drażni mnie wiatr ale w szkole i tak mnie nie prosił żebym zdejmował opaski... Czasami obcym wciskałem kit że jestem po operacji oka by tylko nie pokazywać mojej heterochromii. Jak ktoś w Anglii widział moje oczy pytał czy jestem na coś chory albo czy ze mną "jest coś nie tak", jedyną osobą która lubiła moje oczy był mój były chłopak Kevin. Jedak nasz związek nie trwał długo tylko jakieś 3 miesiące, zerwaliśmy bo pokłóciliśmy się, poszło o seks... Mianowicie nie chciałem tego z nim robić bo się strasznie bałem, więc za każdym razem kiedy to proponował odmawiałem... Doszło do tego że zaczął mi zarzucać że go nie kocham i że go "zapewne zdradzam". Zerwał ze mną, jakiś miesiąc po tym ze strony moich rodziców padła decyzja o przeprowadzce do Japonii. Miałem nadzieję że mimo wszystko z Kevinem zostaniemy ponownie przyjaciółmi jak kiedyś ale nawet jak chciałem się z nim spotkać i pożegnać ten powiedział że nie chce i go nie obchodzi że wylatuję następnego dnia... Usiadłem na jednej z walizek i zacząłem się rozglądać po okolicy. W pewnym momencie ujrzałem prawdopodobnie sąsiadów któży pewnie chcieli się przywitać. Moja matka szybko podeszła do kobiety i zaczęła rozmawiać. Niechętnie podszedłem w jej stronę żeby też się przywitać. Przy kobiecie stał chłopak w okularach, białych włosach z grzywką poadającą na jedną stronę, widoczne oko było czarne ale po chwili okazało się również że drugie oko miało inny kolor... Mianowicie bardzo jasny szary. Postanowiłem się nie odzywać puki nie będzie to konieczne
- Mai Jak ja cie długo nie widziałam. Co u ciebie
- Po pięciu latach mieszkania w Anglii postanowiliśmy wrócić do Japonii... Poza tym Kijo dostał tu lepszą ofertę pracy a my się trochę stęskniliśmy za tym krajem - Powiedziała po czym spojrzała na chłopaka - Naomi, nie mówiłaś mi nic że masz syna
- To jest Rue, adoptowaliśmy go jak miał 6 lat. Jest dosyć małomówny ale dobry z niego chłopak. Czy to jest Izo. Ostatnio widziałam go jak miał 3 latka. Był taki uroczy
- Dokładnie. Teraz to już idzie do drugiej klasy liceum... Jak ten czas leci. A twój syn? Wygląda na maturzystę
- Może odrobinę ale Rue ma jeszcze 17 lat więc są w tym samym wieku. Widzę że również doczekałaś się córeczki
- Tak. Fumi... Trochę jest zmęczona w Anglii byłaby teraz noc a ona ma dopiero 9 lat... Trochę tak głupio rozmawiać na dworze, zaprosiłabym was do środka ale wszystko jest jeszcze w pudłach
- W takim razie zapraszam do nas - powiedziała z uśmiechem. Mama jeszcze zawołała tatę i wszyscy razem poszliśmy do środka. Matka zatrzymała mnie jeszcze w przedsionku
- Izo, ile razy ja ci powtarzałam żebyś nie nosił tej opaski... Nic ci się nie dzieje więc nie masz powodu jej nosić tylko przesilasz drugie oko - powiedziała po czym zdjęła mi opaskę i poszła w stronę salonu, zanim za nią poszedłem zgarnąłem moją grzywkę żeby przysłaniała mi oko i również poszedłem do pomieszczenia siadając na kanapie między siostrą a matką. Fumi widocznie była już za bardzo zmęczona bo oparła się o mnie i zasnęła
- Rue, chodź pomożesz mi zrobić herbaty dla gości - chłopak tylko przytaknął i wyszedł z pomieszczenia, po chwili wrócił niosąc dwie filiżanki a kobieta pozostałe dwie. Rodzice zaczęli rozmawiać z sąsiadami a ja siedziałem cicho mając nadzieję że nie będę musiał się odzywać
- Właśnie Rue, choć trzeba zmienić ci opatrunki- powiedział mężczyzna do chłopaka i na chwilę wyszli z salonu... Po paru minutach wrócili chłopak tym razem bez koszulki tylko w spodniach i opatrunkami na klatce piersiowej. Co takiego mogło mu się stać? Chyba się trochę za długo na niego gapiłem gdy on również spojrzał na mnie szybko odwróciłem wzrok rumieniąc się i nerwowo chwyciłem filiżankę i zacząłem pić herbatę. Czemu się tak dziwnie czułem jak na niego patrzyłem... Przecież jest tylko bez koszulki i poza tym te opatrunki zasłaniają większość jego klatki piersiowej więc czemu tak reaguję?
- Mam nadzieję że nie macie nic do Homoseksualistów - naglę powiedziała kobieta
- Nie, nie mam... Kijo raczej też nie
- To dobrze, no bo Rue jak to się mówi woli chłopców - oznajmiła. Dlaczego temat zszedł na to, czuję się dosyć niezręcznie, moi rodzice nie wiedzą o mojej orientacji, nigdy nie odważyłem się im o tym powiedzieć. Znowu nerwowo zacząłem pić herbatę - Izo, też jesteś homoseksualistą? Nie ma się czego wstydzić (<- typ kobiety która zauważa wszytko)
- E... Etto... - Co ja powinienem powiedzieć, dyskretnie spojrzałem na matkę która nie wydawała się przyjmować tym pytaniem
- Myślisz że nie wiem...? Nie trudno było się domyślić że coś było między tobą i Kevinem - Co?- Ona o wszystkim wiedziała?
- Widzisz. Nie ma się czego wstydzić... Może nawet zakochasz się w Rue - zaśmiała się. Chyba nie pojmuję poczucia humoru tej Pani. Czerwony odwróciłem wzrok. Matka kontynuowała rozmowę już na inny temat. Jak już robiło się późno wróciliśmy do siebie. Następnego dnia już poszedłem do szkoły chociaż początkowo trochę trudno mi było znaleźć mundurek, oczywiście nie mogłem wyjść bez opaski na oko. Jak tylko wszedłem do klasy, w której miałem mieć lekcje od razu zauważyłem tego chłopaka, Rue, był oblężony przez masę dziewczyn. Cicho usiadłem na wolnym miejscu i czekałem na rozpoczęcie lekcji... W końcu zabrzmiał dzwonek, wszyscy usiedli na swoich miejscach a do klasy wszedł nauczyciel
- Dzisiaj do naszej klasy dołącza nowy uczeń Shige Izo... Chłopcze chodź na środek i powiedz coś o sobie - powiedział nauczyciel... Znowu to, nienawidzę tego całego przedstawiania się nigdy do końca nie wiem co mam powiedzieć tak samo było jak przeprowadzałem się do Anglii. Posłusznie wyszedłem na środek
- Etto... jestem Shige Izo i przez ostatnie pięć lat mieszkałem z rodziną w Anglii w Glasgow. Z powodu pracy mojego ojca wróciliśmy do Japonii.- Nie mam pojęcia co mógłbym jeszcze powiedzieć
- To wszystko co chciałbyś powiedzieć?
- Myślę że tak - odparłem po czym pozwolił mi usiąść. Już za plecami słyszałem szepty dziewczyn typu "Po co mu ta opaska?". Znowu się zaczyna
- Rue po tej lekcji macie długą przerwę. Znasz szkołę najlepiej więc prosiłbym cię żebyś oprowadził Izo
- Dobrze - odparł krótko. Gdy lekcja się skończyła chłopak do mnie podszedł - Tak więc... Co chciałbyś zobaczyć?
- Etto... Myślę że najważniejsze miejsca... Typu, gabinet pielęgniarki lub pokój nauczycielski - odparłem po czym poszedłem za czerwonookim. Pokazał najważniejsze miejsca po czym mu podziękowałem i chciałem już się oddalić ale mnie zatrzymał...
Rue
Wychowywałem się w domu dziecka sześć lat. Dokładnie, sześć lat. Pani Nomi była jedną z opiekunek, które zajmowały się porzuconymi dzieciakami. Zawsze się ze mną bawiła, dbała... Bardzo ją lubiłem. Nawet cicho się odzywałem. Jak byłem mały, zabrała mnie do swojego domu. Dokładniej czternaście lat temu. Poznałem wtedy jej przyjaciółkę, która była tam wtedy z synem. Nie pamiętam wszystkiego z tamtego okresu. Ich imion także nie. Co do bandaży... zostałem zaatakowany przez jakiegoś pijaczynę. Nic specjalnego mi nie zrobił, prócz paru ran na plecach. A wczoraj nie zrozumiałem zachowania Izo, który patrzył się na mnie a potem widocznie zdenerwował. Nawet w duchu się zaśmiałem. Co było dziwnego w tym, że siedziałem bez bluzki? Opiekunowie starali się wyjaśnić mi dane uczucia, co im się udało. Najgorzej jednak było z miłością. Wiedziałem, że bardzo mnie kochali... mimo to ja nie wiedziałem jak to jest darzyć kogoś tym uczuciem. Nie rozumiałem także zakochanych. Jako dziecko, jak większość na widok całujących się ludzi mówiłem "feee". Z resztą, jak większość sześciolatków. W szkole także bywałem cichy, chociaż częściej się uśmiechałem. Dziewczyny uwielbiały mnie za to, iż byłem spokojny i zawsze ich słuchałem. Nawet te z wymiany chodziły za mną. Nie miałem przyjaciół. Koledzy nienawidzili mnie za to, iż zabierałem im dziewczyny, ale i tak w większości przypadków raczej pomagałem im w tej sprawie. Nauczyciele nie mieli ze mną kłopotów, a jak już, to "za rzadko się odzywam". Co mam zrobić, jeżeli taki już jestem?... Na szczęście moja "rodzina" mnie akceptuje. Bardzo się cieszyłem poznając siostry opiekunki. Ciągle się mną zachwycały... a teraz? Trochę się ich boję, a do tego miały przyjechać... Myślałem o tym w drodze do szkoły. O swoich biologicznych rodzicach wiedziałem tyle, że żyją. Nic więcej. Z czasem jednak przestało mnie to interesować. Oddali mnie przecież. Jeżeli kiedykolwiek będą chcieli naprawić swoje relacje ze mną, powiem im, by się wypchali i że nie jestem ich synem. Wątpiłem jednak, aby zechcieli mnie poznać. Westchnąłem i wszedłem do budynku. Ostrożnie, aby nie zostać otoczonym. Udało mi się dojść do szatni i pod klasę, a potem... potem było gorzej. Zauważyły moją osobę i od razu "przyleciały"... Na szczęście szybko zabrzmiał dzwonek. Usiadłem obok okna, a one wokół... Ignorowałem to, co mówią. Aczkolwiek starałem się. Nie miałem zwyczaju rozglądać się po klasie, ale zauważyłem Izo. Nauczyciel kazał mu się przedstawić, a gdy to zrobił, profesor poprosił mnie o oprowadzenie chłopaka. Zgodziłem się. Bo co miałem zrobić? Pokazałem mu najważniejsze rzeczy, a po tym podziękował i chciał się oddalić. Złapałem go za rękę. Zastanawiałem się, po co nosił tę opaskę. Powoli zdjąłem mu ją. Po tym spuścił głowę. Delikatnie złapałem go za podbródek i uniosłem głowę. Delikatnie odgarnąłem mu z oka grzywkę. Miał całą czerwoną twarz, co wyglądało nieco zabawnie. Fioletowe włosy, rumieńce, jedno oko złote, a drugie pomarańczowe. Musiałem jednak przyznać, że po raz pierwszy widziałem taki zestaw kolorów.
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy...
Jestem Shige Izo mam 17 lat i przez ostatnie 5 lat mieszkałem z rodziną w Anglii ale ostatnimi czasy moi rodzice postanowili że przeprowadzamy się z powrotem do Japonii. Znowu będę musiał się przestawić na trzy semestry... Po wylądowaniu na lotnisku w Tokio taksówką podjechaliśmy pod nasz nowy dom. Ciężarówka z zamówionymi rzeczami już stała na ulicy i pracownicy wnosili je do środka. Wyciągnęliśmy nasze walizki z bagażnika po czym moja młodsza siostrzyczka uczepiła się mojej bluzy i zaczęła narzekać że jest zmęczona. W sumie nie uwzględniliśmy zmiany czasu, w Anglii byłby teraz środek nocy a ona ma w końcu tylko 9 lat
- Spokojnie, za chwilę będziesz mogła się położyć - powiedziałem z lekkim uśmiechem
- Onii-chan...
- Tak?
- Dlaczego zawsze zakładasz tą opaskę na oko jak wychodzimy na zewnątrz? Coś ci się dzieję z okiem?
- Etto... To nic... Po prostu lubię ją nosić - odparłem na co dziewczynka przytaknęła... Tak naprawdę noszę opaskę na jednym oku bo mam heterochromię, jedno moje oko jest złote a drugie mocno pomarańczowe... Moim zdaniem nie wygląda to dobrze a nawet trochę dziwnie więc wolę zasłonić jedno z nich, jakoś tak padło na pomarańczowe oko. Mimo wszystko jestem trochę zmęczony tymi pytaniami ze strony innych, pytań typu "wszystko w porządku z twoim okiem", zawsze odpowiadam że mam nadwrażliwą gałkę oczną i na zewnątrz drażni mnie wiatr ale w szkole i tak mnie nie prosił żebym zdejmował opaski... Czasami obcym wciskałem kit że jestem po operacji oka by tylko nie pokazywać mojej heterochromii. Jak ktoś w Anglii widział moje oczy pytał czy jestem na coś chory albo czy ze mną "jest coś nie tak", jedyną osobą która lubiła moje oczy był mój były chłopak Kevin. Jedak nasz związek nie trwał długo tylko jakieś 3 miesiące, zerwaliśmy bo pokłóciliśmy się, poszło o seks... Mianowicie nie chciałem tego z nim robić bo się strasznie bałem, więc za każdym razem kiedy to proponował odmawiałem... Doszło do tego że zaczął mi zarzucać że go nie kocham i że go "zapewne zdradzam". Zerwał ze mną, jakiś miesiąc po tym ze strony moich rodziców padła decyzja o przeprowadzce do Japonii. Miałem nadzieję że mimo wszystko z Kevinem zostaniemy ponownie przyjaciółmi jak kiedyś ale nawet jak chciałem się z nim spotkać i pożegnać ten powiedział że nie chce i go nie obchodzi że wylatuję następnego dnia... Usiadłem na jednej z walizek i zacząłem się rozglądać po okolicy. W pewnym momencie ujrzałem prawdopodobnie sąsiadów któży pewnie chcieli się przywitać. Moja matka szybko podeszła do kobiety i zaczęła rozmawiać. Niechętnie podszedłem w jej stronę żeby też się przywitać. Przy kobiecie stał chłopak w okularach, białych włosach z grzywką poadającą na jedną stronę, widoczne oko było czarne ale po chwili okazało się również że drugie oko miało inny kolor... Mianowicie bardzo jasny szary. Postanowiłem się nie odzywać puki nie będzie to konieczne
- Mai Jak ja cie długo nie widziałam. Co u ciebie
- Po pięciu latach mieszkania w Anglii postanowiliśmy wrócić do Japonii... Poza tym Kijo dostał tu lepszą ofertę pracy a my się trochę stęskniliśmy za tym krajem - Powiedziała po czym spojrzała na chłopaka - Naomi, nie mówiłaś mi nic że masz syna
- To jest Rue, adoptowaliśmy go jak miał 6 lat. Jest dosyć małomówny ale dobry z niego chłopak. Czy to jest Izo. Ostatnio widziałam go jak miał 3 latka. Był taki uroczy
- Dokładnie. Teraz to już idzie do drugiej klasy liceum... Jak ten czas leci. A twój syn? Wygląda na maturzystę
- Może odrobinę ale Rue ma jeszcze 17 lat więc są w tym samym wieku. Widzę że również doczekałaś się córeczki
- Tak. Fumi... Trochę jest zmęczona w Anglii byłaby teraz noc a ona ma dopiero 9 lat... Trochę tak głupio rozmawiać na dworze, zaprosiłabym was do środka ale wszystko jest jeszcze w pudłach
- W takim razie zapraszam do nas - powiedziała z uśmiechem. Mama jeszcze zawołała tatę i wszyscy razem poszliśmy do środka. Matka zatrzymała mnie jeszcze w przedsionku
- Izo, ile razy ja ci powtarzałam żebyś nie nosił tej opaski... Nic ci się nie dzieje więc nie masz powodu jej nosić tylko przesilasz drugie oko - powiedziała po czym zdjęła mi opaskę i poszła w stronę salonu, zanim za nią poszedłem zgarnąłem moją grzywkę żeby przysłaniała mi oko i również poszedłem do pomieszczenia siadając na kanapie między siostrą a matką. Fumi widocznie była już za bardzo zmęczona bo oparła się o mnie i zasnęła
- Rue, chodź pomożesz mi zrobić herbaty dla gości - chłopak tylko przytaknął i wyszedł z pomieszczenia, po chwili wrócił niosąc dwie filiżanki a kobieta pozostałe dwie. Rodzice zaczęli rozmawiać z sąsiadami a ja siedziałem cicho mając nadzieję że nie będę musiał się odzywać
- Właśnie Rue, choć trzeba zmienić ci opatrunki- powiedział mężczyzna do chłopaka i na chwilę wyszli z salonu... Po paru minutach wrócili chłopak tym razem bez koszulki tylko w spodniach i opatrunkami na klatce piersiowej. Co takiego mogło mu się stać? Chyba się trochę za długo na niego gapiłem gdy on również spojrzał na mnie szybko odwróciłem wzrok rumieniąc się i nerwowo chwyciłem filiżankę i zacząłem pić herbatę. Czemu się tak dziwnie czułem jak na niego patrzyłem... Przecież jest tylko bez koszulki i poza tym te opatrunki zasłaniają większość jego klatki piersiowej więc czemu tak reaguję?
- Mam nadzieję że nie macie nic do Homoseksualistów - naglę powiedziała kobieta
- Nie, nie mam... Kijo raczej też nie
- To dobrze, no bo Rue jak to się mówi woli chłopców - oznajmiła. Dlaczego temat zszedł na to, czuję się dosyć niezręcznie, moi rodzice nie wiedzą o mojej orientacji, nigdy nie odważyłem się im o tym powiedzieć. Znowu nerwowo zacząłem pić herbatę - Izo, też jesteś homoseksualistą? Nie ma się czego wstydzić (<- typ kobiety która zauważa wszytko)
- E... Etto... - Co ja powinienem powiedzieć, dyskretnie spojrzałem na matkę która nie wydawała się przyjmować tym pytaniem
- Myślisz że nie wiem...? Nie trudno było się domyślić że coś było między tobą i Kevinem - Co?- Ona o wszystkim wiedziała?
- Widzisz. Nie ma się czego wstydzić... Może nawet zakochasz się w Rue - zaśmiała się. Chyba nie pojmuję poczucia humoru tej Pani. Czerwony odwróciłem wzrok. Matka kontynuowała rozmowę już na inny temat. Jak już robiło się późno wróciliśmy do siebie. Następnego dnia już poszedłem do szkoły chociaż początkowo trochę trudno mi było znaleźć mundurek, oczywiście nie mogłem wyjść bez opaski na oko. Jak tylko wszedłem do klasy, w której miałem mieć lekcje od razu zauważyłem tego chłopaka, Rue, był oblężony przez masę dziewczyn. Cicho usiadłem na wolnym miejscu i czekałem na rozpoczęcie lekcji... W końcu zabrzmiał dzwonek, wszyscy usiedli na swoich miejscach a do klasy wszedł nauczyciel
- Dzisiaj do naszej klasy dołącza nowy uczeń Shige Izo... Chłopcze chodź na środek i powiedz coś o sobie - powiedział nauczyciel... Znowu to, nienawidzę tego całego przedstawiania się nigdy do końca nie wiem co mam powiedzieć tak samo było jak przeprowadzałem się do Anglii. Posłusznie wyszedłem na środek
- Etto... jestem Shige Izo i przez ostatnie pięć lat mieszkałem z rodziną w Anglii w Glasgow. Z powodu pracy mojego ojca wróciliśmy do Japonii.- Nie mam pojęcia co mógłbym jeszcze powiedzieć
- To wszystko co chciałbyś powiedzieć?
- Myślę że tak - odparłem po czym pozwolił mi usiąść. Już za plecami słyszałem szepty dziewczyn typu "Po co mu ta opaska?". Znowu się zaczyna
- Rue po tej lekcji macie długą przerwę. Znasz szkołę najlepiej więc prosiłbym cię żebyś oprowadził Izo
- Dobrze - odparł krótko. Gdy lekcja się skończyła chłopak do mnie podszedł - Tak więc... Co chciałbyś zobaczyć?
- Etto... Myślę że najważniejsze miejsca... Typu, gabinet pielęgniarki lub pokój nauczycielski - odparłem po czym poszedłem za czerwonookim. Pokazał najważniejsze miejsca po czym mu podziękowałem i chciałem już się oddalić ale mnie zatrzymał...
Rue
Wychowywałem się w domu dziecka sześć lat. Dokładnie, sześć lat. Pani Nomi była jedną z opiekunek, które zajmowały się porzuconymi dzieciakami. Zawsze się ze mną bawiła, dbała... Bardzo ją lubiłem. Nawet cicho się odzywałem. Jak byłem mały, zabrała mnie do swojego domu. Dokładniej czternaście lat temu. Poznałem wtedy jej przyjaciółkę, która była tam wtedy z synem. Nie pamiętam wszystkiego z tamtego okresu. Ich imion także nie. Co do bandaży... zostałem zaatakowany przez jakiegoś pijaczynę. Nic specjalnego mi nie zrobił, prócz paru ran na plecach. A wczoraj nie zrozumiałem zachowania Izo, który patrzył się na mnie a potem widocznie zdenerwował. Nawet w duchu się zaśmiałem. Co było dziwnego w tym, że siedziałem bez bluzki? Opiekunowie starali się wyjaśnić mi dane uczucia, co im się udało. Najgorzej jednak było z miłością. Wiedziałem, że bardzo mnie kochali... mimo to ja nie wiedziałem jak to jest darzyć kogoś tym uczuciem. Nie rozumiałem także zakochanych. Jako dziecko, jak większość na widok całujących się ludzi mówiłem "feee". Z resztą, jak większość sześciolatków. W szkole także bywałem cichy, chociaż częściej się uśmiechałem. Dziewczyny uwielbiały mnie za to, iż byłem spokojny i zawsze ich słuchałem. Nawet te z wymiany chodziły za mną. Nie miałem przyjaciół. Koledzy nienawidzili mnie za to, iż zabierałem im dziewczyny, ale i tak w większości przypadków raczej pomagałem im w tej sprawie. Nauczyciele nie mieli ze mną kłopotów, a jak już, to "za rzadko się odzywam". Co mam zrobić, jeżeli taki już jestem?... Na szczęście moja "rodzina" mnie akceptuje. Bardzo się cieszyłem poznając siostry opiekunki. Ciągle się mną zachwycały... a teraz? Trochę się ich boję, a do tego miały przyjechać... Myślałem o tym w drodze do szkoły. O swoich biologicznych rodzicach wiedziałem tyle, że żyją. Nic więcej. Z czasem jednak przestało mnie to interesować. Oddali mnie przecież. Jeżeli kiedykolwiek będą chcieli naprawić swoje relacje ze mną, powiem im, by się wypchali i że nie jestem ich synem. Wątpiłem jednak, aby zechcieli mnie poznać. Westchnąłem i wszedłem do budynku. Ostrożnie, aby nie zostać otoczonym. Udało mi się dojść do szatni i pod klasę, a potem... potem było gorzej. Zauważyły moją osobę i od razu "przyleciały"... Na szczęście szybko zabrzmiał dzwonek. Usiadłem obok okna, a one wokół... Ignorowałem to, co mówią. Aczkolwiek starałem się. Nie miałem zwyczaju rozglądać się po klasie, ale zauważyłem Izo. Nauczyciel kazał mu się przedstawić, a gdy to zrobił, profesor poprosił mnie o oprowadzenie chłopaka. Zgodziłem się. Bo co miałem zrobić? Pokazałem mu najważniejsze rzeczy, a po tym podziękował i chciał się oddalić. Złapałem go za rękę. Zastanawiałem się, po co nosił tę opaskę. Powoli zdjąłem mu ją. Po tym spuścił głowę. Delikatnie złapałem go za podbródek i uniosłem głowę. Delikatnie odgarnąłem mu z oka grzywkę. Miał całą czerwoną twarz, co wyglądało nieco zabawnie. Fioletowe włosy, rumieńce, jedno oko złote, a drugie pomarańczowe. Musiałem jednak przyznać, że po raz pierwszy widziałem taki zestaw kolorów.
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)