środa, 9 listopada 2016

Rozdział 5

Izo

Wsłuchiwałem się w to co mówił Rue... Gdy tylko powiedział o tym że ma nowotwór to coś mnie w środku ścisnęło
- A co z tobą?
- Lekarze mi powiedzieli że mam około 60% szans na wyzdrowienie... Z resztą przez ostatni czas nie rozwijał się... Być może to przez to że jestem demonem... Ale będę musiał w najbliższym czasie powtórzyć badania
- W każdym razie... Ten Mito... Kochałeś go? - Nawet nie wiem czemu o to spytałem
- Tak - odpowiedział po chwili przytaknąłem tylko po czym Rue mocniej mnie objął - Nie rób takiej miny... Nie powiedziałem że nie kocham ciebie - powiedział a ja przytaknąłem ponownie... Myśl o tym że może umrzeć praktycznie w każdej chwili mnie przerażała... Co z nim stanie się po śmierci? To co mogłem w tej chwili zrobić to tylko mocniej wtulić się w chłopaka. Resztę wieczoru spędziliśmy razem potem wrócił do swojego domu... Dziwnie się czułem jak opowiadał mi o Mito... Znaczy, to oczywiste że kogoś tam miał w przeszłości ale on powiedział że go kochał a praktycznie rozstali się przez śmierć... Czyli, jeżeli on by w tedy nie umarł, Rue nadal by był z nim? Prawdopodobnie wszystko by wyglądało inaczej... Jeszcze jak zaczął mówić o swojej chorobie... Nie mogę przestać o tym myśleć... Co się z nim stanie jeżeli umrze? Czy anioły czy demony po śmierci znikają czy w jakiś sposób się odradzają? Za dużo jak na den dzień się wydarzyło... Poszedłem do łóżka dosyć wcześnie bo odrobinę bolała mnie głowa... Rano idąc do szkoły poczekałem na chłopaka przed jego domem i razem poszliśmy dalej. Kevina dziś nie było, no i całe szczęście... Nie miałem zamiaru znosić jego namolności... Po lekcjach musiałem jeszcze zostać na zajęciach dodatkowych bo mam małe problemy z chemią, tak więc pożegnałem się z Rue który już poszedł do domu... Gdy tylko mogłem w końcu wyjść, mama napisała mi żebym odebrał Fumi z podstawówki... Przynajmniej szkoła ta była po drodze... Siostra czekała w tłumie przed wejściem, lecz jak tylko mnie zauważyła podbiegła z uśmiechem na twarzy... Wracając zaczęła mi opowiadać różne rzeczy które się zdarzyły u niej w szkole... W pewnym momencie ujrzałem Rue
- Rue-san! Cześć! - Krzyknęła Fumi na co chłopak szybko się obrócił i zatrzymał
- Dopiero wracasz do domu?
- Taaa... Byłem odebrać zdjęcia
- Zdjęcia?
- Ostatnio jakiś facet na ulicy mnie zatrzymał i zaproponował jednorazową sesję zdjęciową do jakiegoś magazynu... Kazał mi przyjść po zdjęcia... Nie chciałem ich ale się upierał więc poszedłem dla świętego spokoju... Chcesz? - spytał wręczając mi parę zdjęć
- Ja też chcę! - wtrąciła się Fumi. Rue się lekko uśmiechnął, wybrał parę zdjęć i dał je mojej siostrze... Na nich Rue był normalnie ubrany za to w mojej ręce zostały same zdjęcia na których jest "półnagi". Zarumieniłem się lekko i spojrzałem na Rue
- Na pewno nie chcesz ich z powrotem?
- Nie... Weź je - powiedział spokojnie... Czemu mi wręcza takie zdjęcia... Czy on to robi specjalnie? Żebym się czerwienił?
- Nii-san nie lubi jak mu się robi zdjęcia
- Po prostu uważam że nie wychodzę dobrze na zdjęciach - powiedziałem po czym Rue wyciągnął telefon i zrobił mi zdjęcie - Po co ci...
- Nowa tapeta
- Czemu chcesz tapete ze mną? - zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony
- Bo jesteś słodki - powiedział na co już całkowicie moja twarz była czerwona jak burak - Tak w ogóle dowiedziałem się że dziś ja i moi "rodzice" jesteśmy u was na kolacji
- Rzeczywiście chyba mama coś wspominała... - Zaczęliśmy razem wracać... Zdjęcia włożyłem do torby, te które trzymała Fumi również... Gdy tylko przekroczyłem próg domu matka zawołała mnie żebym pomógł jej w przygotowywaniu obiadu. Tylko się przebrałem i zszedłem na dół do kuchni... Nie było przy tym dużo roboty
- Za chwilę przyjdą, przebierz się. W szafie powiesiłam ci garnitur
- Bez przesady, to tylko kolacja z sąsiadami
- Nie kłóć się ze mną - na tym zdaniu skończyła się dyskusja i poszedłem grzecznie się przebrać. Kończyłem już wiązać krawat jak usłyszałem dzwonek do drzwi... Zszedłem jeszcze poprawiając lekko krawat. Z tego co widziałem to Rue też był ubrany w garnitur. Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęły się rozmowy głównie naszych rodziców. Po chwili mama poszła do kuchni i przyniosła obiad... Nadal rozmowy prowadzili tylko nasi rodzice
- A co sądzicie o homoseksualistach? - naglę zapytała kobieta... Nie powiem trochę mnie zatkało... Takie pytanie przy kolacji.
- Jestem bardzo tolerancyjna. Nic nie mam do tego że ktoś jest gejem czy lezbijką - odpowiedziała matka
- Ja też nie. Mam nawet znajomych o innej orientacji - dodał ojczym. Nie powiem to było trochę dziwne pytanie, lecz po chwili temat znowu się zmienił
- To teraz Rue-san będziesz modelem? - Fumi postanowiła się naglę włączyć
- Modelem? Rue o co chodzi? - spytała "matka" Rue, widocznie nic nie wiedziała o tej sesji
- To tylko jednorazowa sesja, nie mam zamiaru zostawać modelem
- Czemu? Te zdjęcia były bardzo ładne. Prawda Izo?
- Hę? A zdjęcia... Etto... Tak były spoko - dlaczego tak naglę spanikowałem. Po pewnym momencie plecy zaczęły mnie okropnie boleć... Przeprosiłem wszystkich i poszedłem do łazienki. Jak tylko wszedłem do pomieszczenia i zamknąłem drzwi pojawiły mi się te maleńkie skrzydełka. Zacząłem lekko panikować bo nie potrafiłem jeszcze chować swoich skrzydeł a nie wiem czy "rodzice" Rue wiedzą o takich rzeczach, w sumie Rue jest jakby demonem więc chyba powinni wiedzieć... Mimo wszystko wolałem nie ryzykować i zostałem w łazience nerwowo patrząc się w lustro. Naglę usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - To był głos Rue, który z jakiegoś powodu w pewnym stopniu mnie uspokoił
- T...Tak, możesz - odparłem po czym do pomieszczenia wszedł Rue. Widział sam co się stało więc nie musiałem nic tłumaczyć. Chłopak do mnie podszedł, chwycił mnie w tali po czym jedną ręką uciskał moje plecy w różnych miejscach po czym moje skrzydła zniknęły - Jak ty to zrobiłeś
- Tajemnica - powiedział lekko uśmiechając. Zapatrzyłem się chwilę za długo na niego po czym zorientowałem się że po prostu stoję i się na niego gapię więc odwróciłem wzrok lekko się rumieniąc
- Może już powinniśmy wracać do stołu - zaproponowałem na co Rue przytaknął. Po powrocie usiedliśmy na swoich miejscach, Przez resztę wieczoru nadal się nie odzywałem tylko czasami spoglądałem na Rue. Po kolacji moja matka poruszyła temat tego że jutro z samego rana wyjeżdżają jako opiekunowi Fumi na jej tygodniową wycieczkę klasową. W pewnym momencie spytała się "matki" Rue czy mogę przez ten czas u nich mieszkać...  Trochę mnie zamurowało bo nie miałem pojęcia o tym że prawdopodobnie będę mieszkał przez tydzień u sąsiadów
- Oczywiście nie ma problemu
- Dziękuję. Wiesz, Izo umie sam gotować i nie jest rozrzutny ale jednak byłabym spokojniejsza
- Rozumiem - odparła z uśmiechem. Po jakiejś chwili poszedłem się przebrać i spakować rzeczy do walizki, w sumie jak czegoś zapomnę to mogę zawsze wrócić się do domu bo w końcu to tylko dom obok. Zszedłem na dół z bagażem gdzie w przed pokoju goście już zaczęli się zbierać, ja również zacząłem ubierać buty
- Aha i jeszcze jedno... Izo dopiero niedawno zaczęły wyrzynać się skrzydła więc mogą mu się niekontrolowanie pojawiać
- Nic nie szkodzi. Rue miał podobnie jak był młodszy - pożegnali się i wyszedłem razem z nimi. Po przekroczeniu progu i ściągnięciu butów czekałem z boku trzymając za uchwyt walizki. Naglę zabrzmiał dźwięk telefonu który kobieta szybko odebrała
- Słucham...? Teraz...? Za dwie godziny? Nikt nas nie uprzedził... Dobrze, rozumiem. Do widzenia- rozłączyła się
- Kto to był? - zapytał mężczyzna
- Nasz szef... Hiro i Shuzo się rozchorowali i oznajmił nam że musimy być za nich na delegacji... Mamy za dwie godziny być na dworcu.. Zbierz wszystko co potrzebne, ja spakuje parę rzeczy i musimy jechać... Rue zostawię ci trochę pieniędzy w razie czego na zakupy - Chłopak tylko przytaknął. Jego "rodzice" zaczęli się zbierać a Rue mnie zaprowadził do "mojego pokoju"
- Dziękuję
- Nie ma za co. Czuj się jak u siebie - powiedział po czym gdzieś poszedł a ja zacząłem się rozpakowywać. Opiekunowie Rue już dawno pojechali jak za oknem rozpętała się burza... Przy głośniejszym grzmocie aż lekko podskoczyłem - Boisz się burzy? - w pokoju pojawił się Rue nawet nie mam pojęcia kiedy wszedł do pokoju
- O...Odrobinę... Mam tak od dzieciństwa, nie do końca pamiętam dlaczego - oznajmiłem po czym ponownie zagrzmiało a ja ponownie się wzdrygnąłem. Rue lekko westchnął ale również się uśmiechając
- Więc będę dziś z tobą spał - oznajmił jak gdyby nigdy nic
- C...Co?
- Jak tak reagujesz to pewnie nie zaśniesz sam więc będę z tobą dziś spał - wyjaśnił. Nie do że mi jego bliskość przeszkadza ale jesteśmy razem tak krótko a on chce już ze mną spać w jednym łóżku?
- P...Pójdę wziąć prysznic - powiedziałem biorąc rzeczy na przebranie i ręcznik. Gdy chciałem wyjść zagapiłem się odrobinę na Rue i wlazłem w ścianę na co chłopak lekko się zaśmiał
- Jeżeli jeszcze raz na coś wpadniesz po drodze to pójdę razem z tobą żebyś aby się nie przewrócił pod prysznicem
- D...Dam radę -powiedziałem oblewając się cały rumieńcem. Doszedłem do łazienki już bez wpada na nic i zacząłem brać prysznic, tyle że przez tą cholerną burzę kolejny grzmot mnie przestraszył i przez śliską powierzchnię poślizgnąłem się i upadłem
- Wszystko w porządku usłyszałem hałas? - usłyszałem głos Rue zza drzwi
- T...Tak, wszystko w porządku. Nic mi nie jest - odparłem i się podniosłem. Postanowiłem szybciej skończyć prysznic zanim sobie coś połamię albo się zabiję. Po przebraniu się w "piżamę" , a raczej stary podkoszulek i luźne dresowe spodnie w których zwykle śpię, wróciłem do pokoju gdzie Rue już leżał na łóżku. Włożyłem tamte ubrania do szafki, zgasiłem światło i położyłem się tuż obok chłopaka. Rue w pewnym momencie mnie objął i lekko przytulił do siebie. Starałem się zasnąć ale przez pogodę za oknem nie dawałem rady... Spojrzałem na twarz Rue, miał zamknięte oczy więc prawdopodobnie już spał... W pewnym momencie ponownie zagrzmiało, tym razem najgłośniej ze wszystkich poprzednich. Przestraszony wtuliłem się w Rue
- Zachowujesz się trochę jak dziecko
- Przepraszam, obudziłem cię?
- Nie spałem... Wolałem poczekać aż ty zaśniesz
- Nie przejmuj się mną... tylko się przeze mnie nie wyśpisz
- No i co z tego... Jutro jest weekend więc mogę trochę dłużej spać - powiedział lekko ziewając... Ponownie rozległ się jeszcze głośniejszy grzmot
- Dlaczego to musi robić się coraz głośniejsze - Rue westchnął ale również się lekko uśmiechnął. Ponownie mnie do siebie wtulił ty razem odrobinę mocniej... Moja głowa była na poziomi jego klatki piersiowej. Po chwili się uspokoiłem... Nie słyszałem już nic, ani grzmotów, ani deszczu za oknem, tylko bicie jego serca. Przez to udało mi się również dosyć szybko zasnąć... Rano obudziłem się wcześniej niż Rue ale nie mogłem wstać bo cały czas leżałem w jego ramionach. Nie to że mi to przeszkadzało, tylko nie mogłem się ruszyć nawet na milimetr. Mimo wszystko nawet miło było leżeć tuż obok niego i patrzeć na jego spokojną śpiącą twarz... Po chwili Rue się również obudził i spojrzał na mnie po czym mnie pocałował w czoło
- Jak spałeś? - spytał po chwili
- D...Dobrze... Nie przeszkadzałem ci w nocy? To znaczy podobno się wiercę a leżałem prawie że na tobie
- Nie wierciłeś się... Ale za to mówiłeś moje imię przez sen - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem a ja się lekko zaczerwieniłem
- M...Może zrobię śniadanie... Co chciałbyś zjeść - nie wiem czemu zmieniłem temat... Strasznie się zawstydziłem nawet nie wiem dokładnie z jakiego powodu
- Obojętne...
- Może naleśniki?
- Mogą być tylko bez żadnych słodkich dodatków... Nie przepadam za słodyczami... Ale ciebie mógłbym "zjeść" z przyjemnością - po tym tekście już cały zrobiłem się czerwony... On to robi specjalnie, czy co? Szedłem na dół i zacząłem robić śniadanie... Rue jeszcze poszedł po prysznic i do jadalni wszedł praktycznie w tej samej chwili jak skończyłem... Rue zjadł dosyć szybko w porównaniu do mnie mimo że miałem mniejszą porcję - Dzisiaj też mam sesję zdjęciową... Strasznie nalegał żebym się zgodził ... Chcesz iść ze mną?
- M...Mogę ?
- Chyba nie powinien mieć nic przeciwko jeżeli byś tylko siedział i się patrzył - zgodziłem się bez dłuższego zastanawiania się... Po południu wyszedłem razem z Rue... Studio nie było dość nie daleko więc po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu. W pomieszczeniu znajdował się już chłopak z długimi, ciemnymi blond włosami i szarymi oczami
- Jesteś już Rue... Cieszę się że przyjąłeś ofertę. Mój szef był zachwycony twoimi zdjęciami - Dopiero po chwili zauważył mnie - To twój młodszy brat?
- A wyglądamy podobnie?
- Właśnie nie ale wolałem się spytać
- Nie będzie przeszkadzał?
- Jasne że nie... Jestem Iso Toma
- Shige Izo...
- W każdym razie Rue, w "garderobie" masz ubrania w których będziesz pozował - oznajmił po czym białowłosy skierował się do pomieszczenia - Pomożesz mi porozstawiać światła?
- Jasne... - nie były jakoś szczególnie ciężkie ale do lekkich też nie należały... Gdy skończyłem mu pomagać usiadłem gdzieś z tyłu. Po pewnym czasie Rue wyszedł z przebieralni w jakiś markowych ciuchach... Toma porobił mu parę zdjęć, wszystko było okej do puki Rue nie miał się przebrać w strój nr 2. Z przebieralni wyszedł praktycznie w samych spodniach i jakiś butach, z jakiegoś powodu nie mogłem przestać się na niego patrzeć
- Możesz zdjąć okulary? - powiedział Toma po zrobieniu paru zdjęć
- Słabo bez nich widzę...
- Nie szkodzi... Wystarczy że będziesz "pozował i ładnie wyglądał" - Rue wyglądał jakby niechętnie je zdejmował ale bez okularów wygląda jeszcze bardziej przystojniej... Nie mogłem oderwać od niego wzroku... W pewnym momencie poczułem jakby coś ciekło mi z nosa, gdy przetarłem lekko dłonią okazało się że to krew... Zaczerwieniony szybko zasłoniłem nos dłonią... Jakby tego było mało to jeszcze dostałem wzwodu... Czy coś jest ze mną nie tak? Dostać erekcji i nose bleedu od zwykłego patrzenia się na jego klatę? Spojrzałem dyskretnie w stronę Rue... Uśmiechał się ale próbował to ukryć... Czy on mnie widzi? Przecież przed chwilą powiedział że ma kiepski wzrok bez okularów - Cholera, zabrakło miejsca na karcie... Musze przegrać kilka rzeczy na komputer masz przerwę - Toma opuścił pomieszczenie po czym Rue skierował się w moją stronę i usiadł obok mnie. Udało mi się uprzednio wytrzeć nos chusteczką ale erekcja została co starałem się ukryć naciągając bluzkę
- Wiesz że to i tak widać - powiedział z lekkim uśmiechem - Chodź do łazienki
- R... Razem?
- No tak... No chyba że chcesz się tego "pozbyć" sam - zacząłem nerwowo zaprzeczać głową. Rue chwycił mnie za rękę i zaciągnął do łazienki, zamknął drzwi i odwrócił się do mnie... Zaczął dotykać moje krocze przez ubranie po czym rozpiął moje spodnie i lekko zsunął razem z bielizną. Gdy zaczął dotykać mój członek zacząłem lekko drżeć. Po chwili chwycił moją dłoń i skierował ją na mój... Co raczej miało oznaczać "Ja ci tylko pomogę ale sam musisz też coś robić". Gdy już doszedłem Rue umył ręce a ja wytarłem resztki mojego nasienia...



 Rue




Chłopak nawet nie zerkał w moją stronę. Musiał być zbyt zawstydzony. Po tym, gdy przestał się "myć" stanął obok mnie i umył ręce. Delikatnie go objąłem.
-Jesteś na mnie zły?
-No... nie... ale ja, ja mam... mam mało doświadczenia w takich sprawach...
Jąkał się, nadal czerwony. Głośno westchnąłem i cmoknąłem go w policzek.
-Jeżeli mam być szczery, to także nie posiadam wiele doświadczenia z mężczyznami...
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Lekko się zaśmiałem i rozczochrałem mu włosy. Dosięgnięcie czubka jego głowy nie było trudne, w końcu dzieli nas około 20 cm, więc z łatwością mogłem się z nim droczyć.
-Izo, ile masz wzrostu?
-Huh?... 1,65...
-Woah... to od dzisiaj jesteś moim maleństwem.
-Ej! Nie nabijaj się ze mnie! Dużo japończyków ma taki wzrost! To ty jesteś poza skalą!
-To znajdź sobie kogoś, kto mieści się w skali!
Naburmuszony wyszedłem z pomieszczenia i skupiłem się na zdjęciach. Chłopak usiadł na swoim poprzednim miejscu i często zerkał na mnie. Widziałem, jak świeciły mu się oczy, prawdopodobnie przez łzy. Po sesji mogłem już normalnie się ubrać i wyjść z Izo. Przez połowę drogi milczał.
-Naprawdę chcesz ze mną zerwać?...
Jego łamiący się głos rozdzierał mi serce.
-Oczywiście, że nie, moje kochane maleństwo... nie mógłbym.
Chciałem go przytulić, ale w sekundę otoczyła mnie mała grupka dziewczyn. Odepchnęły Izo ode mnie. Od razu powiedziałem, że to nie ja jestem tym ich "idealnym, wymarzonym facetem" z okładek, musiałem skłamać. Nie dały by mi spokoju. Znów szedłem obok złotookiego. Wydawał się smutny. Po powrocie zaciągnąłem go na kanapę i zacząłem całować. Wyglądał na dość przerażonego.
-Izuś... kochanie, nie skrzywdzę cię. Jeżeli ci się to nie podoba, powiedz mi.
On jednak tylko mnie przytulił. Chuchnąłem mu na szyję, przez co przeszedł go dreszcz, a ja lekko się zaśmiałem.
-Jesteś głodny?-zapytałem i nie musiałem czekać długo na odpowiedź.
Przytaknął patrząc mi w oczy. Naszła mnie wielka ochota podotykania go, jednak wiedziałem, że nie mogłem tego zrobić. Nie teraz. Chłopak jakoś się uwolnił i poszedł do kuchni, ja zająłem się przeglądaniem katalogu z bielizną. Miałem mieć niedługo sesję z modelkami i to ja miałem wybierać im stroje. Można powiedzieć, że średnio się cieszyłem. W pewnym momencie poszedłem z czasopismem do kuchni, jedną ręką objąłem Izo, a drugą nadal przewracałem kartki.
-Musisz to oglądać przy mnie?
-A co, jesteś zazdrosny?
-Nie, ale nie mogę się skupić. Wygodniej ci będzie na kanapie.
Wiedziałem, że był w cholerę zły. Zżerała go zazdrość. Tylko wzruszyłem ramionami.
-Może i masz rację...
Położyłem się na kanapie i kontynuowałem przeglądanie bielizny. Długopisem zaznaczałem wybrane modele. W pewnym momencie zostałem pozbawiony katalogu.
-Po co to oglądasz?
-Mam sesję z modelkami i poproszono mnie, żebym zajął się wyborem strojów, oddasz mi to?
-Nie, nie chcę, żeby ktoś cię dotykał! Do tego pół nagie kobiety!
-Jesteś egoistą, Izo. To tylko głupie zdjęcia.
-"Głupie zdjęcia"? Jeżeli one będą się zachowywać jak te dziewczyny na ulicy to nie ma mowy żebyś z nimi pozował.
-Nie będą, do cholery, to profesjonalistki.
-Ta... nie wydaje mi się.
-Przyznaj w końcu, jesteś zazdrosny.
-Okej. Jestem zazdrosny, ale to chyba normalne, że nie chcę, by ktoś cię obmacywał, nie ważne, jaka to by była sytuacja.
-Będziesz wypominał mi idiotyczne zdjęcia? Co z tego, że będą mnie macać, skoro nic się nie stanie?
-Oczywiście, gdybym ja był w takiej sytuacji to byś mnie nawet z domu nie wypuścił na takie zdjęcia.
-Jestem silniejszy, to oczywiste, ale i tak nie mam się co martwić, jesteś zbyt uroczy.
-Wybór strojów chyba nie należy do przywilejów modela.
-No i? Nie jestem takim mega modelem, więc mogę je wybrać. Z resztą, oni dali by bardziej wyzywające. Oddaj mi ten magazyn.
Złapałem Izo i wyrwałem mu z rąk rzecz.
-Rue, nie chcę, żebyś brał w tym udziału... nie możesz pozować sam?
-Tak się składa, że za te zdjęcia dostanę dużo pieniędzy.
-Jeszcze wczoraj mówiłeś, że nie chcesz pracować jako model!
W końcu się zdenerwowałem, gdy podniósł głos i wstałem.
-Robię to dla ciebie idioto! Chciałbym wynająć mieszkanie, żeby potem nie martwić się o opłacanie go!
-Mieszkanie?...
Chłopak widocznie się uspokoił, ja? Nie.
-Żebyś wiedział! Chciałem z tobą zamieszkać, dlatego się na to godziłem! Myślisz, że do śmiechu mi, jak muszę się rozbierać?!
Chłopak wyglądał na zmieszanego. Zdenerwowany ubrałem się i wyszedłem z głośnym trzaskiem. Dopiero po około trzech godzinach postanowiłem wrócić. Chłopak siedział w salonie z walizką. Gdy mnie zobaczył, wstał.
-Przepraszam, że jestem taki beznadziejny... nie będę ci już zawracał głowy...
Nie drgnąłem. Usłyszałem tylko dźwięk zamykanych drzwi, a potem próbowałem bezskutecznie zasnąć. Znów minęło kilka godzin, a ja postanowiłem "pójść" do Izo. Martwiłem się o niego. Naprawdę bardzo się martwiłem. Szybko przeteleportowałem się do jego pokoju i delikatnie go objąłem. Siedział na łóżku i płakał.
-R...Rue?...
Jego głos mnie załamywał. Bardzo, bardzo go kochałem i pozwoliłem odejść?...
-Kochanie, wróć... proszę... Przepraszam cię, powinienem powiedzieć ci wcześniej...

piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 4

Izo

Rozumiem że Rue może być wściekły o to co zrobili jego rodzice, mimo wszystko to rodzina i przyszła go przeprosić za wszystko... W sumie nie powinienem się wypowiadać na ten temat, nie mam pojęcia co się przytrafiło Rue i nie wiem co przeszedł... Rue zaczął robić jajecznice gdy naglę do kuchni wpadł Kai i się wtulił w chłopaka... Skojarzyło mi się to trochę z zachowaniem Fumi tyle że Kai wygląda na starszego od mojej siostry... Właśnie skoro ja jestem aniołem to znaczy że Fumi też? W pewnym momencie do Kuchni wszedł również ojciec Rue, ten prawdziwy. Chciał porozmawiać z Rue ale ten go całkowicie zignorował i udawał że go nie słyszy. Wzrok mężczyzny naglę zatrzymał się na mnie i zaczął mi się dziwnie przyglądać... Poczułem się dosyć nieswojo. Po chwili bez żadnego słowa wyszedł. Po jakimś czasie chłopak podał mi talerz, Usiedliśmy przy stole
- Braciszku, nie zrobisz też dla mnie? - Kai spytał patrząc na niego proszącymi oczkami
- Nie ma mowy, nie będę ci usługiwał, jak chcesz to sam sobie zrób
- Ale ja nie umiem obsługiwać ludzkich sprzętów
- Nie obchodzi mnie to - burknął...
- Mogę ci dać połowę mojej Kai, chcesz?
- Oh, dziękuję - odparł na co Rue na mnie popatrzył z wyrzutem jakbym coś zrobił złego. Po zjedzonym śniadaniu Rue oznajmił że pójdzie sprawdzić czy moje ubrania już wyschły, w taki sposób zostałem sam z Kai w salonie - Kim ty jesteś dla braciszka?
- E... Etto... Jakby to powiedzieć - nie sądziłem że od razu zada takie pytanie
- Jesteście razem?
- No... Tak... Ale dopiero od... - nie zdążyłem dokończyć gdyż Kai mi przerwał
- Masz go zostawić...
- Słucham?
- Masz problem ze słuchem? Masz go zostawić, narobisz mu tylko kłopotów...
- Jeszcze chwilę temu byłeś milszy
- No bo braciszek był obok, muszę zrobić wszystko żeby zmienił o mnie zdanie a ty mi tylko będziesz przeszkadzał - oznajmił, nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Nie wiedziałem że anioły są takie wredne. Po chwili wrócił Rue z moimi ubraniami i mi je podał
- Dziękuję
- Twoi rodzice się pewnie zaniepokoili jak zobaczyli że nie ma cię w pokoju
- Taaa... Przebiorę się i wrócę do siebie - powiedziałem po czym skierowałem się w stronę łazienki gdzie się przebrałem... Gdy już ubierałem buty w przedsionku i miałem już wyjść Rue mnie zatrzymał, zbliżył się do mnie i pocałował
- Hę? - mruknąłem cały czerwony
- Pocałunek "na do widzenia". Podobno pary tak robią...
- N...No tak...
- Widzimy się jutro w szkole - przytaknąłem. Pożegnałem się z nim i wróciłem do swojego domu
- Oh, Izo już jesteś... Czemu nic nie mówiłeś że idziesz nocować u sąsiadów - moja matka złapała mnie od razu przy wejściu ale nie wydawała się być zła
- Skąd o tym wiesz
- Nomi do mnie dzwoniła - oznajmiła... No tak mogłem się domyślić - Jadłeś już śniadanie?
- Tak, przed chwilą
- Dobrze... Za kare że nic nie mówiłeś pozmywasz naczynia - niechętnie przytaknąłem i poszedłem od razu do kuchni... Zacząłem myć naczynia gdy naglę do kuchni wpadła Fumi
- Onii-chan ma skrzydełka! Ja też chcę! - krzyknęła ze zdumieniem w głosie... Co?! Znowu się pojawiły? Do kuchni naglę też weszła matka, wygląda na to że była zaskoczona... Powiedziała że jak skończę to chce ze mną porozmawiać. Gdy zmyłem ostatni talerz poszedłem do salonu gdzie siedziała mama, Fumi poszła bawić się w swoim pokoju a ojca nie było w domu bo mama go wysłała po coś do sklepu
- Kiedy ci się pojawiły?
- Wczoraj wieczorem... O co z tym chodzi? Czemu je mam... Czy ty i tata...?
- Chciałam o tym z tobą porozmawiać dopiero jak będzie to konieczne... Nie sądziłam że pojawią ci się skrzydła ale skoro tak się stało nie mogę zatajać prawdy... Bo wiesz że ożeniłam się z ojcem po tym jak się urodziłeś... Ale ten mężczyzna który cię wychowywał nie jest twoim biologicznym ojcem. Twoim ojcem jest anioł z którym się spotkałam zanim spotkałam Kijo. Mieliśmy romans i zaszłam w ciążę... Aniołowie jednak mają zakaz łączenia się w pary z ludźmi przez co nie mógł zostać przy nas, jak się dowiedziała o tym rada, zdetronizowali go do najniższej rangi i zabronili kontaktu ze mną. Powiedział mi o tym gdy ostatni raz go widziałam. Powiedział że jeżeli okażesz się pół aniołem będziesz miał szansę się z nim zobaczyć ale do tego czasu... Zauważyłeś że w naszej rodzinie nie ma nikogo o złotych oczach... Właśnie to jedno oko odziedziczyłeś po swoim ojcu, jest identyczne... Przez co nie mogłam o nim zapomnieć mimo że mnie o to prosił
- A... Jak ma na imię mój ojciec...? - spytałem niepewnie
- Wiem że może to zabrzmieć niewiarygodnie ale... Sam Uriel... Dlatego że był Archaniołem jego czyn był karany o wiele gorzej niż zazwyczaj przy innych aniołach. Mówił że za karę Michał pozbawił go jednego skrzydła i tytułu Archanioła
- Nie sądziłem że aniołowie mogą być tak okrutni
- Cóż. Pomijając te różne informacje o aniołach w Pismach Świętych, aniołowie są bardzo podobni do ludzi
- A co się stanie jeżeli... Anioł pragnie czyjejś śmieci?
- Nie jestem do końca pewna ale... Gdy anioł pragnie "złych" rzeczy właśnie tego typu powoli staje się upadłym aniołem... Innymi słowy demonem
- A... Czy jeżeli ktoś się stanie demonem... Może z powrotem stać się aniołem?
- Tego to już nie wiem... Czemu pytasz
- Bez powodu... A Jak mógłbym się spotkać z moim prawdziwym ojcem?
- Też tego niestety nie wiem - musiałem się zadowolić na razie takimi informacjami. Przebrałem się w inne ubrania i po południu wyszedłem do ogrodu... Nie długo po mnie również na zewnątrz wyszedł Rue
- Co się stało? - spytałem podchodząc do żywopłotu
- Nie wytrzymam już z nim
- Minęły jakieś 4 godziny
- Mimo wszystko, on jest nieznośny i cały czas za mną łazi - powiedział wkurzony próbując się uspokoić - Znowu ci się skrzydła pojawiły... Pytałeś o to rodziców? - spytał na co przytaknąłem
- Okazało się że "mój ojciec" nie jest moim ojcem... Tylko były Archanioł Uriel, brzmi to dosyć niedorzecznie ale...
- Musiało mu się za to oberwać... Chciałbyś się z nim zobaczyć
- No... Tak ale nie wiem jak to zrobić
- Mogę cię tam zabrać
- Naprawdę?
- Pewnie, nie ma żadnego problemu... Tylko musimy się teleportować szybko zanim Kai się zorientuje gdzie jestem - powiedział po czym chwycił moje ręce - zamknij oczy i spróbuj się skoncentrować - oznajmił na  co przytaknąłem. Zrobiłem jak powiedział chłopak, gdy otworzyłem oczy byliśmy już na jakiejś ulicy tyle że wszystko wokół było bardzo jasne. Rue zaczął mnie gdzieś ciągnąć... Zorientowałem się że Rue w te chwili również ma skrzydła tyle że tym razem jakby 3 pary. W pewnym momencie weszliśmy do jakiegoś budynku w którym korytarz wyglądało jak w jakimś urzędzie tylko że praktycznie wszystko było niebiesko białe i było strasznie pusto... Rue po chwili zapukał do jednych z drzwi na którym było coś napisane coś w jakimś dziwnym alfabetem
- Proszę - usłyszeliśmy męski głos... Trochę się stresowałem przed wejście ale w końcu Rue otworzył drzwi... Przy wielkim biurku z masą papierów siedział młodo wyglądający mężczyzna o brązowych włosach i złotych oczach... Po jednej stronie miał dwa skrzydła a po drugiej trzy... Wygląda na to że to on. Mężczyzna podniósł głowę i uśmiechnął się
- Przyprowadziłem Pańskiego syna. Chciał się z Panem zobaczyć - oznajmił. Uriel wstał, podszedł do mnie i mnie objął
- Wybacz mi... Że nie mogłem być przy tobie i Mai
- To nie była twoja wina... Mama mi mówiła że takie macie zasady
- Są bardzo rygorystyczne... Gdy zostałem zdetronizowany starałem się zostać stróżem waszej rodziny ale Michał trzymał mnie na tak "krótkiej smyczy" że nie mogłem opuścić nieba ani razu od tych 17 lat... Cieszę się że mogę cię zobaczyć Izo... Tak masz na imię, prawda? Twoja matka bardzo lubiła to imię - spytał na co przytaknąłem, po chwili jego wzrok przeniósł się na Rue, wyglądało na to że nie przeszkadzały mu jego czarne skrzydła - Jesteś przyjacielem Izo? - spytał na co Rue przytaknął... Może lepiej przy byłym Archaniele na dodatek moim ojcu nie wspominać na razie o tym że jesteśmy razem... Uriel podszedł do jakieś szafki i wyciągnął z niej coś na kształt peleryny i podał ją Rue - Mimo że dużo aniołów w okolicy się nie kręci lepiej żebyś zakrył swoje skrzydła dla własnego bezpieczeństwa
- Dziękuję - odparł i wziął od niego "szatę". Naglę do pomieszczenia bez ostrzeżenia wszedł anioł z trzema parami skrzydeł, długich blond włosach i błękitnych oczach
- Wyczuwałem że jest tu coś nie tak... Proszę, proszę, kogo my tu mamy - powiedział patrząc na mnie - Dwie pary skrzydeł, mieszaniec... Złote oko... Bękart z grzechu Archanioła poczęty, na dodatek z duchem nieczystym się brata... Zachciało ci się ziemskiej kobiety Urielu... Demony wstępu nie mają do Królestwa Niebieskiego - powiedział i w ręce pojawił mu się ognisty miecz skierowany w stronę Reue
- Dosyć Michale! Dusza tego młodzieńca nie jest całkowicie zniszczona, a twoim zadaniem jest tylko dobywanie miecza na dusze potępione... Aniołowie mają potępiać grzech ale również dawanie szansy na nawrócenie
- Zamilcz! Może byłeś kiedyś Archaniołem skruchy i pokuty ale teraz twoje słowa nie mają najmniejszego znaczenia... Chcesz stracić kolejne skrzydło? Jeżeli nie to mi nie przeszkadzaj
- Zostaw go nic przecież złego nie zrobił - musiałem się wtrącić jak idiota
- Twoje słowa są tym bardziej nie znaczące mieszańcu - powiedział już się zamachnął ale gdy tylko uderzył ostrzem miecza w ramię Rue tylko lekko go drasnęło a peleryna mu spadła. Michała odrzuciło na około 2 metry do tyłu a na twarzy Rue pojawiły się te znaki które widziałem wczoraj - Bariera? To znak Airii, jesteś jej potomkiem? - Rue w ogóle się nie odzywał tylko stał bez słowa - Idziesz ze mną demonie - powiedział podchodząc do niego
- Michale co masz zamiar zrobić...
- Jak tak strasznie się obawiasz możesz iść z nami... Chcę go zaprowadzić do Metatrona
- Po co?
- Niech cię to nie interesuje Urielu - Rue nawet się nie opierał tylko grzecznie podążał za Michałem aż dotarliśmy do jakiejś pustej sali - Metatronie, mam do ciebie sprawę - krzyknął i tuż przed nim pojawił się mężczyzna z krótkimi czarnymi włosami i białymi oczami
- Proszę, proszę. Nie często tu przychodzisz Michale. Jaka ważna sprawa cie tu sprowadza
- Jako ostatni Serafin potrafisz zdejmować blokady... - Powiedział spoglądając na Rue
- Rozumiem chcesz zdjąć blokadę ochrony z tego młodzieńca?
- Dokładnie... Zrób to byle szybko, nie mam całego dnia...
- Cóż... Nie... - powiedział jak gdyby nigdy nic na dodatek z uśmiechem
- Śmiesz mi się sprzeciwiać jestem od ciebie wyżej. Poza tym komu zawdzięczasz swoje stanowisko
- Jeżeli zdejmę z chłopaka barierę źgniesz go tym swoim ognistym mieczykiem... A tak się składa że nie mam zamiaru tracić kolejnego serafina po tym jak wykopałeś Airi, jego matkę. Widzę że dobrze ubezpieczyła synka przed tobą. Nawet nie myśl że zmienię swoje zdanie
- Nikogo już nie interesują nasze święte zasady?! Uriel zrobił bękarta, ty chcesz przyjąć do serafinów demona...
- I co chcesz z tym zrobić? Reszta Archaniołów prawdopodobnie będą mieli zdanie takie jak nasze - odpowiedział Metatron po czym Michał z dość nie zadowoloną miną wyszedł...


Rue


Nieprzyjemny facet. Do tego wyglądał dość przerażająco, mimo odrobinę okrągłej twarzy. Roztaczał jakby aurę wrogości. Szczególnie do mnie. Nigdy nikogo nie zamordowałem. Co mu to, do cholery przeszkadzało? A jeśli chodzi o Metatrona to... wyglądał dziecinnie... bardzo dziecinnie. Mimo iż był wyżej w rankingu. Zazwyczaj musiałem sam siebie bronić, więc to, gdy nie chciał pomóc... Michałowi mnie nieco zaskoczyło. Większość "ludzi" poluje na moje życie. Nigdy nic nie zrobiłem, więc nie rozumiem, dlaczego tak jest. Udawało mi się jednak ich unikać, więc nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Radziłem sobie i radzić sobie będę, ale nie wiedzieć czemu miałem poczucie, że muszę chronić Izo. Tak po prostu. Bałem się odrobinę. Nigdy nie musiałem się o kogoś troszczyć. Po około pięciu minutach pozwolono nam zejść na ziemię. Metatron był w miarę okej, czego nie mogłem powiedzieć o Michale. Przypominał mi biologicznego ojca. w jego wzroku było coś z obojętności. Pozwolono nam po chwili wrócić na ziemię. Jeśli mam być szczery, wolałbym żyć jako zwykły człowiek i umrzeć. Niebo, piekło, czyściec. Co za różnica? Moim zdaniem śmierć to śmierć. Mimo, iż wiem, że istnieje coś takiego jak życie wieczne, to i tak nie chciałbym trafić do żadnego z wymienionych wcześniej miejsc. Wolałbym być sam. Na wieczność, ale teraz... pojawił się Izo. Najchętniej, zakończyłbym swoje życie. Teraz. W tym momencie.
-Moich rodziców nie ma... mógłbym poczekać na nich u ciebie?
Ach, no tak. Zapomniałem. Chociaż czy da się zapomnieć o kimś kogo wydaje się, że jest ważny? Nie wiedziałem o tym. Nie chcę się przekonywać. Nie chcę wiedzieć, jak to jest cierpieć po odejściu takiej osoby. Już nie. Miałem kiedyś chłopaka. W gimnazjum. Przez problemy rodzinne popełnił samobójstwo. Był człowiekiem, i wiem, że teraz jest w niebie i mogę się z nim spotkać, ale po co? Jego już nie ma. Choroba nie dawała mu żyć, tak jak mnie z resztą. Dwa różne nowotwory. On miał raka mózgu, a ja płuc, z przerzutami na serce. Mitotoshii uśmiechał się jednak dużo częściej ode mnie. Był radośniejszy. Mimo to on musiał odejść. On, nie ja. Myślę, że go kochałem, ponieważ płakałem po tym, jak usłyszałem głośny pisk maszyny, nadzorującej pracę jego serca. Biło wolno, ale dla mnie. Tylko ja mu zostałem. Zachowywałem się egoistycznie. Tylko ja chciałem przy nim być, rozmawiać z nim, a on nic do tego nie miał. Doskonale pamiętam, jak płakał. Nałykał się jakiegoś dziadostwa, nie mówiąc nikomu, ja także nie mogłem. Obiecałem mu. Pod koniec, gdy już znacząco słabł, zapytał, czy spotkam się z nim w niebie. Był dobrym człowiekiem. Pomagał komu mógł. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, a po szeptałem "tak, czekaj na mnie, proszę". Dzisiaj była rocznica jego śmierci, trzecia dokładniej. Wolałem spędzić ją sam. Oglądając nasze zdjęcia.
-Jasne, nie ma problemu.
W duchu przepraszałem Mito. Po około 20 minutach już siedziałem w salonie z Izo. Widocznie przybity.
-R...Rue?... Coś się stało? Wyglądasz na smutnego...
Uśmiechnąłem się.
-3 lata temu zmarł ktoś dla mnie ważny. Nawet bardzo ważny.
Chłopak lekko mnie przytulił. Był taki ciepły i delikatny. Objąłem go ramieniem i cmoknąłem w czoło. Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma. Mito także takie miał, pełne miłości, lekkiej niepewności, nadziei... do tego błyszczały. Jakby było w nich milion gwiazd, a nawet i więcej. Uh, nie ma to jak wspominać zmarłego...
-Wiem, że... że nie powinienem... nie powinienem pytać... ale, jaki... jaki był...?
-Pogodny, opiekuńczy, przyjacielski, zawsze uśmiechnięty, śmiał się w cholerę głośno, nie pokazywał łez, strachu. Ciągle się martwił. Nie mówiłem ci, ale mam nowotwór. W rodzinie mam parę ludzi, więc mogę zachorować na ludzkie choroby a także przez nie umrzeć, jak ty. Mito ciągle do mnie biegł, gdy dowiadywał się o moich omdleniach, operacjach a także po tym, jak tracił pamięć "zakochiwał się we mnie od nowa". Naprawdę mi go brakuje, bo był moim przyjacielem i można powiedzieć kochankiem, chociaż ten drugi aspekt kończył się na jednym. Całowaniu się po tym, jak lekarze oszacowali nasze szanse. Jego były bliskie zeru...