środa, 9 listopada 2016

Rozdział 5

Izo

Wsłuchiwałem się w to co mówił Rue... Gdy tylko powiedział o tym że ma nowotwór to coś mnie w środku ścisnęło
- A co z tobą?
- Lekarze mi powiedzieli że mam około 60% szans na wyzdrowienie... Z resztą przez ostatni czas nie rozwijał się... Być może to przez to że jestem demonem... Ale będę musiał w najbliższym czasie powtórzyć badania
- W każdym razie... Ten Mito... Kochałeś go? - Nawet nie wiem czemu o to spytałem
- Tak - odpowiedział po chwili przytaknąłem tylko po czym Rue mocniej mnie objął - Nie rób takiej miny... Nie powiedziałem że nie kocham ciebie - powiedział a ja przytaknąłem ponownie... Myśl o tym że może umrzeć praktycznie w każdej chwili mnie przerażała... Co z nim stanie się po śmierci? To co mogłem w tej chwili zrobić to tylko mocniej wtulić się w chłopaka. Resztę wieczoru spędziliśmy razem potem wrócił do swojego domu... Dziwnie się czułem jak opowiadał mi o Mito... Znaczy, to oczywiste że kogoś tam miał w przeszłości ale on powiedział że go kochał a praktycznie rozstali się przez śmierć... Czyli, jeżeli on by w tedy nie umarł, Rue nadal by był z nim? Prawdopodobnie wszystko by wyglądało inaczej... Jeszcze jak zaczął mówić o swojej chorobie... Nie mogę przestać o tym myśleć... Co się z nim stanie jeżeli umrze? Czy anioły czy demony po śmierci znikają czy w jakiś sposób się odradzają? Za dużo jak na den dzień się wydarzyło... Poszedłem do łóżka dosyć wcześnie bo odrobinę bolała mnie głowa... Rano idąc do szkoły poczekałem na chłopaka przed jego domem i razem poszliśmy dalej. Kevina dziś nie było, no i całe szczęście... Nie miałem zamiaru znosić jego namolności... Po lekcjach musiałem jeszcze zostać na zajęciach dodatkowych bo mam małe problemy z chemią, tak więc pożegnałem się z Rue który już poszedł do domu... Gdy tylko mogłem w końcu wyjść, mama napisała mi żebym odebrał Fumi z podstawówki... Przynajmniej szkoła ta była po drodze... Siostra czekała w tłumie przed wejściem, lecz jak tylko mnie zauważyła podbiegła z uśmiechem na twarzy... Wracając zaczęła mi opowiadać różne rzeczy które się zdarzyły u niej w szkole... W pewnym momencie ujrzałem Rue
- Rue-san! Cześć! - Krzyknęła Fumi na co chłopak szybko się obrócił i zatrzymał
- Dopiero wracasz do domu?
- Taaa... Byłem odebrać zdjęcia
- Zdjęcia?
- Ostatnio jakiś facet na ulicy mnie zatrzymał i zaproponował jednorazową sesję zdjęciową do jakiegoś magazynu... Kazał mi przyjść po zdjęcia... Nie chciałem ich ale się upierał więc poszedłem dla świętego spokoju... Chcesz? - spytał wręczając mi parę zdjęć
- Ja też chcę! - wtrąciła się Fumi. Rue się lekko uśmiechnął, wybrał parę zdjęć i dał je mojej siostrze... Na nich Rue był normalnie ubrany za to w mojej ręce zostały same zdjęcia na których jest "półnagi". Zarumieniłem się lekko i spojrzałem na Rue
- Na pewno nie chcesz ich z powrotem?
- Nie... Weź je - powiedział spokojnie... Czemu mi wręcza takie zdjęcia... Czy on to robi specjalnie? Żebym się czerwienił?
- Nii-san nie lubi jak mu się robi zdjęcia
- Po prostu uważam że nie wychodzę dobrze na zdjęciach - powiedziałem po czym Rue wyciągnął telefon i zrobił mi zdjęcie - Po co ci...
- Nowa tapeta
- Czemu chcesz tapete ze mną? - zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony
- Bo jesteś słodki - powiedział na co już całkowicie moja twarz była czerwona jak burak - Tak w ogóle dowiedziałem się że dziś ja i moi "rodzice" jesteśmy u was na kolacji
- Rzeczywiście chyba mama coś wspominała... - Zaczęliśmy razem wracać... Zdjęcia włożyłem do torby, te które trzymała Fumi również... Gdy tylko przekroczyłem próg domu matka zawołała mnie żebym pomógł jej w przygotowywaniu obiadu. Tylko się przebrałem i zszedłem na dół do kuchni... Nie było przy tym dużo roboty
- Za chwilę przyjdą, przebierz się. W szafie powiesiłam ci garnitur
- Bez przesady, to tylko kolacja z sąsiadami
- Nie kłóć się ze mną - na tym zdaniu skończyła się dyskusja i poszedłem grzecznie się przebrać. Kończyłem już wiązać krawat jak usłyszałem dzwonek do drzwi... Zszedłem jeszcze poprawiając lekko krawat. Z tego co widziałem to Rue też był ubrany w garnitur. Wszyscy usiedliśmy przy stole i zaczęły się rozmowy głównie naszych rodziców. Po chwili mama poszła do kuchni i przyniosła obiad... Nadal rozmowy prowadzili tylko nasi rodzice
- A co sądzicie o homoseksualistach? - naglę zapytała kobieta... Nie powiem trochę mnie zatkało... Takie pytanie przy kolacji.
- Jestem bardzo tolerancyjna. Nic nie mam do tego że ktoś jest gejem czy lezbijką - odpowiedziała matka
- Ja też nie. Mam nawet znajomych o innej orientacji - dodał ojczym. Nie powiem to było trochę dziwne pytanie, lecz po chwili temat znowu się zmienił
- To teraz Rue-san będziesz modelem? - Fumi postanowiła się naglę włączyć
- Modelem? Rue o co chodzi? - spytała "matka" Rue, widocznie nic nie wiedziała o tej sesji
- To tylko jednorazowa sesja, nie mam zamiaru zostawać modelem
- Czemu? Te zdjęcia były bardzo ładne. Prawda Izo?
- Hę? A zdjęcia... Etto... Tak były spoko - dlaczego tak naglę spanikowałem. Po pewnym momencie plecy zaczęły mnie okropnie boleć... Przeprosiłem wszystkich i poszedłem do łazienki. Jak tylko wszedłem do pomieszczenia i zamknąłem drzwi pojawiły mi się te maleńkie skrzydełka. Zacząłem lekko panikować bo nie potrafiłem jeszcze chować swoich skrzydeł a nie wiem czy "rodzice" Rue wiedzą o takich rzeczach, w sumie Rue jest jakby demonem więc chyba powinni wiedzieć... Mimo wszystko wolałem nie ryzykować i zostałem w łazience nerwowo patrząc się w lustro. Naglę usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - To był głos Rue, który z jakiegoś powodu w pewnym stopniu mnie uspokoił
- T...Tak, możesz - odparłem po czym do pomieszczenia wszedł Rue. Widział sam co się stało więc nie musiałem nic tłumaczyć. Chłopak do mnie podszedł, chwycił mnie w tali po czym jedną ręką uciskał moje plecy w różnych miejscach po czym moje skrzydła zniknęły - Jak ty to zrobiłeś
- Tajemnica - powiedział lekko uśmiechając. Zapatrzyłem się chwilę za długo na niego po czym zorientowałem się że po prostu stoję i się na niego gapię więc odwróciłem wzrok lekko się rumieniąc
- Może już powinniśmy wracać do stołu - zaproponowałem na co Rue przytaknął. Po powrocie usiedliśmy na swoich miejscach, Przez resztę wieczoru nadal się nie odzywałem tylko czasami spoglądałem na Rue. Po kolacji moja matka poruszyła temat tego że jutro z samego rana wyjeżdżają jako opiekunowi Fumi na jej tygodniową wycieczkę klasową. W pewnym momencie spytała się "matki" Rue czy mogę przez ten czas u nich mieszkać...  Trochę mnie zamurowało bo nie miałem pojęcia o tym że prawdopodobnie będę mieszkał przez tydzień u sąsiadów
- Oczywiście nie ma problemu
- Dziękuję. Wiesz, Izo umie sam gotować i nie jest rozrzutny ale jednak byłabym spokojniejsza
- Rozumiem - odparła z uśmiechem. Po jakiejś chwili poszedłem się przebrać i spakować rzeczy do walizki, w sumie jak czegoś zapomnę to mogę zawsze wrócić się do domu bo w końcu to tylko dom obok. Zszedłem na dół z bagażem gdzie w przed pokoju goście już zaczęli się zbierać, ja również zacząłem ubierać buty
- Aha i jeszcze jedno... Izo dopiero niedawno zaczęły wyrzynać się skrzydła więc mogą mu się niekontrolowanie pojawiać
- Nic nie szkodzi. Rue miał podobnie jak był młodszy - pożegnali się i wyszedłem razem z nimi. Po przekroczeniu progu i ściągnięciu butów czekałem z boku trzymając za uchwyt walizki. Naglę zabrzmiał dźwięk telefonu który kobieta szybko odebrała
- Słucham...? Teraz...? Za dwie godziny? Nikt nas nie uprzedził... Dobrze, rozumiem. Do widzenia- rozłączyła się
- Kto to był? - zapytał mężczyzna
- Nasz szef... Hiro i Shuzo się rozchorowali i oznajmił nam że musimy być za nich na delegacji... Mamy za dwie godziny być na dworcu.. Zbierz wszystko co potrzebne, ja spakuje parę rzeczy i musimy jechać... Rue zostawię ci trochę pieniędzy w razie czego na zakupy - Chłopak tylko przytaknął. Jego "rodzice" zaczęli się zbierać a Rue mnie zaprowadził do "mojego pokoju"
- Dziękuję
- Nie ma za co. Czuj się jak u siebie - powiedział po czym gdzieś poszedł a ja zacząłem się rozpakowywać. Opiekunowie Rue już dawno pojechali jak za oknem rozpętała się burza... Przy głośniejszym grzmocie aż lekko podskoczyłem - Boisz się burzy? - w pokoju pojawił się Rue nawet nie mam pojęcia kiedy wszedł do pokoju
- O...Odrobinę... Mam tak od dzieciństwa, nie do końca pamiętam dlaczego - oznajmiłem po czym ponownie zagrzmiało a ja ponownie się wzdrygnąłem. Rue lekko westchnął ale również się uśmiechając
- Więc będę dziś z tobą spał - oznajmił jak gdyby nigdy nic
- C...Co?
- Jak tak reagujesz to pewnie nie zaśniesz sam więc będę z tobą dziś spał - wyjaśnił. Nie do że mi jego bliskość przeszkadza ale jesteśmy razem tak krótko a on chce już ze mną spać w jednym łóżku?
- P...Pójdę wziąć prysznic - powiedziałem biorąc rzeczy na przebranie i ręcznik. Gdy chciałem wyjść zagapiłem się odrobinę na Rue i wlazłem w ścianę na co chłopak lekko się zaśmiał
- Jeżeli jeszcze raz na coś wpadniesz po drodze to pójdę razem z tobą żebyś aby się nie przewrócił pod prysznicem
- D...Dam radę -powiedziałem oblewając się cały rumieńcem. Doszedłem do łazienki już bez wpada na nic i zacząłem brać prysznic, tyle że przez tą cholerną burzę kolejny grzmot mnie przestraszył i przez śliską powierzchnię poślizgnąłem się i upadłem
- Wszystko w porządku usłyszałem hałas? - usłyszałem głos Rue zza drzwi
- T...Tak, wszystko w porządku. Nic mi nie jest - odparłem i się podniosłem. Postanowiłem szybciej skończyć prysznic zanim sobie coś połamię albo się zabiję. Po przebraniu się w "piżamę" , a raczej stary podkoszulek i luźne dresowe spodnie w których zwykle śpię, wróciłem do pokoju gdzie Rue już leżał na łóżku. Włożyłem tamte ubrania do szafki, zgasiłem światło i położyłem się tuż obok chłopaka. Rue w pewnym momencie mnie objął i lekko przytulił do siebie. Starałem się zasnąć ale przez pogodę za oknem nie dawałem rady... Spojrzałem na twarz Rue, miał zamknięte oczy więc prawdopodobnie już spał... W pewnym momencie ponownie zagrzmiało, tym razem najgłośniej ze wszystkich poprzednich. Przestraszony wtuliłem się w Rue
- Zachowujesz się trochę jak dziecko
- Przepraszam, obudziłem cię?
- Nie spałem... Wolałem poczekać aż ty zaśniesz
- Nie przejmuj się mną... tylko się przeze mnie nie wyśpisz
- No i co z tego... Jutro jest weekend więc mogę trochę dłużej spać - powiedział lekko ziewając... Ponownie rozległ się jeszcze głośniejszy grzmot
- Dlaczego to musi robić się coraz głośniejsze - Rue westchnął ale również się lekko uśmiechnął. Ponownie mnie do siebie wtulił ty razem odrobinę mocniej... Moja głowa była na poziomi jego klatki piersiowej. Po chwili się uspokoiłem... Nie słyszałem już nic, ani grzmotów, ani deszczu za oknem, tylko bicie jego serca. Przez to udało mi się również dosyć szybko zasnąć... Rano obudziłem się wcześniej niż Rue ale nie mogłem wstać bo cały czas leżałem w jego ramionach. Nie to że mi to przeszkadzało, tylko nie mogłem się ruszyć nawet na milimetr. Mimo wszystko nawet miło było leżeć tuż obok niego i patrzeć na jego spokojną śpiącą twarz... Po chwili Rue się również obudził i spojrzał na mnie po czym mnie pocałował w czoło
- Jak spałeś? - spytał po chwili
- D...Dobrze... Nie przeszkadzałem ci w nocy? To znaczy podobno się wiercę a leżałem prawie że na tobie
- Nie wierciłeś się... Ale za to mówiłeś moje imię przez sen - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem a ja się lekko zaczerwieniłem
- M...Może zrobię śniadanie... Co chciałbyś zjeść - nie wiem czemu zmieniłem temat... Strasznie się zawstydziłem nawet nie wiem dokładnie z jakiego powodu
- Obojętne...
- Może naleśniki?
- Mogą być tylko bez żadnych słodkich dodatków... Nie przepadam za słodyczami... Ale ciebie mógłbym "zjeść" z przyjemnością - po tym tekście już cały zrobiłem się czerwony... On to robi specjalnie, czy co? Szedłem na dół i zacząłem robić śniadanie... Rue jeszcze poszedł po prysznic i do jadalni wszedł praktycznie w tej samej chwili jak skończyłem... Rue zjadł dosyć szybko w porównaniu do mnie mimo że miałem mniejszą porcję - Dzisiaj też mam sesję zdjęciową... Strasznie nalegał żebym się zgodził ... Chcesz iść ze mną?
- M...Mogę ?
- Chyba nie powinien mieć nic przeciwko jeżeli byś tylko siedział i się patrzył - zgodziłem się bez dłuższego zastanawiania się... Po południu wyszedłem razem z Rue... Studio nie było dość nie daleko więc po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu. W pomieszczeniu znajdował się już chłopak z długimi, ciemnymi blond włosami i szarymi oczami
- Jesteś już Rue... Cieszę się że przyjąłeś ofertę. Mój szef był zachwycony twoimi zdjęciami - Dopiero po chwili zauważył mnie - To twój młodszy brat?
- A wyglądamy podobnie?
- Właśnie nie ale wolałem się spytać
- Nie będzie przeszkadzał?
- Jasne że nie... Jestem Iso Toma
- Shige Izo...
- W każdym razie Rue, w "garderobie" masz ubrania w których będziesz pozował - oznajmił po czym białowłosy skierował się do pomieszczenia - Pomożesz mi porozstawiać światła?
- Jasne... - nie były jakoś szczególnie ciężkie ale do lekkich też nie należały... Gdy skończyłem mu pomagać usiadłem gdzieś z tyłu. Po pewnym czasie Rue wyszedł z przebieralni w jakiś markowych ciuchach... Toma porobił mu parę zdjęć, wszystko było okej do puki Rue nie miał się przebrać w strój nr 2. Z przebieralni wyszedł praktycznie w samych spodniach i jakiś butach, z jakiegoś powodu nie mogłem przestać się na niego patrzeć
- Możesz zdjąć okulary? - powiedział Toma po zrobieniu paru zdjęć
- Słabo bez nich widzę...
- Nie szkodzi... Wystarczy że będziesz "pozował i ładnie wyglądał" - Rue wyglądał jakby niechętnie je zdejmował ale bez okularów wygląda jeszcze bardziej przystojniej... Nie mogłem oderwać od niego wzroku... W pewnym momencie poczułem jakby coś ciekło mi z nosa, gdy przetarłem lekko dłonią okazało się że to krew... Zaczerwieniony szybko zasłoniłem nos dłonią... Jakby tego było mało to jeszcze dostałem wzwodu... Czy coś jest ze mną nie tak? Dostać erekcji i nose bleedu od zwykłego patrzenia się na jego klatę? Spojrzałem dyskretnie w stronę Rue... Uśmiechał się ale próbował to ukryć... Czy on mnie widzi? Przecież przed chwilą powiedział że ma kiepski wzrok bez okularów - Cholera, zabrakło miejsca na karcie... Musze przegrać kilka rzeczy na komputer masz przerwę - Toma opuścił pomieszczenie po czym Rue skierował się w moją stronę i usiadł obok mnie. Udało mi się uprzednio wytrzeć nos chusteczką ale erekcja została co starałem się ukryć naciągając bluzkę
- Wiesz że to i tak widać - powiedział z lekkim uśmiechem - Chodź do łazienki
- R... Razem?
- No tak... No chyba że chcesz się tego "pozbyć" sam - zacząłem nerwowo zaprzeczać głową. Rue chwycił mnie za rękę i zaciągnął do łazienki, zamknął drzwi i odwrócił się do mnie... Zaczął dotykać moje krocze przez ubranie po czym rozpiął moje spodnie i lekko zsunął razem z bielizną. Gdy zaczął dotykać mój członek zacząłem lekko drżeć. Po chwili chwycił moją dłoń i skierował ją na mój... Co raczej miało oznaczać "Ja ci tylko pomogę ale sam musisz też coś robić". Gdy już doszedłem Rue umył ręce a ja wytarłem resztki mojego nasienia...



 Rue




Chłopak nawet nie zerkał w moją stronę. Musiał być zbyt zawstydzony. Po tym, gdy przestał się "myć" stanął obok mnie i umył ręce. Delikatnie go objąłem.
-Jesteś na mnie zły?
-No... nie... ale ja, ja mam... mam mało doświadczenia w takich sprawach...
Jąkał się, nadal czerwony. Głośno westchnąłem i cmoknąłem go w policzek.
-Jeżeli mam być szczery, to także nie posiadam wiele doświadczenia z mężczyznami...
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Lekko się zaśmiałem i rozczochrałem mu włosy. Dosięgnięcie czubka jego głowy nie było trudne, w końcu dzieli nas około 20 cm, więc z łatwością mogłem się z nim droczyć.
-Izo, ile masz wzrostu?
-Huh?... 1,65...
-Woah... to od dzisiaj jesteś moim maleństwem.
-Ej! Nie nabijaj się ze mnie! Dużo japończyków ma taki wzrost! To ty jesteś poza skalą!
-To znajdź sobie kogoś, kto mieści się w skali!
Naburmuszony wyszedłem z pomieszczenia i skupiłem się na zdjęciach. Chłopak usiadł na swoim poprzednim miejscu i często zerkał na mnie. Widziałem, jak świeciły mu się oczy, prawdopodobnie przez łzy. Po sesji mogłem już normalnie się ubrać i wyjść z Izo. Przez połowę drogi milczał.
-Naprawdę chcesz ze mną zerwać?...
Jego łamiący się głos rozdzierał mi serce.
-Oczywiście, że nie, moje kochane maleństwo... nie mógłbym.
Chciałem go przytulić, ale w sekundę otoczyła mnie mała grupka dziewczyn. Odepchnęły Izo ode mnie. Od razu powiedziałem, że to nie ja jestem tym ich "idealnym, wymarzonym facetem" z okładek, musiałem skłamać. Nie dały by mi spokoju. Znów szedłem obok złotookiego. Wydawał się smutny. Po powrocie zaciągnąłem go na kanapę i zacząłem całować. Wyglądał na dość przerażonego.
-Izuś... kochanie, nie skrzywdzę cię. Jeżeli ci się to nie podoba, powiedz mi.
On jednak tylko mnie przytulił. Chuchnąłem mu na szyję, przez co przeszedł go dreszcz, a ja lekko się zaśmiałem.
-Jesteś głodny?-zapytałem i nie musiałem czekać długo na odpowiedź.
Przytaknął patrząc mi w oczy. Naszła mnie wielka ochota podotykania go, jednak wiedziałem, że nie mogłem tego zrobić. Nie teraz. Chłopak jakoś się uwolnił i poszedł do kuchni, ja zająłem się przeglądaniem katalogu z bielizną. Miałem mieć niedługo sesję z modelkami i to ja miałem wybierać im stroje. Można powiedzieć, że średnio się cieszyłem. W pewnym momencie poszedłem z czasopismem do kuchni, jedną ręką objąłem Izo, a drugą nadal przewracałem kartki.
-Musisz to oglądać przy mnie?
-A co, jesteś zazdrosny?
-Nie, ale nie mogę się skupić. Wygodniej ci będzie na kanapie.
Wiedziałem, że był w cholerę zły. Zżerała go zazdrość. Tylko wzruszyłem ramionami.
-Może i masz rację...
Położyłem się na kanapie i kontynuowałem przeglądanie bielizny. Długopisem zaznaczałem wybrane modele. W pewnym momencie zostałem pozbawiony katalogu.
-Po co to oglądasz?
-Mam sesję z modelkami i poproszono mnie, żebym zajął się wyborem strojów, oddasz mi to?
-Nie, nie chcę, żeby ktoś cię dotykał! Do tego pół nagie kobiety!
-Jesteś egoistą, Izo. To tylko głupie zdjęcia.
-"Głupie zdjęcia"? Jeżeli one będą się zachowywać jak te dziewczyny na ulicy to nie ma mowy żebyś z nimi pozował.
-Nie będą, do cholery, to profesjonalistki.
-Ta... nie wydaje mi się.
-Przyznaj w końcu, jesteś zazdrosny.
-Okej. Jestem zazdrosny, ale to chyba normalne, że nie chcę, by ktoś cię obmacywał, nie ważne, jaka to by była sytuacja.
-Będziesz wypominał mi idiotyczne zdjęcia? Co z tego, że będą mnie macać, skoro nic się nie stanie?
-Oczywiście, gdybym ja był w takiej sytuacji to byś mnie nawet z domu nie wypuścił na takie zdjęcia.
-Jestem silniejszy, to oczywiste, ale i tak nie mam się co martwić, jesteś zbyt uroczy.
-Wybór strojów chyba nie należy do przywilejów modela.
-No i? Nie jestem takim mega modelem, więc mogę je wybrać. Z resztą, oni dali by bardziej wyzywające. Oddaj mi ten magazyn.
Złapałem Izo i wyrwałem mu z rąk rzecz.
-Rue, nie chcę, żebyś brał w tym udziału... nie możesz pozować sam?
-Tak się składa, że za te zdjęcia dostanę dużo pieniędzy.
-Jeszcze wczoraj mówiłeś, że nie chcesz pracować jako model!
W końcu się zdenerwowałem, gdy podniósł głos i wstałem.
-Robię to dla ciebie idioto! Chciałbym wynająć mieszkanie, żeby potem nie martwić się o opłacanie go!
-Mieszkanie?...
Chłopak widocznie się uspokoił, ja? Nie.
-Żebyś wiedział! Chciałem z tobą zamieszkać, dlatego się na to godziłem! Myślisz, że do śmiechu mi, jak muszę się rozbierać?!
Chłopak wyglądał na zmieszanego. Zdenerwowany ubrałem się i wyszedłem z głośnym trzaskiem. Dopiero po około trzech godzinach postanowiłem wrócić. Chłopak siedział w salonie z walizką. Gdy mnie zobaczył, wstał.
-Przepraszam, że jestem taki beznadziejny... nie będę ci już zawracał głowy...
Nie drgnąłem. Usłyszałem tylko dźwięk zamykanych drzwi, a potem próbowałem bezskutecznie zasnąć. Znów minęło kilka godzin, a ja postanowiłem "pójść" do Izo. Martwiłem się o niego. Naprawdę bardzo się martwiłem. Szybko przeteleportowałem się do jego pokoju i delikatnie go objąłem. Siedział na łóżku i płakał.
-R...Rue?...
Jego głos mnie załamywał. Bardzo, bardzo go kochałem i pozwoliłem odejść?...
-Kochanie, wróć... proszę... Przepraszam cię, powinienem powiedzieć ci wcześniej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz