piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 4

Izo

Rozumiem że Rue może być wściekły o to co zrobili jego rodzice, mimo wszystko to rodzina i przyszła go przeprosić za wszystko... W sumie nie powinienem się wypowiadać na ten temat, nie mam pojęcia co się przytrafiło Rue i nie wiem co przeszedł... Rue zaczął robić jajecznice gdy naglę do kuchni wpadł Kai i się wtulił w chłopaka... Skojarzyło mi się to trochę z zachowaniem Fumi tyle że Kai wygląda na starszego od mojej siostry... Właśnie skoro ja jestem aniołem to znaczy że Fumi też? W pewnym momencie do Kuchni wszedł również ojciec Rue, ten prawdziwy. Chciał porozmawiać z Rue ale ten go całkowicie zignorował i udawał że go nie słyszy. Wzrok mężczyzny naglę zatrzymał się na mnie i zaczął mi się dziwnie przyglądać... Poczułem się dosyć nieswojo. Po chwili bez żadnego słowa wyszedł. Po jakimś czasie chłopak podał mi talerz, Usiedliśmy przy stole
- Braciszku, nie zrobisz też dla mnie? - Kai spytał patrząc na niego proszącymi oczkami
- Nie ma mowy, nie będę ci usługiwał, jak chcesz to sam sobie zrób
- Ale ja nie umiem obsługiwać ludzkich sprzętów
- Nie obchodzi mnie to - burknął...
- Mogę ci dać połowę mojej Kai, chcesz?
- Oh, dziękuję - odparł na co Rue na mnie popatrzył z wyrzutem jakbym coś zrobił złego. Po zjedzonym śniadaniu Rue oznajmił że pójdzie sprawdzić czy moje ubrania już wyschły, w taki sposób zostałem sam z Kai w salonie - Kim ty jesteś dla braciszka?
- E... Etto... Jakby to powiedzieć - nie sądziłem że od razu zada takie pytanie
- Jesteście razem?
- No... Tak... Ale dopiero od... - nie zdążyłem dokończyć gdyż Kai mi przerwał
- Masz go zostawić...
- Słucham?
- Masz problem ze słuchem? Masz go zostawić, narobisz mu tylko kłopotów...
- Jeszcze chwilę temu byłeś milszy
- No bo braciszek był obok, muszę zrobić wszystko żeby zmienił o mnie zdanie a ty mi tylko będziesz przeszkadzał - oznajmił, nie miałem pojęcia co na to odpowiedzieć. Nie wiedziałem że anioły są takie wredne. Po chwili wrócił Rue z moimi ubraniami i mi je podał
- Dziękuję
- Twoi rodzice się pewnie zaniepokoili jak zobaczyli że nie ma cię w pokoju
- Taaa... Przebiorę się i wrócę do siebie - powiedziałem po czym skierowałem się w stronę łazienki gdzie się przebrałem... Gdy już ubierałem buty w przedsionku i miałem już wyjść Rue mnie zatrzymał, zbliżył się do mnie i pocałował
- Hę? - mruknąłem cały czerwony
- Pocałunek "na do widzenia". Podobno pary tak robią...
- N...No tak...
- Widzimy się jutro w szkole - przytaknąłem. Pożegnałem się z nim i wróciłem do swojego domu
- Oh, Izo już jesteś... Czemu nic nie mówiłeś że idziesz nocować u sąsiadów - moja matka złapała mnie od razu przy wejściu ale nie wydawała się być zła
- Skąd o tym wiesz
- Nomi do mnie dzwoniła - oznajmiła... No tak mogłem się domyślić - Jadłeś już śniadanie?
- Tak, przed chwilą
- Dobrze... Za kare że nic nie mówiłeś pozmywasz naczynia - niechętnie przytaknąłem i poszedłem od razu do kuchni... Zacząłem myć naczynia gdy naglę do kuchni wpadła Fumi
- Onii-chan ma skrzydełka! Ja też chcę! - krzyknęła ze zdumieniem w głosie... Co?! Znowu się pojawiły? Do kuchni naglę też weszła matka, wygląda na to że była zaskoczona... Powiedziała że jak skończę to chce ze mną porozmawiać. Gdy zmyłem ostatni talerz poszedłem do salonu gdzie siedziała mama, Fumi poszła bawić się w swoim pokoju a ojca nie było w domu bo mama go wysłała po coś do sklepu
- Kiedy ci się pojawiły?
- Wczoraj wieczorem... O co z tym chodzi? Czemu je mam... Czy ty i tata...?
- Chciałam o tym z tobą porozmawiać dopiero jak będzie to konieczne... Nie sądziłam że pojawią ci się skrzydła ale skoro tak się stało nie mogę zatajać prawdy... Bo wiesz że ożeniłam się z ojcem po tym jak się urodziłeś... Ale ten mężczyzna który cię wychowywał nie jest twoim biologicznym ojcem. Twoim ojcem jest anioł z którym się spotkałam zanim spotkałam Kijo. Mieliśmy romans i zaszłam w ciążę... Aniołowie jednak mają zakaz łączenia się w pary z ludźmi przez co nie mógł zostać przy nas, jak się dowiedziała o tym rada, zdetronizowali go do najniższej rangi i zabronili kontaktu ze mną. Powiedział mi o tym gdy ostatni raz go widziałam. Powiedział że jeżeli okażesz się pół aniołem będziesz miał szansę się z nim zobaczyć ale do tego czasu... Zauważyłeś że w naszej rodzinie nie ma nikogo o złotych oczach... Właśnie to jedno oko odziedziczyłeś po swoim ojcu, jest identyczne... Przez co nie mogłam o nim zapomnieć mimo że mnie o to prosił
- A... Jak ma na imię mój ojciec...? - spytałem niepewnie
- Wiem że może to zabrzmieć niewiarygodnie ale... Sam Uriel... Dlatego że był Archaniołem jego czyn był karany o wiele gorzej niż zazwyczaj przy innych aniołach. Mówił że za karę Michał pozbawił go jednego skrzydła i tytułu Archanioła
- Nie sądziłem że aniołowie mogą być tak okrutni
- Cóż. Pomijając te różne informacje o aniołach w Pismach Świętych, aniołowie są bardzo podobni do ludzi
- A co się stanie jeżeli... Anioł pragnie czyjejś śmieci?
- Nie jestem do końca pewna ale... Gdy anioł pragnie "złych" rzeczy właśnie tego typu powoli staje się upadłym aniołem... Innymi słowy demonem
- A... Czy jeżeli ktoś się stanie demonem... Może z powrotem stać się aniołem?
- Tego to już nie wiem... Czemu pytasz
- Bez powodu... A Jak mógłbym się spotkać z moim prawdziwym ojcem?
- Też tego niestety nie wiem - musiałem się zadowolić na razie takimi informacjami. Przebrałem się w inne ubrania i po południu wyszedłem do ogrodu... Nie długo po mnie również na zewnątrz wyszedł Rue
- Co się stało? - spytałem podchodząc do żywopłotu
- Nie wytrzymam już z nim
- Minęły jakieś 4 godziny
- Mimo wszystko, on jest nieznośny i cały czas za mną łazi - powiedział wkurzony próbując się uspokoić - Znowu ci się skrzydła pojawiły... Pytałeś o to rodziców? - spytał na co przytaknąłem
- Okazało się że "mój ojciec" nie jest moim ojcem... Tylko były Archanioł Uriel, brzmi to dosyć niedorzecznie ale...
- Musiało mu się za to oberwać... Chciałbyś się z nim zobaczyć
- No... Tak ale nie wiem jak to zrobić
- Mogę cię tam zabrać
- Naprawdę?
- Pewnie, nie ma żadnego problemu... Tylko musimy się teleportować szybko zanim Kai się zorientuje gdzie jestem - powiedział po czym chwycił moje ręce - zamknij oczy i spróbuj się skoncentrować - oznajmił na  co przytaknąłem. Zrobiłem jak powiedział chłopak, gdy otworzyłem oczy byliśmy już na jakiejś ulicy tyle że wszystko wokół było bardzo jasne. Rue zaczął mnie gdzieś ciągnąć... Zorientowałem się że Rue w te chwili również ma skrzydła tyle że tym razem jakby 3 pary. W pewnym momencie weszliśmy do jakiegoś budynku w którym korytarz wyglądało jak w jakimś urzędzie tylko że praktycznie wszystko było niebiesko białe i było strasznie pusto... Rue po chwili zapukał do jednych z drzwi na którym było coś napisane coś w jakimś dziwnym alfabetem
- Proszę - usłyszeliśmy męski głos... Trochę się stresowałem przed wejście ale w końcu Rue otworzył drzwi... Przy wielkim biurku z masą papierów siedział młodo wyglądający mężczyzna o brązowych włosach i złotych oczach... Po jednej stronie miał dwa skrzydła a po drugiej trzy... Wygląda na to że to on. Mężczyzna podniósł głowę i uśmiechnął się
- Przyprowadziłem Pańskiego syna. Chciał się z Panem zobaczyć - oznajmił. Uriel wstał, podszedł do mnie i mnie objął
- Wybacz mi... Że nie mogłem być przy tobie i Mai
- To nie była twoja wina... Mama mi mówiła że takie macie zasady
- Są bardzo rygorystyczne... Gdy zostałem zdetronizowany starałem się zostać stróżem waszej rodziny ale Michał trzymał mnie na tak "krótkiej smyczy" że nie mogłem opuścić nieba ani razu od tych 17 lat... Cieszę się że mogę cię zobaczyć Izo... Tak masz na imię, prawda? Twoja matka bardzo lubiła to imię - spytał na co przytaknąłem, po chwili jego wzrok przeniósł się na Rue, wyglądało na to że nie przeszkadzały mu jego czarne skrzydła - Jesteś przyjacielem Izo? - spytał na co Rue przytaknął... Może lepiej przy byłym Archaniele na dodatek moim ojcu nie wspominać na razie o tym że jesteśmy razem... Uriel podszedł do jakieś szafki i wyciągnął z niej coś na kształt peleryny i podał ją Rue - Mimo że dużo aniołów w okolicy się nie kręci lepiej żebyś zakrył swoje skrzydła dla własnego bezpieczeństwa
- Dziękuję - odparł i wziął od niego "szatę". Naglę do pomieszczenia bez ostrzeżenia wszedł anioł z trzema parami skrzydeł, długich blond włosach i błękitnych oczach
- Wyczuwałem że jest tu coś nie tak... Proszę, proszę, kogo my tu mamy - powiedział patrząc na mnie - Dwie pary skrzydeł, mieszaniec... Złote oko... Bękart z grzechu Archanioła poczęty, na dodatek z duchem nieczystym się brata... Zachciało ci się ziemskiej kobiety Urielu... Demony wstępu nie mają do Królestwa Niebieskiego - powiedział i w ręce pojawił mu się ognisty miecz skierowany w stronę Reue
- Dosyć Michale! Dusza tego młodzieńca nie jest całkowicie zniszczona, a twoim zadaniem jest tylko dobywanie miecza na dusze potępione... Aniołowie mają potępiać grzech ale również dawanie szansy na nawrócenie
- Zamilcz! Może byłeś kiedyś Archaniołem skruchy i pokuty ale teraz twoje słowa nie mają najmniejszego znaczenia... Chcesz stracić kolejne skrzydło? Jeżeli nie to mi nie przeszkadzaj
- Zostaw go nic przecież złego nie zrobił - musiałem się wtrącić jak idiota
- Twoje słowa są tym bardziej nie znaczące mieszańcu - powiedział już się zamachnął ale gdy tylko uderzył ostrzem miecza w ramię Rue tylko lekko go drasnęło a peleryna mu spadła. Michała odrzuciło na około 2 metry do tyłu a na twarzy Rue pojawiły się te znaki które widziałem wczoraj - Bariera? To znak Airii, jesteś jej potomkiem? - Rue w ogóle się nie odzywał tylko stał bez słowa - Idziesz ze mną demonie - powiedział podchodząc do niego
- Michale co masz zamiar zrobić...
- Jak tak strasznie się obawiasz możesz iść z nami... Chcę go zaprowadzić do Metatrona
- Po co?
- Niech cię to nie interesuje Urielu - Rue nawet się nie opierał tylko grzecznie podążał za Michałem aż dotarliśmy do jakiejś pustej sali - Metatronie, mam do ciebie sprawę - krzyknął i tuż przed nim pojawił się mężczyzna z krótkimi czarnymi włosami i białymi oczami
- Proszę, proszę. Nie często tu przychodzisz Michale. Jaka ważna sprawa cie tu sprowadza
- Jako ostatni Serafin potrafisz zdejmować blokady... - Powiedział spoglądając na Rue
- Rozumiem chcesz zdjąć blokadę ochrony z tego młodzieńca?
- Dokładnie... Zrób to byle szybko, nie mam całego dnia...
- Cóż... Nie... - powiedział jak gdyby nigdy nic na dodatek z uśmiechem
- Śmiesz mi się sprzeciwiać jestem od ciebie wyżej. Poza tym komu zawdzięczasz swoje stanowisko
- Jeżeli zdejmę z chłopaka barierę źgniesz go tym swoim ognistym mieczykiem... A tak się składa że nie mam zamiaru tracić kolejnego serafina po tym jak wykopałeś Airi, jego matkę. Widzę że dobrze ubezpieczyła synka przed tobą. Nawet nie myśl że zmienię swoje zdanie
- Nikogo już nie interesują nasze święte zasady?! Uriel zrobił bękarta, ty chcesz przyjąć do serafinów demona...
- I co chcesz z tym zrobić? Reszta Archaniołów prawdopodobnie będą mieli zdanie takie jak nasze - odpowiedział Metatron po czym Michał z dość nie zadowoloną miną wyszedł...


Rue


Nieprzyjemny facet. Do tego wyglądał dość przerażająco, mimo odrobinę okrągłej twarzy. Roztaczał jakby aurę wrogości. Szczególnie do mnie. Nigdy nikogo nie zamordowałem. Co mu to, do cholery przeszkadzało? A jeśli chodzi o Metatrona to... wyglądał dziecinnie... bardzo dziecinnie. Mimo iż był wyżej w rankingu. Zazwyczaj musiałem sam siebie bronić, więc to, gdy nie chciał pomóc... Michałowi mnie nieco zaskoczyło. Większość "ludzi" poluje na moje życie. Nigdy nic nie zrobiłem, więc nie rozumiem, dlaczego tak jest. Udawało mi się jednak ich unikać, więc nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie. Radziłem sobie i radzić sobie będę, ale nie wiedzieć czemu miałem poczucie, że muszę chronić Izo. Tak po prostu. Bałem się odrobinę. Nigdy nie musiałem się o kogoś troszczyć. Po około pięciu minutach pozwolono nam zejść na ziemię. Metatron był w miarę okej, czego nie mogłem powiedzieć o Michale. Przypominał mi biologicznego ojca. w jego wzroku było coś z obojętności. Pozwolono nam po chwili wrócić na ziemię. Jeśli mam być szczery, wolałbym żyć jako zwykły człowiek i umrzeć. Niebo, piekło, czyściec. Co za różnica? Moim zdaniem śmierć to śmierć. Mimo, iż wiem, że istnieje coś takiego jak życie wieczne, to i tak nie chciałbym trafić do żadnego z wymienionych wcześniej miejsc. Wolałbym być sam. Na wieczność, ale teraz... pojawił się Izo. Najchętniej, zakończyłbym swoje życie. Teraz. W tym momencie.
-Moich rodziców nie ma... mógłbym poczekać na nich u ciebie?
Ach, no tak. Zapomniałem. Chociaż czy da się zapomnieć o kimś kogo wydaje się, że jest ważny? Nie wiedziałem o tym. Nie chcę się przekonywać. Nie chcę wiedzieć, jak to jest cierpieć po odejściu takiej osoby. Już nie. Miałem kiedyś chłopaka. W gimnazjum. Przez problemy rodzinne popełnił samobójstwo. Był człowiekiem, i wiem, że teraz jest w niebie i mogę się z nim spotkać, ale po co? Jego już nie ma. Choroba nie dawała mu żyć, tak jak mnie z resztą. Dwa różne nowotwory. On miał raka mózgu, a ja płuc, z przerzutami na serce. Mitotoshii uśmiechał się jednak dużo częściej ode mnie. Był radośniejszy. Mimo to on musiał odejść. On, nie ja. Myślę, że go kochałem, ponieważ płakałem po tym, jak usłyszałem głośny pisk maszyny, nadzorującej pracę jego serca. Biło wolno, ale dla mnie. Tylko ja mu zostałem. Zachowywałem się egoistycznie. Tylko ja chciałem przy nim być, rozmawiać z nim, a on nic do tego nie miał. Doskonale pamiętam, jak płakał. Nałykał się jakiegoś dziadostwa, nie mówiąc nikomu, ja także nie mogłem. Obiecałem mu. Pod koniec, gdy już znacząco słabł, zapytał, czy spotkam się z nim w niebie. Był dobrym człowiekiem. Pomagał komu mógł. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, a po szeptałem "tak, czekaj na mnie, proszę". Dzisiaj była rocznica jego śmierci, trzecia dokładniej. Wolałem spędzić ją sam. Oglądając nasze zdjęcia.
-Jasne, nie ma problemu.
W duchu przepraszałem Mito. Po około 20 minutach już siedziałem w salonie z Izo. Widocznie przybity.
-R...Rue?... Coś się stało? Wyglądasz na smutnego...
Uśmiechnąłem się.
-3 lata temu zmarł ktoś dla mnie ważny. Nawet bardzo ważny.
Chłopak lekko mnie przytulił. Był taki ciepły i delikatny. Objąłem go ramieniem i cmoknąłem w czoło. Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma. Mito także takie miał, pełne miłości, lekkiej niepewności, nadziei... do tego błyszczały. Jakby było w nich milion gwiazd, a nawet i więcej. Uh, nie ma to jak wspominać zmarłego...
-Wiem, że... że nie powinienem... nie powinienem pytać... ale, jaki... jaki był...?
-Pogodny, opiekuńczy, przyjacielski, zawsze uśmiechnięty, śmiał się w cholerę głośno, nie pokazywał łez, strachu. Ciągle się martwił. Nie mówiłem ci, ale mam nowotwór. W rodzinie mam parę ludzi, więc mogę zachorować na ludzkie choroby a także przez nie umrzeć, jak ty. Mito ciągle do mnie biegł, gdy dowiadywał się o moich omdleniach, operacjach a także po tym, jak tracił pamięć "zakochiwał się we mnie od nowa". Naprawdę mi go brakuje, bo był moim przyjacielem i można powiedzieć kochankiem, chociaż ten drugi aspekt kończył się na jednym. Całowaniu się po tym, jak lekarze oszacowali nasze szanse. Jego były bliskie zeru...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz