Gdy Rue zdjął moją opaskę na oko jedyne co mogłem zrobić to spuścić głowę i się zaczerwienić... Tylko dlaczego się tak wstydzę, przecież chyba on i tak widział to oko wczoraj. Gdy przyłożył dłoń do mojego podbródka moje serce zaczęło walić jak oszalałe
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy - po tych słowach zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony - Izo...? Coś się stało?
- N...Nic...
- Na pewno? Jesteś cały czerwony. Może masz gorączkę, lepiej żebyś poszedł do pielęgniarki - powiedział przykładając dłoń do mojego czoła
- G... Gorączkę...? Etto... Naprawdę nic mi nie jest. Przepraszam że musiałem tracić czas na oprowadzanie mnie
- Nie musisz przepraszać. Miałem przynajmniej spokój od tych dziewczyn
- T... To ja już pójdę - powiedziałem na co chłopak tylko przytaknął... Poszedłem do męskiej łazienki i zamykając się w jednej z kabin próbowałem się uspokoić i przeczekać aż moja twarz przestanie być czerwona. Dziwnie się czułem przy Rue, czy ja się w nim zakochałem? Ale wątpię żeby był mną zainteresowany. Gdy już wszystko było dobrze poszedłem do klasy na kolejną lekcję. Zapomniałem chwilowo że Rue jest moim sąsiadem i po skończonych lekcjach wracaliśmy razem co sprawiało że się jeszcze bardziej denerwowałem, bałem się odezwać żeby nie palnąć nic co by dziwnie brzmiało. Rue również się nie odzywał ale z tego co mówiła jego "matka" jest to u niego normalne... Po chwili wyciągnął telefon, widocznie dostał SMS-a
- Dostałem wiadomość od matki... Napisała że jest u was i żebym też tam poszedł - powiedział na co przytaknąłem - Izo, coś się stało? Znowu robisz się czerwony
- Rue... Ja... Etto... Chyba muszę ci coś powiedzieć...
- Co takiego?
- Ja... - chyba mnie całkowicie pogrzało, czemu ja to mówię - Ja... Chyba cię kocham - co zostało powiedziane już nie zostanie cofnięte. Podniosłem głowę żeby spojrzeć na chłopaka... Wyglądał na dosyć zaskoczonego
- Słucham?
- Rue... Ja... Etto... Chyba muszę ci coś powiedzieć...
- Co takiego?
- Ja... - chyba mnie całkowicie pogrzało, czemu ja to mówię - Ja... Chyba cię kocham - co zostało powiedziane już nie zostanie cofnięte. Podniosłem głowę żeby spojrzeć na chłopaka... Wyglądał na dosyć zaskoczonego
- Słucham?
- N...Nie ważne... - powiedziałem cały czerwony i zacząłem iść szybszym krokiem w stronę domu... Czemu ja to powiedziałem... Za chwilę spalę się ze wstydu... Rue za mną szedł w milczeniu. Jak tylko wszedłem do domu, ku mojemu zaskoczeniu w salonie siedział mój były chłopak - Kevin?
- Cześć Izo - wstał z kanapy i podszedł do mnie - Jak mogłeś wyjechać nawet się ze mną nie żegnając
- Cześć Izo - wstał z kanapy i podszedł do mnie - Jak mogłeś wyjechać nawet się ze mną nie żegnając
- Chciałem ale powiedziałeś że ci nie zależy
- Mówisz tak jakbyś mnie nie znał
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Mamy teraz przerwę wiosenną więc wykorzystując fakt że mam wujostwo w okolicy chciałem się z tobą zobaczyć - oznajmił po czym po chwili spojrzał na Rue - Ty musisz być Rue, trochę o tobie usłyszałem czekając tu - powiedział, widocznie chciał być miły, czerwonooki tylko przytaknął - Izo, chciałbym z tobą porozmawiać... Ale wiesz... W cztery oczy - powiedział po czym udaliśmy się do ogrodu
- O czym chciałeś rozmawiać?
- Nie udawaj że się nie domyślasz... Przepraszam za to wszystko co powiedziałem... Tak naprawdę tak nie myślałem... Kocham cię i chcę żebyśmy znowu byli razem
- Kevin to nie ma sensu...
- Jeżeli chodzi o seks to obiecuję że nigdy więcej nie będę nalegał jeżeli ty nie będziesz tego chciał
- Kevin... Pomyśl choć przez chwilę... Sam powiedziałeś że przyjechałeś tylko na przerwę wiosenną... Związki na odległość nie mają sensu... A po drugie... Przykro mi to mówić ale, dla mnie zawsze byłeś tylko przyjacielem... Zgodziłem się z tobą chodzić z egoizmu... Czułem się samotny więc bez wahania się wtedy zgodziłem... Ale nigdy nie mogłem powiedzieć że byłem w tobie zakochany
- Nie wierzę ci... Nie odpuszczę - powiedział chwytając moją rękę
- Nie słyszałeś co powiedziałem? Nie chcę do ciebie wracać - Wyrwałem swoją rękę z jego uścisku i poszedłem a raczej pobiegłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i starałem uspokoić nerwy, po chwili usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - usłyszałem głos Rue
- Tak... - odparłem. Czerwonooki wszedł do środka i usiadł obok mnie - Wszystko ok?
- T... Tak...
- Może to nie jest najlepszy moment na to ale chciałbym wrócić do tego co mi powiedziałeś na ulicy
- Ah... To... Możesz udać że nic takiego nie miało miejsca?
- Dlaczego? Pierwszy raz ktoś tej samej płci wyznaje mi miłość... Tylko że ja... Do końca nie wiem jak to jest kochać kogoś... Ale w takim razie... Możemy spróbować
- Czy ty właśnie chciałeś przez to powiedzieć... Że chcesz ... żebyśmy byli razem?
- Nie będę cię do niczego zmuszać - powiedział i czekał na moją odpowiedź... Nie chcę żeby znowu skończyło się tak jak z Kevinem, ale przy Rue czuje się inaczej, serce mi bije jak młotem i czuję jakbym miał motyle w brzuchu
- Chcę... - powiedziałem po czym Rue mnie lekko objął i pocałował w czoło. W tym właśnie momencie do pokoju bez pukania wszedł Kevin. Widząc taką sytuację mocno się wkurzył. Chwycił mnie za rękę i wyrwał z objęć Rue
- To dlatego nie chcesz do mnie wrócić... Minął zaledwie miesiąc od naszego rozstania a ty już drugiego dnia w Japonii sobie kogoś znajdujesz w zamian za mnie?!
- Zerwałeś ze mną nie powinno cię obchodzić z kim się umawiam! Zostaw mnie w reszcie w spokoju nie chcę cię tu teraz widzieć - po tych słowach Kevin widocznie się jeszcze bardziej zezłościł gdyż zamachnął się jakby chciał mnie uderzyć ale przeszkodził mu w tym Rue
- Skrzywdź go a złamię ci rękę - powiedział groźnym tonem. Kevin po chwili mnie puścił i wyrwał rękę z dłoni Rue. Bez żadnego słowa wyszedł z pokoju i chyba z domu również.
Rue
Odruchowo obroniłem Izo, naprawdę. Nie wiedziałem nawet, że to zrobię. Takie przebłyski "waleczności" miałem, gdy ktoś chciał zranić osobę mi bliską. Myśl, iż mogłem zakochać się w fioletowo włosym przerażała mnie. Bałem się kochać, od zawsze. Żyłem w przekonaniu, że miłość jest równa cierpieniu. A nie chciałem cierpieć. Już nie. Przytuliłem chłopaka. Bardzo delikatnie, jakby był czymś kruchym.
-Nie dam cię skrzywdzić...-szepnąłem.
Złotooki objął moją szyję. W pewnym momencie usłyszałem jak woła mnie moja "matka". Zszedłem razem z Izo do salonu i wgapiałem się w parę, której nie widziałem. Wyglądali na nieco zestresowanych, no... może tylko kobieta. Mężczyzna do uderzenia przypominał mnie, prócz koloru oczu. Były granatowe, za to osoba obok niego posiadała białe, a włosy były koloru czarnego. Moja "matka" w końcu się odezwała.
-Rue, to... to twoi prawdziwi rodzice...
Zamarłem. To nie może być prawda. Nigdy nie chciałem ich poznawać. Zostawili mnie, oddali, zapomnieli, a teraz tak bezczelnie się pojawiają. Jeżeli myślą, że im wybaczę, to grubo się mylą. Nie mam takiego zamiaru.
-Nie prawda. Oni nimi nie są. Nie wychowali mnie, nie mają prawa się tak nazywać.
Kobieta wstała.
-Wiem, co ci zrobiliśmy. Co przeżywałeś... postaraj się nam wybaczyć...
Milczałem. Ze stoickim spokojem wyszedłem z pomieszczenia, ubrałem buty i opuściłem budynek. Udałem się do domu przyjaciela z sierocińca. Mieszkał sam, ponieważ osiągnął pełnoletność. Bez problemu wpuścił mnie do środka.
-Teraz opowiedz, co się stało...-odparł wchodząc do salonu.
-Szkoda gadać... Moi biologiczni rodzice postanowili się odezwać. Dopiero teraz, rozumiesz?
-Nie powinieneś się cieszyć? W końcu niewielu decyduje się na odnalezienie dzieciaków.
-Ale dopiero teraz, po 17 latach? To nie przesada trochę?
-Jakby teraz tak na to spojrzeć... Zostawmy tę sprawę. Powiedz lepiej, czy kogoś masz.
-Co cię to obchodzi, Taku, co?
-Ano tyle, że jesteśmy byłymi kochankami, więc chcę o tobie trochę wiedzieć. Zabronisz mi?
-Eghh... No można powiedzieć, że jestem w związku...
-Ohoohooo... kto to?
-Nie interesuj się, powiedziałem ci.
-Nie powiesz mi aniołku?
Mężczyzna zrobił słodkie oczy. W jego wydaniu wyglądało to dość.. śmiesznie. Naprawdę śmiesznie. Trochę się schlaliśmy, ale nie tak, aby utracić przytomność i chwiać się na wszystkie strony... Pożegnałem się z nim około dwudziestej trzeciej. Rozpromieniony nie zwracałem uwagi na deszcz, który zaczął bardzo mocno padać. Cichaczem zakradłem się do ogrodu i stanąłem na środku placu. "Matka" zawsze mówiła, że gdy zaczyna padać deszcz jakiś anioł płacze. Do pewnego momentu sądziłem, że tym aniołem jest moja prawdziwa matka. Myliłem się jednak. To prawdziwy potwór, jak ja. Spojrzałem w czarne niebo. Zastanawiałem się, co zrobiłem źle, że mnie oddali. Co było ze mną nie tak. Nawet nie zauważyłem, gdy pojawiły się skrzydła, które były czarne. Czasem z piór ściekała jakaś czerwona ciecz symbolizująca krew, gdy ktoś mocno mnie zranił. W końcu zacząłem płakać i straciłem poczucie czasu. Usłyszałem w końcu, jak ktoś mnie woła...
- Mówisz tak jakbyś mnie nie znał
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Mamy teraz przerwę wiosenną więc wykorzystując fakt że mam wujostwo w okolicy chciałem się z tobą zobaczyć - oznajmił po czym po chwili spojrzał na Rue - Ty musisz być Rue, trochę o tobie usłyszałem czekając tu - powiedział, widocznie chciał być miły, czerwonooki tylko przytaknął - Izo, chciałbym z tobą porozmawiać... Ale wiesz... W cztery oczy - powiedział po czym udaliśmy się do ogrodu
- O czym chciałeś rozmawiać?
- Nie udawaj że się nie domyślasz... Przepraszam za to wszystko co powiedziałem... Tak naprawdę tak nie myślałem... Kocham cię i chcę żebyśmy znowu byli razem
- Kevin to nie ma sensu...
- Jeżeli chodzi o seks to obiecuję że nigdy więcej nie będę nalegał jeżeli ty nie będziesz tego chciał
- Kevin... Pomyśl choć przez chwilę... Sam powiedziałeś że przyjechałeś tylko na przerwę wiosenną... Związki na odległość nie mają sensu... A po drugie... Przykro mi to mówić ale, dla mnie zawsze byłeś tylko przyjacielem... Zgodziłem się z tobą chodzić z egoizmu... Czułem się samotny więc bez wahania się wtedy zgodziłem... Ale nigdy nie mogłem powiedzieć że byłem w tobie zakochany
- Nie wierzę ci... Nie odpuszczę - powiedział chwytając moją rękę
- Nie słyszałeś co powiedziałem? Nie chcę do ciebie wracać - Wyrwałem swoją rękę z jego uścisku i poszedłem a raczej pobiegłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i starałem uspokoić nerwy, po chwili usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - usłyszałem głos Rue
- Tak... - odparłem. Czerwonooki wszedł do środka i usiadł obok mnie - Wszystko ok?
- T... Tak...
- Może to nie jest najlepszy moment na to ale chciałbym wrócić do tego co mi powiedziałeś na ulicy
- Ah... To... Możesz udać że nic takiego nie miało miejsca?
- Dlaczego? Pierwszy raz ktoś tej samej płci wyznaje mi miłość... Tylko że ja... Do końca nie wiem jak to jest kochać kogoś... Ale w takim razie... Możemy spróbować
- Czy ty właśnie chciałeś przez to powiedzieć... Że chcesz ... żebyśmy byli razem?
- Nie będę cię do niczego zmuszać - powiedział i czekał na moją odpowiedź... Nie chcę żeby znowu skończyło się tak jak z Kevinem, ale przy Rue czuje się inaczej, serce mi bije jak młotem i czuję jakbym miał motyle w brzuchu
- Chcę... - powiedziałem po czym Rue mnie lekko objął i pocałował w czoło. W tym właśnie momencie do pokoju bez pukania wszedł Kevin. Widząc taką sytuację mocno się wkurzył. Chwycił mnie za rękę i wyrwał z objęć Rue
- To dlatego nie chcesz do mnie wrócić... Minął zaledwie miesiąc od naszego rozstania a ty już drugiego dnia w Japonii sobie kogoś znajdujesz w zamian za mnie?!
- Zerwałeś ze mną nie powinno cię obchodzić z kim się umawiam! Zostaw mnie w reszcie w spokoju nie chcę cię tu teraz widzieć - po tych słowach Kevin widocznie się jeszcze bardziej zezłościł gdyż zamachnął się jakby chciał mnie uderzyć ale przeszkodził mu w tym Rue
- Skrzywdź go a złamię ci rękę - powiedział groźnym tonem. Kevin po chwili mnie puścił i wyrwał rękę z dłoni Rue. Bez żadnego słowa wyszedł z pokoju i chyba z domu również.
Rue
Odruchowo obroniłem Izo, naprawdę. Nie wiedziałem nawet, że to zrobię. Takie przebłyski "waleczności" miałem, gdy ktoś chciał zranić osobę mi bliską. Myśl, iż mogłem zakochać się w fioletowo włosym przerażała mnie. Bałem się kochać, od zawsze. Żyłem w przekonaniu, że miłość jest równa cierpieniu. A nie chciałem cierpieć. Już nie. Przytuliłem chłopaka. Bardzo delikatnie, jakby był czymś kruchym.
-Nie dam cię skrzywdzić...-szepnąłem.
Złotooki objął moją szyję. W pewnym momencie usłyszałem jak woła mnie moja "matka". Zszedłem razem z Izo do salonu i wgapiałem się w parę, której nie widziałem. Wyglądali na nieco zestresowanych, no... może tylko kobieta. Mężczyzna do uderzenia przypominał mnie, prócz koloru oczu. Były granatowe, za to osoba obok niego posiadała białe, a włosy były koloru czarnego. Moja "matka" w końcu się odezwała.
-Rue, to... to twoi prawdziwi rodzice...
Zamarłem. To nie może być prawda. Nigdy nie chciałem ich poznawać. Zostawili mnie, oddali, zapomnieli, a teraz tak bezczelnie się pojawiają. Jeżeli myślą, że im wybaczę, to grubo się mylą. Nie mam takiego zamiaru.
-Nie prawda. Oni nimi nie są. Nie wychowali mnie, nie mają prawa się tak nazywać.
Kobieta wstała.
-Wiem, co ci zrobiliśmy. Co przeżywałeś... postaraj się nam wybaczyć...
Milczałem. Ze stoickim spokojem wyszedłem z pomieszczenia, ubrałem buty i opuściłem budynek. Udałem się do domu przyjaciela z sierocińca. Mieszkał sam, ponieważ osiągnął pełnoletność. Bez problemu wpuścił mnie do środka.
-Teraz opowiedz, co się stało...-odparł wchodząc do salonu.
-Szkoda gadać... Moi biologiczni rodzice postanowili się odezwać. Dopiero teraz, rozumiesz?
-Nie powinieneś się cieszyć? W końcu niewielu decyduje się na odnalezienie dzieciaków.
-Ale dopiero teraz, po 17 latach? To nie przesada trochę?
-Jakby teraz tak na to spojrzeć... Zostawmy tę sprawę. Powiedz lepiej, czy kogoś masz.
-Co cię to obchodzi, Taku, co?
-Ano tyle, że jesteśmy byłymi kochankami, więc chcę o tobie trochę wiedzieć. Zabronisz mi?
-Eghh... No można powiedzieć, że jestem w związku...
-Ohoohooo... kto to?
-Nie interesuj się, powiedziałem ci.
-Nie powiesz mi aniołku?
Mężczyzna zrobił słodkie oczy. W jego wydaniu wyglądało to dość.. śmiesznie. Naprawdę śmiesznie. Trochę się schlaliśmy, ale nie tak, aby utracić przytomność i chwiać się na wszystkie strony... Pożegnałem się z nim około dwudziestej trzeciej. Rozpromieniony nie zwracałem uwagi na deszcz, który zaczął bardzo mocno padać. Cichaczem zakradłem się do ogrodu i stanąłem na środku placu. "Matka" zawsze mówiła, że gdy zaczyna padać deszcz jakiś anioł płacze. Do pewnego momentu sądziłem, że tym aniołem jest moja prawdziwa matka. Myliłem się jednak. To prawdziwy potwór, jak ja. Spojrzałem w czarne niebo. Zastanawiałem się, co zrobiłem źle, że mnie oddali. Co było ze mną nie tak. Nawet nie zauważyłem, gdy pojawiły się skrzydła, które były czarne. Czasem z piór ściekała jakaś czerwona ciecz symbolizująca krew, gdy ktoś mocno mnie zranił. W końcu zacząłem płakać i straciłem poczucie czasu. Usłyszałem w końcu, jak ktoś mnie woła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz