wtorek, 13 września 2016

Rozdział 3

Izo

Rue tak naglę wyszedł z domu, widać było że  jest wściekły. Przybrana matka Rue wyjaśniła że wolała żeby do spotkania doszło w naszym domu, żeby "było na neutralnej ziemi". Nie mogłem przestać się martwić o Rue, podobno nie wrócił do domu... Tej nocy również nie mogłem spać, łopatki strasznie mnie bolały więc też nie mogłem się położyć a na brzuchu jest mi nie wygodnie. Postanowiłem wziąć jakąś książkę i usiadłem przy biurku. Chociaż tyle że jutro jest niedziela i nie trzeba iść do szkoły... Eh będę musiał się przyzwyczaić że teraz mam tylko jeden dzień wolnego. W pewnym momencie usłyszałem krople deszczu obijające się o moją szybę aż zaczęło coraz mocniej padać. Okno było uchylone więc podszedłem żeby je zamknąć, w tym właśnie momencie ujrzałem Rue klęczącego w swoim ogrodzie, w tym deszczu. Nie myśląc długo chwyciłem pierwszą lepszą bluzę i wybiegłem na zewnątrz. Żywopłot nie był wysoki więc przez niego przeskoczyłem
- Rue! - Krzyknąłem przechodząc przez żywopłot, gdy się odwróciłem ujrzałem u niego wielkie kruczoczarne skrzydła, a z pór kapała jakaś ciemna maź trudno było mi określić jej kolor gdyż było ciemno. Poślizgnąłem się na śliskiej trawie i upadłem na ziemie. Chłopak się odwrócił, wnioskując po minie nie spodziewał się mojej obecności. Podniósł się, powoli do mnie podszedł i pomógł mi wstać. Nie wiedziałem co powiedzieć, na połowie jego twarzy widniał jakiś dziwny wzór na dodatek te skrzydła, z bliska ta maź wydawała się mieć kolor czerwony. Rue się natychmiastowo odwrócił i odszedł kilka metrów ode mnie
- Nie chcę żebyś mnie takiego widział, proszę...
- Rue, ty...?
- Wróć do domu, cały przemokłeś... Przeziębisz się jeszcze
- Rue...
- Izo, proszę, zostaw mnie na razie samego
- Ale ja nie chcę! - powiedziałem po czym poczułem mocny ból w plecach, jakby coś mnie uciskało. Upadłem na kolana
- Izo... Co się dzieje?
- M... Moje plecy... Tak strasznie mnie bolą... - wydukałem, Rue szybkim lekko chwiejnym krokiem podszedł do mnie i przykucnął. Chwycił suwak od bluzy, rozpiął ją i zdjął... Gdy to zrobił miał dosyć dziwną minę - C..Coś nie tak? - spytałem zdezorientowany, ból jakby odrobinę ulżył
- Jesteś... Aniołem
- S... Słucham?
- Masz, skrzydła... Dosyć małe jak na twój wiek, ale mimo wszystko - powiedział po czym mnie delikatnie objął
- C...Co? Jakie znowu skrzydła... Jak?
- To już wyjaśnią ci twoi rodzice... Nie ja... Zbierajmy się stąd. Przeziębisz się - powiedział i ponownie pomógł mi wstać
- Rue... Co to jest za maź? - musiałem zapytać, wyglądało to zbyt przerażająco, wolałem się upewnić
- Symbolizuje krew
- K...Krew?
-  Porozmawiamy w moim pokoju - oznajmił po czym wziął mnie na ręce "na księżniczkę" i zaniósł do środka. Postawił mnie na łóżku a sam zaczął grzebać za czymś w szafie. W jego pokoju było spore lustro, wstałem i do niego podszedłem. Rzeczywiście, z moich pleców wyrastała para białych skrzydeł. Nie mogłem się napatrzeć na to, nie miałem pojęcia, skąd one się pojawiły... Czy to to było przyczyną moich bólów pleców. W pewnym momencie Rue zaczął się przebierać, próbowałem się na niego nie patrzeć. Po chwili chłopak zarzucił na moją głowę ręcznik i zaczął delikatnie wycierać. Zacząłem robić się czerwony co widziałem w lustrze - Powinieneś wziąć ciepły prysznic, zmarzłeś - oznajmił na co przytaknąłem - Najlepiej ze mną. Możesz zemdleć, wolę cię pilnować - dodał po chwili
- H...Hę? N... Nic mi nie będzie - wydukałem czerwony jak burak... Wspólny prysznic? Przecież jesteśmy razem dopiero niecały jeden dzień
- Cały się trzęsiesz i jesteś blady... Prawdo podobnie przez tak nagłe "wyrżnięcie się skrzydeł... Jednak wolę być pewny że nic ci się nie stanie - Nie ważne co powiedziałem cały czas zostawał przy swoim. Nie miałem wyjścia więc w końcu się zgodziłem. Mimo wszystko gdy się rozbierałem nie zdjąłem bokserek... Ale nie przewidziałem tego że on raczej będzie nagi... Jesteśmy razem dopiero jeden dzień, stanowczo za wcześnie na takie rzeczy jak wspólny prysznic - Po co ci bielizna?
- N... Nie chcę żebyś to źle odebrał ale... Wstydzę się
- Czego? Obaj jesteśmy facetami. Gdybyś był kobietą to by jeszcze było zrozumiałe - powiedział po czym sam zdjął moją bieliznę, znowu zrobiłem się cały czerwony  - Wszystko w porządku?
- T... Tak - Mruknąłem zawstydzony, po czym weszliśmy do kabiny
- Pomóc ci się umyć czy dasz sobie radę?
- N... Nic mi nie będzie... Dam sobie radę - Jeżeli jeszcze zacząłby dotykać mojego nagiego ciała to chyba zszedł bym tu ze wstydu... Jeszcze zacząłbym się dziwnie zachowywać albo coś... Mimo tego co powiedziałem chłopak zaczął mi myć plecy
- Pomogę ci tylko przy skrzydłach, widocznie nie potrafisz ich jeszcze chować - oznajmił łagodnie myjąc część przy łopatkach. Z jakiegoś powodu przez cały ten czas miałem dziwne myśli jakby za chwilę miałoby się "coś stać" ale jednak prysznic przebiegł w miarę "normalnie" o ile "normalnie" można nazwać to jak para która jest ze sobą jeden dzień bierze razem prysznic... Chłopak owinął mnie ręcznikiem i powiedział żebym podszedł do jego pokoju gdzie da mi suche ubrania - Mogą być trochę za duże, mniejszych nie mam - oznajmił podając mi jakieś dresy i koszulkę z długim rękawem
- Nic nie szkodzi, dziękuję - Rue jeszcze oznajmił że idzie wywiesić mokre ciuchy i za chwilę wróci, w tym czasie ubrałem się. Spodnie miały sznurek więc jeszcze jakoś się trzymały na mnie ale bluza dosłownie na mnie wisiała na dodatek miała za długie rękawy. Usiadłem na łóżku i czekałem aż Rue wróci...




 Rue




Nie miałem ochoty rozmawiać o tym, że jestem demonem, więc miałem cichą nadzieję, że Izo zaśnie. Cicho przemknąłem przez korytarz i salę główną, by wejść do pralni. Bardzo powolnie powiesiłem jego ubrania i jeszcze wolniej szedłem do pokoju. Niestety, chłopak siedział na łóżku. Te jego skrzydła były naprawdę rozkoszne... Prawdopodobnie mu jeszcze urosną, więc miałem nadzieję, że nie dostanie na ich punkcie kompleksu. Chociaż nie miał powodu, ponieważ były śnieżnobiałe, a takich się nie czepiano. Usiadłem obok niego i delikatnie gładziłem po plecach.
-Rue... dlaczego... dlaczego masz czarne skrzydła?...
Nie chciałem mu o tym mówić, chociaż tak czy inaczej dowiedział by się. Wolałem osobiście mu to wyjaśnić.
-W wieku pięciu lat, dowiedziałem się, że moi rodzice żyją, a do tego mają trzy letniego syna... Znienawidziłem ich wtedy, pragnąłem, aby on zmarł, oni wszyscy zmarli. Od zawsze wiedziałem, że byłem aniołem, ale w tamtym momencie... Moje skrzydła stały się czarne. Nawet teraz pragnę, by zniknęli...
Izo nic nie odpowiedział, tylko mocno mnie przytulił. Nie rozumiałem jego zachowania. Przecież zostałem demonem... a nawet przy pierwszej lepszej okazji mógłbym zaatakować biologiczną rodzinę. Położyłem się rozkładając skrzydła i przy okazji pociągnąłem Izo w swoją stronę, więc leżał teraz na mojej klatce piersiowej.
-Nie... nie przygniatam ci... skrzydeł?...
-Nie martw się o to, nie mam w nich czucia. Mało kto ma.
-Uhm...
-Ah, właśnie. Nie chcesz innej koszulki? Ta odsłania ci prawie całą klatkę piersiową.
-Nie ma takiej potrzeby...
Po chwili leżał przytulony do mojego torsu i spał. Martwiłem się o to, co powiedzą jego rodzice o mnie. W końcu chociaż jedno musi być aniołem, chociaż prawa zabraniały zawierać związków z ludźmi. Zasnąłem po godzinie, a rano Izo już nie posiadał skrzydeł. W sumie to dobrze. Mógłby nimi coś strącić. Swoje schowałem i usiadłem na łóżku przecierając oczy. Wyspałem się. Naprawdę się wyspałem. Uśmiechnąłem się nawet z zadowolenia. Zerknąłem na śpiącego chłopaka. Wyglądał spokojnie, więc pochyliłem się nad nim i cmoknąłem w policzek. Obudził się patrząc na mnie z przymrużonymi oczami.
-Przepraszam, obudziłem cię?
-Niee...
Brzmiał naprawdę sennie. Westchnąłem przeciągle znów się kładąc. Chłopak położył głowę na moim ramieniu.
-Ej... nie ma mowy, że znów pójdziesz spać. Wstawaj... śpiochuu...
Opuszkami palców musnąłem jego usta. Były naprawdę delikatne i mięciutkie. Przypomniałem sobie byłego chłopaka Izo.
-Ten "Kevin" nawet nie wie, co stracił...-burknąłem odwracając się w stronę złotookiego.
Uśmiechnąłem się do niego, na co odpowiedział rumieńcem. Był naprawdę uroczy.
-Nie leń się tak... Wstawaj bo cię dokładnie obmacam...
Chłopak w momencie usiadł, ale po chwili przecierał leniwie oczy.
-Częściej się uśmiechasz...-szepnął.
Przysunąłem się do niego.
-Doprawdy?...
Koniec końców wstaliśmy a ja dałem Izo inną bluzkę. Może nie było lepiej, ponieważ także była długawa, ale nie z aż takim dekoltem. Zszedłem z nim do salonu. No proszę. Znów moi prawdziwi rodzice... tym razem obok nich siedział jakiś chłopak. Prawdopodobnie mój młodszy brat. Ze spokojem usiadłem na kanapie, a złotooki obok mnie. Kobieta była nieco poddenerwowana.
-Ja... ja naprawdę... naprawdę chciałam cię zatrzymać, Rue. Wiesz jednak, jakie są przepisy, jesteś w końcu aniołem, prawda?...-zapytała cicho.
-I tak, i nie. Byłem nim, do momentu poczucia do was szczerej nienawiści. Moje skrzydła stały cię mocno czarne, a to dzięki wam, drodzy rodzice...
Mężczyzna widocznie postanowił włączyć się do dyskusji.
-Wierz nam, naprawdę pragnęliśmy cię wychować...
-Oh... doprawdy? A ten chłopak obok was?
-To prawdziwy anioł, stracił rodziców, którzy także nimi byli, postanowiliśmy się nim zająć...
Potem wrócili moi "rodzice". Stwierdzili, że ten chłopak, jak się okazało Kai będzie u nas przez miesiąc... Cudownie... nie miałem ochoty go oglądać. Szybko pociągnąłem Izo za sobą i wszedłem z nim do kuchni robiąc śniadanie. Złotooki grzecznie siedział na blacie.
-Nie chcesz z nim porozmawiać?
-Z kim niby?
-No ze sw...
Chłopak nie skończył, gdy do pomieszczenia wszedł Kai. Od razu się do mnie przykleił. Prawie się poparzyłem, gdy znienacka mnie przytulił...

poniedziałek, 12 września 2016

Rozdział 2

Izo

Gdy Rue zdjął moją opaskę na oko jedyne co mogłem zrobić to spuścić głowę i się zaczerwienić... Tylko dlaczego się tak wstydzę, przecież chyba on i tak widział to oko wczoraj. Gdy przyłożył dłoń do mojego podbródka moje serce zaczęło walić jak oszalałe
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy - po tych słowach zrobiłem się jeszcze bardziej czerwony - Izo...? Coś się stało?
- N...Nic...
- Na pewno? Jesteś cały czerwony. Może masz gorączkę, lepiej żebyś poszedł do pielęgniarki - powiedział przykładając dłoń do mojego czoła
- G... Gorączkę...? Etto... Naprawdę nic mi nie jest. Przepraszam że musiałem tracić czas na oprowadzanie mnie
- Nie musisz przepraszać. Miałem przynajmniej spokój od tych dziewczyn
- T... To ja już pójdę - powiedziałem na co chłopak tylko przytaknął... Poszedłem do męskiej łazienki i zamykając się w jednej z kabin próbowałem się uspokoić i przeczekać aż moja twarz przestanie być czerwona. Dziwnie się czułem przy Rue, czy ja się w nim zakochałem? Ale wątpię żeby był mną zainteresowany. Gdy już wszystko było dobrze poszedłem do klasy na kolejną lekcję. Zapomniałem chwilowo że Rue jest moim sąsiadem i po skończonych lekcjach wracaliśmy razem co sprawiało że się jeszcze bardziej denerwowałem, bałem się odezwać żeby nie palnąć nic co by dziwnie brzmiało. Rue również się nie odzywał ale z tego co mówiła jego "matka" jest to u niego normalne... Po chwili wyciągnął telefon, widocznie dostał SMS-a
- Dostałem wiadomość od matki... Napisała że jest u was i żebym też tam poszedł - powiedział na co przytaknąłem - Izo, coś się stało? Znowu robisz się czerwony
- Rue... Ja... Etto... Chyba muszę ci coś powiedzieć...
- Co takiego?
- Ja... - chyba mnie całkowicie pogrzało, czemu ja to mówię - Ja... Chyba cię kocham - co zostało powiedziane już nie zostanie cofnięte. Podniosłem głowę żeby spojrzeć na chłopaka... Wyglądał na dosyć zaskoczonego
- Słucham?
- N...Nie ważne... - powiedziałem cały czerwony i zacząłem iść szybszym krokiem w stronę domu... Czemu ja to powiedziałem... Za chwilę spalę się ze wstydu... Rue za mną szedł w milczeniu. Jak tylko wszedłem do domu, ku mojemu zaskoczeniu w salonie siedział mój były chłopak - Kevin?
- Cześć Izo - wstał z kanapy i podszedł do mnie - Jak mogłeś wyjechać nawet się ze mną nie żegnając
- Chciałem ale powiedziałeś że ci nie zależy
- Mówisz tak jakbyś mnie nie znał
- Co ty tu w ogóle robisz?
- Mamy teraz przerwę wiosenną więc wykorzystując fakt że mam wujostwo w okolicy chciałem się z tobą zobaczyć - oznajmił po czym po chwili spojrzał na Rue - Ty musisz być Rue, trochę o tobie usłyszałem czekając tu - powiedział, widocznie chciał być miły, czerwonooki tylko przytaknął - Izo, chciałbym z tobą porozmawiać... Ale wiesz... W cztery oczy - powiedział po czym udaliśmy się do ogrodu
- O czym chciałeś rozmawiać?
- Nie udawaj że się nie domyślasz... Przepraszam za to wszystko co powiedziałem... Tak naprawdę tak nie myślałem... Kocham cię i chcę żebyśmy znowu byli razem
- Kevin to nie ma sensu...
- Jeżeli chodzi o seks to obiecuję że nigdy więcej nie będę nalegał jeżeli ty nie będziesz tego chciał
- Kevin... Pomyśl choć przez chwilę... Sam powiedziałeś że przyjechałeś tylko na przerwę wiosenną... Związki na odległość nie mają sensu... A po drugie... Przykro mi to mówić ale, dla mnie zawsze byłeś tylko przyjacielem... Zgodziłem się z tobą chodzić z egoizmu... Czułem się samotny więc bez wahania się wtedy zgodziłem... Ale nigdy nie mogłem powiedzieć że byłem w tobie zakochany
- Nie wierzę ci... Nie odpuszczę - powiedział chwytając moją rękę
- Nie słyszałeś co powiedziałem? Nie chcę do ciebie wracać - Wyrwałem swoją rękę z jego uścisku i poszedłem a raczej pobiegłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i starałem uspokoić nerwy, po chwili usłyszałem pukanie
- Mogę wejść? - usłyszałem głos Rue
- Tak... - odparłem. Czerwonooki wszedł do środka i usiadł obok mnie - Wszystko ok?
- T... Tak...
- Może to nie jest najlepszy moment na to ale chciałbym wrócić do tego co mi powiedziałeś na ulicy
- Ah... To... Możesz udać że nic takiego nie miało miejsca?
- Dlaczego? Pierwszy raz ktoś tej samej płci wyznaje mi miłość... Tylko że ja... Do końca nie wiem jak to jest kochać kogoś... Ale w takim razie... Możemy spróbować
- Czy ty właśnie chciałeś przez to powiedzieć... Że chcesz ... żebyśmy byli razem?
- Nie będę cię do niczego zmuszać - powiedział i czekał na moją odpowiedź... Nie chcę żeby znowu skończyło się tak jak z Kevinem, ale przy Rue czuje się inaczej, serce mi bije jak młotem i czuję jakbym miał motyle w brzuchu
- Chcę... - powiedziałem po czym Rue mnie lekko objął i pocałował w czoło. W tym właśnie momencie do pokoju bez pukania wszedł Kevin. Widząc taką sytuację mocno się wkurzył. Chwycił mnie za rękę i wyrwał z objęć Rue
- To dlatego nie chcesz do mnie wrócić... Minął zaledwie miesiąc od naszego rozstania a ty już drugiego dnia w Japonii sobie kogoś znajdujesz w zamian za mnie?!
- Zerwałeś ze mną nie powinno cię obchodzić z kim się umawiam! Zostaw mnie w reszcie w spokoju nie chcę cię tu teraz widzieć - po tych słowach Kevin widocznie się jeszcze bardziej zezłościł gdyż zamachnął się jakby chciał mnie uderzyć ale przeszkodził mu w tym Rue
- Skrzywdź go a złamię ci rękę - powiedział groźnym tonem. Kevin po chwili mnie puścił i wyrwał rękę z dłoni Rue. Bez żadnego słowa wyszedł z pokoju i chyba z domu również.





 Rue





 Odruchowo obroniłem Izo, naprawdę. Nie wiedziałem nawet, że to zrobię. Takie przebłyski "waleczności" miałem, gdy ktoś chciał zranić osobę mi bliską. Myśl, iż mogłem zakochać się w fioletowo włosym przerażała mnie. Bałem się kochać, od zawsze. Żyłem w przekonaniu, że miłość jest równa cierpieniu. A nie chciałem cierpieć. Już nie. Przytuliłem chłopaka. Bardzo delikatnie, jakby był czymś kruchym.
-Nie dam cię skrzywdzić...-szepnąłem.
Złotooki objął moją szyję. W pewnym momencie usłyszałem jak woła mnie moja "matka". Zszedłem razem z Izo do salonu i wgapiałem się w parę, której nie widziałem. Wyglądali na nieco zestresowanych, no... może tylko kobieta. Mężczyzna do uderzenia przypominał mnie, prócz koloru oczu. Były granatowe, za to osoba obok niego posiadała białe, a włosy były koloru czarnego. Moja "matka" w końcu się odezwała.
-Rue, to... to twoi prawdziwi rodzice...
Zamarłem. To nie może być prawda. Nigdy nie chciałem ich poznawać. Zostawili mnie, oddali, zapomnieli, a teraz tak bezczelnie się pojawiają. Jeżeli myślą, że im wybaczę, to grubo się mylą. Nie mam takiego zamiaru.
-Nie prawda. Oni nimi nie są. Nie wychowali mnie, nie mają prawa się tak nazywać.
Kobieta wstała.
-Wiem, co ci zrobiliśmy. Co przeżywałeś... postaraj się nam wybaczyć...
Milczałem. Ze stoickim spokojem wyszedłem z pomieszczenia, ubrałem buty i opuściłem budynek. Udałem się do domu przyjaciela z sierocińca. Mieszkał sam, ponieważ osiągnął pełnoletność. Bez problemu wpuścił mnie do środka.
-Teraz opowiedz, co się stało...-odparł wchodząc do salonu.
-Szkoda gadać... Moi biologiczni rodzice postanowili się odezwać. Dopiero teraz, rozumiesz?
-Nie powinieneś się cieszyć? W końcu niewielu decyduje się na odnalezienie dzieciaków.
-Ale dopiero teraz, po 17 latach? To nie przesada trochę?
-Jakby teraz tak na to spojrzeć... Zostawmy tę sprawę. Powiedz lepiej, czy kogoś masz.
-Co cię to obchodzi, Taku, co?
-Ano tyle, że jesteśmy byłymi kochankami, więc chcę o tobie trochę wiedzieć. Zabronisz mi?
-Eghh... No można powiedzieć, że jestem w związku...
-Ohoohooo... kto to?
-Nie interesuj się, powiedziałem ci.
-Nie powiesz mi aniołku?
Mężczyzna zrobił słodkie oczy. W jego wydaniu wyglądało to dość.. śmiesznie. Naprawdę śmiesznie. Trochę się schlaliśmy, ale nie tak, aby utracić przytomność i chwiać się na wszystkie strony... Pożegnałem się z nim około dwudziestej trzeciej. Rozpromieniony nie zwracałem uwagi na deszcz, który zaczął bardzo mocno padać. Cichaczem zakradłem się do ogrodu i stanąłem na środku placu. "Matka" zawsze mówiła, że gdy zaczyna padać deszcz jakiś anioł płacze. Do pewnego momentu sądziłem, że tym aniołem jest moja prawdziwa matka. Myliłem się jednak. To prawdziwy potwór, jak ja. Spojrzałem w czarne niebo. Zastanawiałem się, co zrobiłem źle, że mnie oddali. Co było ze mną nie tak. Nawet nie zauważyłem, gdy pojawiły się skrzydła, które były czarne. Czasem z piór ściekała jakaś czerwona ciecz symbolizująca krew, gdy ktoś mocno mnie zranił. W końcu zacząłem płakać i straciłem poczucie czasu.  Usłyszałem w końcu, jak ktoś mnie woła...

poniedziałek, 5 września 2016

Rozdział 1

Izo

Jestem Shige Izo mam 17 lat i przez ostatnie 5 lat mieszkałem z rodziną w Anglii ale ostatnimi czasy moi rodzice postanowili że przeprowadzamy się z powrotem do Japonii. Znowu będę musiał się przestawić na trzy semestry... Po wylądowaniu na lotnisku w Tokio taksówką podjechaliśmy pod nasz nowy dom. Ciężarówka z zamówionymi rzeczami już stała na ulicy i pracownicy wnosili je do środka. Wyciągnęliśmy nasze walizki z bagażnika po czym moja młodsza siostrzyczka uczepiła się mojej bluzy i zaczęła narzekać że jest zmęczona. W sumie nie uwzględniliśmy zmiany czasu, w Anglii byłby teraz środek nocy a ona ma w końcu tylko 9 lat
- Spokojnie, za chwilę będziesz mogła się położyć - powiedziałem z lekkim uśmiechem
- Onii-chan...
- Tak?
- Dlaczego zawsze zakładasz tą opaskę na oko jak wychodzimy na zewnątrz? Coś ci się dzieję z okiem?
- Etto... To nic... Po prostu lubię ją nosić - odparłem na co dziewczynka przytaknęła... Tak naprawdę noszę opaskę na jednym oku bo mam heterochromię, jedno moje oko jest złote a drugie mocno pomarańczowe... Moim zdaniem nie wygląda to dobrze a nawet trochę dziwnie więc wolę zasłonić jedno z nich, jakoś tak padło na pomarańczowe oko. Mimo wszystko jestem trochę zmęczony tymi pytaniami ze strony innych, pytań typu "wszystko w porządku z twoim okiem", zawsze odpowiadam że mam nadwrażliwą gałkę oczną i na zewnątrz drażni mnie wiatr ale w szkole i tak mnie nie prosił żebym zdejmował opaski... Czasami obcym wciskałem kit że jestem po operacji oka by tylko nie pokazywać mojej heterochromii. Jak ktoś w Anglii widział moje oczy pytał czy jestem na coś chory albo czy ze mną "jest coś nie tak", jedyną osobą która lubiła moje oczy był mój były chłopak Kevin. Jedak nasz związek nie trwał długo tylko jakieś 3 miesiące, zerwaliśmy bo pokłóciliśmy się, poszło o seks... Mianowicie nie chciałem tego z nim robić bo się strasznie bałem, więc za każdym razem kiedy to proponował odmawiałem... Doszło do tego że zaczął mi zarzucać że go nie kocham i że go "zapewne zdradzam". Zerwał ze mną, jakiś miesiąc po tym ze strony moich rodziców padła decyzja o przeprowadzce do Japonii. Miałem nadzieję że mimo wszystko z Kevinem zostaniemy ponownie przyjaciółmi jak kiedyś ale nawet jak chciałem się z nim spotkać i pożegnać ten powiedział że nie chce i go nie obchodzi że wylatuję następnego dnia... Usiadłem na jednej z walizek i zacząłem się rozglądać po okolicy. W pewnym momencie ujrzałem prawdopodobnie sąsiadów któży pewnie chcieli się przywitać. Moja matka szybko podeszła do kobiety i zaczęła rozmawiać. Niechętnie podszedłem w jej stronę żeby też się przywitać. Przy kobiecie stał chłopak w okularach, białych włosach z grzywką poadającą na jedną stronę, widoczne oko było czarne ale po chwili okazało się również że drugie oko miało inny kolor... Mianowicie bardzo jasny szary. Postanowiłem się nie odzywać puki nie będzie to konieczne
- Mai Jak ja cie długo nie widziałam. Co u ciebie
- Po pięciu latach mieszkania w Anglii postanowiliśmy wrócić do Japonii... Poza tym Kijo dostał tu lepszą ofertę pracy a my się trochę stęskniliśmy za tym krajem - Powiedziała po czym spojrzała na chłopaka - Naomi, nie mówiłaś mi nic że masz syna
- To jest Rue, adoptowaliśmy go jak miał 6 lat. Jest dosyć małomówny ale dobry z niego chłopak. Czy to jest Izo. Ostatnio widziałam go jak miał 3 latka. Był taki uroczy
- Dokładnie. Teraz to już idzie do drugiej klasy liceum... Jak ten czas leci. A twój syn? Wygląda na maturzystę
- Może odrobinę ale Rue ma jeszcze 17 lat więc są w tym samym wieku. Widzę że również doczekałaś się córeczki
- Tak. Fumi... Trochę jest zmęczona w Anglii byłaby teraz noc a ona ma dopiero 9 lat... Trochę tak głupio rozmawiać na dworze, zaprosiłabym was do środka ale wszystko jest jeszcze w pudłach
- W takim razie zapraszam do nas - powiedziała z uśmiechem. Mama jeszcze zawołała tatę i wszyscy razem poszliśmy do środka. Matka zatrzymała mnie jeszcze w przedsionku
- Izo, ile razy ja ci powtarzałam żebyś nie nosił tej opaski... Nic ci się nie dzieje więc nie masz powodu jej nosić tylko przesilasz drugie oko - powiedziała po czym zdjęła mi opaskę i poszła w stronę salonu, zanim za nią poszedłem zgarnąłem moją grzywkę żeby przysłaniała mi oko i również poszedłem do pomieszczenia siadając na kanapie między siostrą a matką. Fumi widocznie była już za bardzo zmęczona bo oparła się o mnie i zasnęła
- Rue, chodź pomożesz mi  zrobić herbaty dla gości - chłopak tylko przytaknął i wyszedł z pomieszczenia, po chwili wrócił niosąc dwie filiżanki a kobieta pozostałe dwie. Rodzice zaczęli rozmawiać z sąsiadami a ja siedziałem cicho mając nadzieję że nie będę musiał się odzywać
- Właśnie Rue, choć trzeba zmienić ci opatrunki- powiedział mężczyzna do chłopaka i na chwilę wyszli z salonu... Po paru minutach wrócili chłopak tym razem bez koszulki tylko w spodniach i opatrunkami na klatce piersiowej. Co takiego mogło mu się stać? Chyba się trochę za długo na niego gapiłem gdy on również spojrzał na mnie szybko odwróciłem wzrok rumieniąc się i nerwowo chwyciłem filiżankę i zacząłem pić herbatę. Czemu się tak dziwnie czułem jak na niego patrzyłem... Przecież jest tylko bez koszulki i poza tym te opatrunki zasłaniają większość jego klatki piersiowej więc czemu tak reaguję?
- Mam nadzieję że nie macie nic do Homoseksualistów - naglę powiedziała kobieta
- Nie, nie mam... Kijo raczej też nie
- To dobrze, no bo Rue jak to się mówi woli chłopców - oznajmiła. Dlaczego temat zszedł na to, czuję się dosyć niezręcznie, moi rodzice nie wiedzą o mojej orientacji, nigdy nie odważyłem się im o tym powiedzieć. Znowu nerwowo zacząłem pić herbatę - Izo, też jesteś homoseksualistą? Nie ma się czego wstydzić (<- typ kobiety która zauważa wszytko)
- E... Etto... - Co ja powinienem powiedzieć, dyskretnie spojrzałem na matkę która nie wydawała się przyjmować tym pytaniem
- Myślisz że nie wiem...? Nie trudno było się domyślić że coś było między tobą i Kevinem - Co?- Ona o wszystkim wiedziała?
- Widzisz. Nie ma się czego wstydzić... Może nawet zakochasz się w Rue - zaśmiała się. Chyba nie pojmuję poczucia humoru tej Pani. Czerwony odwróciłem wzrok. Matka kontynuowała rozmowę już na inny temat. Jak już robiło się późno wróciliśmy do siebie. Następnego dnia już poszedłem do szkoły chociaż początkowo trochę trudno mi było znaleźć mundurek, oczywiście nie mogłem wyjść bez opaski na oko. Jak tylko wszedłem do klasy, w której miałem mieć lekcje od razu zauważyłem tego chłopaka, Rue, był oblężony przez masę dziewczyn. Cicho usiadłem na wolnym miejscu i czekałem na rozpoczęcie lekcji... W końcu zabrzmiał dzwonek, wszyscy usiedli na swoich miejscach a do klasy wszedł nauczyciel
- Dzisiaj do naszej klasy dołącza nowy uczeń Shige Izo... Chłopcze chodź na środek i powiedz coś o sobie - powiedział nauczyciel... Znowu to, nienawidzę tego całego przedstawiania się nigdy do końca nie wiem co mam powiedzieć tak samo było jak przeprowadzałem się do Anglii. Posłusznie wyszedłem na środek
- Etto... jestem Shige Izo i przez ostatnie pięć lat mieszkałem z rodziną w Anglii w Glasgow. Z powodu pracy mojego ojca wróciliśmy do Japonii.- Nie mam pojęcia co mógłbym jeszcze powiedzieć
- To wszystko co chciałbyś powiedzieć?
- Myślę że tak - odparłem po czym pozwolił mi usiąść. Już za plecami słyszałem szepty dziewczyn typu "Po co mu ta opaska?". Znowu się zaczyna
- Rue po tej lekcji macie długą przerwę. Znasz szkołę najlepiej więc prosiłbym cię żebyś oprowadził Izo
- Dobrze - odparł krótko. Gdy lekcja się skończyła chłopak do mnie podszedł - Tak więc... Co chciałbyś zobaczyć?
- Etto... Myślę że najważniejsze miejsca... Typu, gabinet pielęgniarki lub pokój nauczycielski - odparłem po czym poszedłem za czerwonookim. Pokazał najważniejsze miejsca po czym mu podziękowałem i chciałem już się oddalić ale mnie zatrzymał...




 Rue




Wychowywałem się w domu dziecka sześć lat. Dokładnie, sześć lat.  Pani Nomi była jedną z opiekunek, które zajmowały się porzuconymi dzieciakami. Zawsze się ze mną bawiła, dbała... Bardzo ją lubiłem. Nawet cicho się odzywałem. Jak byłem mały, zabrała mnie do swojego domu. Dokładniej czternaście lat temu. Poznałem wtedy jej przyjaciółkę, która była tam wtedy z synem. Nie pamiętam wszystkiego z tamtego okresu. Ich imion także nie. Co do bandaży... zostałem zaatakowany przez jakiegoś pijaczynę. Nic specjalnego mi nie zrobił, prócz paru ran na plecach. A wczoraj nie zrozumiałem zachowania Izo, który patrzył się na mnie a potem widocznie zdenerwował. Nawet w duchu się zaśmiałem. Co było dziwnego w tym, że siedziałem bez bluzki? Opiekunowie starali się wyjaśnić mi dane uczucia, co im się udało. Najgorzej jednak było z miłością. Wiedziałem, że bardzo mnie kochali... mimo to ja nie wiedziałem jak to jest darzyć kogoś tym uczuciem. Nie rozumiałem także zakochanych. Jako dziecko, jak większość na widok całujących się ludzi mówiłem "feee". Z resztą, jak większość sześciolatków. W szkole także bywałem cichy, chociaż częściej się uśmiechałem. Dziewczyny uwielbiały mnie za to, iż byłem spokojny i zawsze ich słuchałem. Nawet te z wymiany chodziły za mną. Nie miałem przyjaciół. Koledzy nienawidzili mnie za to, iż zabierałem im dziewczyny, ale i tak w większości przypadków raczej pomagałem im w tej sprawie. Nauczyciele nie mieli ze mną kłopotów, a jak już, to "za rzadko się odzywam". Co mam zrobić, jeżeli taki już jestem?... Na szczęście moja "rodzina" mnie akceptuje. Bardzo się cieszyłem poznając siostry opiekunki. Ciągle się mną zachwycały... a teraz? Trochę się ich boję, a do tego miały przyjechać... Myślałem o tym w drodze do szkoły. O swoich biologicznych rodzicach wiedziałem tyle, że żyją. Nic więcej. Z czasem jednak przestało mnie to interesować. Oddali mnie przecież. Jeżeli kiedykolwiek będą chcieli naprawić swoje relacje ze mną, powiem im, by się wypchali i że nie jestem ich synem. Wątpiłem jednak, aby zechcieli mnie poznać. Westchnąłem i wszedłem do budynku. Ostrożnie, aby nie zostać otoczonym. Udało mi się dojść do szatni i pod klasę, a potem... potem było gorzej. Zauważyły moją osobę i od razu "przyleciały"... Na szczęście szybko zabrzmiał dzwonek. Usiadłem obok okna, a one wokół... Ignorowałem to, co mówią. Aczkolwiek starałem się. Nie miałem zwyczaju rozglądać się po klasie, ale zauważyłem Izo. Nauczyciel kazał mu się przedstawić, a gdy to zrobił, profesor poprosił mnie o oprowadzenie chłopaka. Zgodziłem się. Bo co miałem zrobić? Pokazałem mu najważniejsze rzeczy, a po tym podziękował i chciał się oddalić. Złapałem go za rękę. Zastanawiałem się, po co nosił tę opaskę. Powoli zdjąłem mu ją. Po tym spuścił głowę. Delikatnie złapałem go za podbródek i uniosłem głowę. Delikatnie odgarnąłem mu z oka grzywkę. Miał całą czerwoną twarz, co wyglądało nieco zabawnie. Fioletowe włosy, rumieńce, jedno oko złote, a drugie pomarańczowe. Musiałem jednak przyznać, że po raz pierwszy widziałem taki zestaw kolorów.
-Nie noś opaski... dzięki temu oku jesteś wyjątkowy...